Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Kawalerskie mieszkanie Ady


Kawalerskie <strong>mieszkanie Ady</strong>

Dlaczego urządzanie sprawia jej frajdę...

Warszawianka z Żoliborza (lat 23), studentka socjologii (właśnie kończy pracę magisterską o przestrzeni miejskiej). Lubi aktywnie spędzać czas: ćwiczy, pływa, jeździ konno, od roku tańczy. Mieszka z narzeczonym i z kotem Pupkiem. Kiedyś wynajmowała poddasze w Grenoble we Francji. W urządzeniu mieszkania pomagała jej architektka, ale wiele rozwiązań to jej autorskie projekty. Nie ukrywa, że jest z nich dumna.
Urodzinowy prezent

Urodzinowy prezent

Ada mieszka na parterze, w bloku z początku lat 60. I choć nie wyobraża sobie życia na wsi, widok za oknem ma bardziej wiejski niż miejski – zielone drzewa, koty spacerujące po parapetach, spokój. Atmosfera jak w małym miasteczku. Mieszka tu dzięki rodzicom, którzy zrobili jej urodzinową niespodziankę i sprezentowali pierwsze samodzielne mieszkanie. Zaskoczenie było tym większe, że wybrali idealną lokalizację – jej kochany Żoliborz. W tej dzielnicy się wychowała, z tym miejscem ma najlepsze wspomnienia. Mieszkanie było bardzo zaniedbane – remont trwał pół roku i spowodował gigantyczne zmiany. Wymieniono okna i drzwi, wyrzucono kraty, ocieplono i wyciszono ściany. Powstał też nowy układ pomieszczeń – idealna przestrzeń do życia: w miarę przestronna strefa dzienna – kuchnia z kącikiem do odpoczynku, oddzielna sypialnia i łazienka. W sam raz na młode lata.
Kto uporządkuje wizje

Kto uporządkuje wizje

Pani architekt zrobiła kilka planów zagospodarowania, Ada wybrała jeden, który zmodyfikowała. Miała wiele pomysłów i ogromny wkład w efekt końcowy. Od samego początku wiedziała, jak ma wyglądać strefa dzienna. W narożniku koniecznie ustawi sofę, w filetowym kolorze, z mnóstwem poduszek. Chciała mieć swój kąt – azyl, w którym będzie spędzać czas – poczyta i zrelaksuje się po całym dniu. Dlatego książki ma na wyciągnięcie ręki. Ustawiła je na półkach, których już teraz jest za mało – jej kolekcja cały czas się powiększa. Naprzeciwko jest miejsce na sprzęt audio – to tu ogląda filmy (czy kiedyś przestanie ubóstwiać Woody'ego Allena?) i słucha muzyki. Sama też wybierała tapety (przejrzała kilkanaście tysięcy stron), zależało jej na czymś wzorzystym, odcinającym się od reszty. Z poprzedniego mieszkania przywiozła drzewka cytrynowe, wyhodowała je, gdy miała zaledwie 7 lat. Idealnie pasują do zielni za oknem.
Zieleń uspokaja

Zieleń uspokaja

Chciała, by łazienka była trochę retro, trochę w nurcie eko. Na pewno nie beżowa ani brązowa, jak w większości mieszkań. Na kolor dominujący wybrała zielony. Według niej dobrze wygląda z płytkami imitującymi drewno. Poza tym taki jej się najbardziej podoba. Płytki są jej autorską kompozycją. Kupiła je od firmy, która robi mozaikę do basenów, sama wybrała zabarwienie i wymyśliła, w jakiej konfiguracji mają być ułożone. By wszystko dobrze wyglądało, kupiła zielony stolik pod umywalkę i grzejnik w tym kolorze.
Strefa codziennego odpoczynku

Strefa codziennego odpoczynku

Łazienka przed remontem wyglądała klaustrofobicznie: była mikroskopijnej wielkości i nie dało się w niej nic ustawić. A ona chciała dużą wannę (udało się) i szezlong (w planach). Miało być przytulnie, bo dla niej to nie tylko miejsce codziennych kąpieli, ona kocha spędzać w niej czas, uwielbia tu czytać i rozmawiać z narzeczonym. Dlatego starannie zadbała o atmosferę: powiesiła duże lustra, zamontowała ściankę z luksferów, przez którą w słoneczny dzień wpada światło, ustawiła dodatki: rybę (z Malty), muszelki (znad Bałtyku), mydełka (z Marsylii).
Funkcjonalność na pierwszym miejscu

Funkcjonalność na pierwszym miejscu

Mieszkanie w kawalerce ma swoje plusy: trzeba opanować sztukę dobrej organizacji, szczególnie w małej kuchni. Adzie się to udaje: do wiszących zamykanych półek chowa to, z czego korzysta rzadziej, pod ręką trzyma niezbędne dodatki – kawę, herbatę. Jej kuchnia ma bardzo wyraźny podział na funkcje: jest strefa przygotowywania posiłków i strefa jedzenia. Co prawda wolałaby mieć więcej miejsca do gotowania. Brakuje jej też szuflad. Wiadomo: im więcej, tym łatwiej o porządek. Nie lubi minimalistycznych wnętrz, dba o to, by było swojsko, kolorowo i różnorodnie, z ciekawymi detalami: na lodówce powiesiła magnesy z podróży, obrazek małego siostrzeńca i widokówki (np. z Moulin Rouge z 1956 roku).
Szymborska na ścianie

Szymborska na ścianie

Ściana naprzeciw kuchni jest ceglasta, pomalowana na biało, podświetlona. By ją trochę ocieplić, Ada powiesiła kolaż Szymborskiej. Przyznaje, że poprawia jej nastrój: gdy coś dzieje się nie tak, jakby chciała, wprawia ją w smutek, to wtedy patrzy i myśli, że czasami może być gorzej. Obrazek bardzo pasuje do niej i do jej narzeczonego. Podobno oboje uwielbiają czarny humor. Tuż obok stoją jej ulubione słonie – nie mogło ich tutaj zabraknąć.
Stół nie tylko do gry

Stół nie tylko do gry

Bez wątpienia to jej ulubiony mebel, prezent od taty. Pochodzi z aukcji internetowej, z tym że tato nie sprawdził wysokości: okazało się, że stół jest idealny do... gry w karty, niekoniecznie, by jeść przy nim posiłki, a przecież na tym jej głównie zależało. Na szczęście znalazł się stolarz, który dorobił nogi. Teraz jest w sam raz. Stół ma prawie sto lat i przepiękną rozetę. Aby się bardzo nie zniszczyła, Ada naciera ją olejem, a w przyszłości kupi na nią ładne przezroczyste szkło. Nad stołem wiszą lampy-kulki, które mogą być ułożone w dowolnej konfiguracji. Ada chciała, by wyglądały jak winogrona.
Cafe prawie late

Cafe prawie late

W sypialni są dwie strefy: do pracy i do spania. W części sypialnianej Ada chciała stworzyć przytulny, intymny nastrój. Może dlatego ściany pomalowała na różowo – uważa, że z takim kolorem można wiele zrobić. Cieszy się, że starczyło jej miejsca na duże wygodne łóżko – całe w poduszkach – i biurko – jedyny mebel, który zabrała z mieszkania rodziców. Jako miłośniczka Woody'ego Allena, początkowo planowała powiesić jego portret nad biurkiem, w specjalnej ramie. Taki był projekt, ale doszła do wniosku, że do tego miejsca bardziej pasuje coś naturalnego, rustykalnego, bo lubi przedmioty stare i trochę zniszczone. Może stąd pomysł na ten napis? A może dlatego, że przez pół roku była baristką?
Może kolor morza

Może kolor morza

Mieszka z narzeczonym. Specjalnie na jego rzeczy kupiła witrynę, bo w szafie było już za mało miejsca. Przestali się mieścić. Na górze trzyma swoje zabawki z dzieciństwa i pudła na drobiazgi. Choć czuje się dobrze w swojej sypialni (ma duże lustro naprzeciw łóżka, tak jak lubi) to wciąż myśli o zmianach: teraz chciałaby przemalować ściany na limonkowo albo na kolor morski. Zmieniłaby też przezroczysty żyrandol na bardziej kolorowy. Lubi, gdy we wnętrzach coś się dzieje.
Pamiątki z podróży

Pamiątki z podróży

Podróżuje nie tak dużo, jakby chciała. Ale prawie z każdego wyjazdu przywozi jakiś drobiazg. Co najczęściej? Może poduszki? Przyznaje, że gdyby mogła, miałaby ich miliard i trzymała nawet w łazience. Najbardziej lubi pstrokatą różowo-niebieską, z wyjazdu do Francji. Fioletową przywiozła z Dubaju, ze sklepu z pamiątkami, kupiła ją na 206 piętrze Budż Califa – najwyższego budynku świata. Ma z tym miejscem dobre wspomnienia. Słonie też w większości pochodzą z wojaży – nie tylko jej. Nie wie, który był pierwszy. Ten drewniany od dziadka, z podróży do RPA? Ten z Indonezji? Ten od mamy? Teraz ma je w każdym pomieszczeniu, w łazience, sypialni, w salonie. Wie, że przynoszą jej szczęście. Plakat, który wisi nad łóżkiem przywędrował z poprzedniego mieszkania, kupiła go w Paryżu. Była w tym mieście trzy razy, ale pewnie jeszcze kiedyś tam wróci.
Mapa w kolorze złota

Mapa w kolorze złota

Ma kilka rzeczy, na które nie znalazła jeszcze miejsca. Ada pokazuje fotografię od przyjaciółki, studentki Sztuki Mediów na ASP. Może prezent powiesi nad łóżkiem? Jest też mapa, którą dała narzeczonemu – na razie leży zwinięta w rulon. Wszystkie kraje są pokryte złotą folią – zdrapką. Co się pojawi w pierwszej kolejności? Może Chiny, które planują odwiedzić w podróży poślubnej? Wystrojem interesuje się od zawsze: urządzanie wnętrz sprawia jej wielką frajdę. W dzieciństwie projektowała mieszkania – zaczynała od tych babcinych. Miała mały zeszycik, w którym rysowała plany mieszkań – przeprojektowywała, zmieniała, sprawdzała wszystkie możliwe konfiguracje. Przez chwilę rozważała, czy iść na meblarstwo, bo uwielbia meble, chciałaby robić własne.
Dobra organizacja

Dobra organizacja

Choć mieszkanie nie jest największe – jest w nim sporo miejsca do przechowywania. Według niej duże i pojemne szafy to podstawa. Wiedziała, że chce ich jak najwięcej. Nie lubi, gdy przedmioty leżą na wierzchu: ma oddzielną szafę na mopa, deskę do prasowania, odkurzacz. Jest miejsce dla niej, narzeczonego a nawet Pupka – przecież też ma rzeczy, które można pochować. Szafy zrobiła na wymiar. Zajmują miejsce w przedpokoju i sypialni (teraz wie, że zmieściłyby się szersze). Każda szafa oraz zabudowa w kuchni ma takie same uchwyty – projektantka zaproponowała inne, nowoczesne, ale wybrała te, bo pasowały do tego, co sobie wyobraziła. Jest zadowolona z całości, ale wie, że teraz zrobiłaby wszystko inaczej.