Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Urządzone ze smakiem i aromatem


Urządzone ze smakiem i aromatem

Michalina i Krzysztof Ściborscy

Michalina zawodowo zajmuje się promocją zdrowego odżywiania i życia. Skończyła kursy z makrobiotyki i dietetyki, studia z psychodietetyki, bo wie, że warto do sprawy podejść profesjonalnie. Prowadzi bloga, w którym podaje przepisy na zdrowe dania: bez glutenu, sztucznych dodatków, mięsa, rafinowanego cukru. Sama o sobie mówi, że uprawia kuchnię naturalną. Stara się pokazywać, że to wcale nie jest trudne. Jej misją na co dzień jest praca z ludźmi i przekazywanie prostej recepty dotyczącej zmiany sposobu odżywiania. W kuchni, podobnie jak w całym mieszkaniu, czuje się jak ryba w wodzie. A pomiędzy gotowaniem, uprawianiem sportu, wychodzeniem na spacery z psem, jeszcze urządza. Krzysiek do pracy w szpitalu (jak mówi wybrał zawód najbliższy sercu) codziennie dojeżdża rowerem. I choć żywi się głównie warzywami, nie brakuje mu energii i życiowej siły. Mają stumetrowe mieszkanie położone w malowniczej części Wrocławia. Są ze sobą od 10 lat.
Mieszkanie otoczone drzewami

Mieszkanie otoczone drzewami

Oboje są z Wrocławia, mieszkają na tzw. Wielkiej Wyspie obok kanałów Odry. Podobno, gdy ktoś raz tu zamieszka, nigdy już nie pomyśli o innej lokalizacji. Ich mieszkanie otoczone jest drzewami: zielono, spokojnie, przyroda na wyciągnięcie ręki, niemal jak na wsi, a nie w aglomeracji tętniącej życiem. Mówią, że gdy spadną liście, to widok może zaskoczyć. Tuż pod oknem przechadza się niedźwiedź z pobliskiego zoo. Dzięcioły stukają w drzewa ogłaszając czas pobudki. Czego chcieć więcej? Może przydałby się ogródek z prawdziwego zdarzenia, w którym Michalina mogłaby zasadzić wszystko, co potem nadaje się do zamknięcia w słoiki: warzywa, owoce, zioła. Ale teraz na poważnie jeszcze nie myślą, by się stąd wynosić. Mają balkon, na którym robią prawie wszystko: jedzą, pracują, a czasami nawet śpią. Szczególnie latem.
Kukułcze jajo

Kukułcze jajo

Do tej pory poważne remonty w tym mieszkaniu były dwa. Pierwszy – od razu jak się wprowadzili. Popełnili duży błąd, bo nie wchodzili na plac budowy. Weszli dopiero do gotowego mieszkania. I co? Okazało się że to, co widzieli na planach odbiegało od rzeczywistości: komin stał na środku pomieszczenia, pojawiła się dodatkowa ściana. Ale na szczęście ze wszystkiego da się wyjść obronną ręką. Na dole zaaranżowali jadalnię i kuchnię, na górze salon. Po paru latach stwierdzili, że to nie spełnia ich oczekiwań, więc zrobili generalny remont (ten drugi). Przy okazji wymienili panele na drewniane podłogi, jedną z łazienek podzielili na pół, by zyskać schowek na pralkę. Ściana z prawdziwych cegieł to ich dzieło, które kosztowała bardzo dużo pracy. A z komina na środku, koniec końców, zrobili dobry użytek. Koza działa – nie jest atrapą i ratuje we wczesnych dniach jesieni i późnych wiosennych. Zimą czerwone wino pite w jej cieple i blasku smakuje jeszcze lepiej.
Kieruj się sercem

Kieruj się sercem

Michalina urządzając to mieszkanie nie kierowała się wybraną stylistyką, modą czy konwencją. Nie czytała przewodników, nie zagłębiała się w instrukcje dotyczącego metod dekoracji. Instynktownie wybierała to, co jej się podobało, zresztą robi tak do dziś. Chociaż to ich wnętrze nie jest do końca nowoczesne jak sama przyznaje, to wraz z Krzyśkiem lubią połączenie nowoczesności z rzeczami mającymi swoją historię. W ich mieszkaniu można znaleźć starą maszynę do szycia, która jest w rodzinie od lat, czy stare radio, jedno po dziadku, drugie po prababci. Ale z drugiej strony nie ma starych mebli kupowanych na przecenach, aukcjach, garażowych wyprzedażach – to nie ich bajka. Michalina urządza, ale jeśli coś jej nie gra to po prostu oddaje do sklepu. Cieszy się, że są sieciówki, w których można to zrobić od ręki. Zarówno w życiu, jak i w urządzaniu, kieruje się zasadą – najważniejsze są rzeczy proste.
Główny bohater

Główny bohater

Franek, nazywany przez Michalinę także Dzikim, najważniejszy domownik, jest psem kanapowym. Jego alter ego, w postaci drewnianej, przywieźli z Kuby – według nich wyspy, na której jest najwięcej jamników na świecie (mieszkańcy, jak gdyby nigdy nic, mówią na nie „psy parówki”). Franek ma swój wkład w design domowy nie tylko ze względu na drewniane ozdoby. Przez to, że jest jamnikiem i nie może za wysoko skakać, ma swoje podnóżki, zrobione na zamówienie przez kolegę posiadającego firmę meblarską. Te podnóżki to specjalne meble, dzięki którym Franek może wgramolić się na sofę. Pies ma też swój wkład w design firmowy – to on jest prototypem jamnika, który widnieje w logo firmy Michaliny. Dziki, choć do dzikości mu daleko, wita przyjaźnie wszystkich gości. A na kanapie i pod kołdrą podobno czuje się najlepiej.
Powoli, dostojnie, pysznie

Powoli, dostojnie, pysznie

Gdy Michalina stoi przy kuchennym blacie, ma doskonały widok na salon. Widzi przestrzeń wyraźnie podzieloną na strefy: odpoczynku (ważna), gotowania (bardzo ważna) i jedzenia (najważniejsza). Czy można powiedzieć, że kuchnia należy do Michaliny? Zdecydowanie tak! A sofa do Franka i Krzyśka? Tego nie wiemy. Z rozmowy wynika, że stół w jadalni, ich najważniejszy mebel, bez którego nie wyobrażają sobie mieszkania, ustawili w przestrzeni wspólnej. Codzienna celebracja posiłków, jedzonych powoli i z uwagą, to stały element dnia. Zapalają świece, wyciągają bieżniki i delektują się tym, co upichciła Michalina. A że gotuje wspaniale, mogliśmy się przekonać na własnej skórze – na obiad dostaliśmy gulasz z dyni i ciecierzycy, indyjskie placki dosa z kaszy gryczanej połączonej z czerwoną soczewicą, fasolkę z prażonymi migdałami i domowym pesto, sałatkę z tofu i awokado, a na deser czekoladowe ciasto gruszkowo-tymiankowe.
Góra na dół

Góra na dół

Ich góra była nietypowa – tylko ściany nośne, kilka okien od podłogi do sufitu, komin i piękne światło (bo jest już ponad drzewami). Cudowna przestrzeń, w której można zrobić dosłownie wszystko. Zrobili więc salon. Dobrze było do czasu, kiedy Michalina nie odkryła, że dla niej najważniejsza jest kuchnia. Tam spędza cale dnie (choć uważa, że kuchnia jest u nich za mała i niepraktyczna). Ona na dole, Krzysiek w salonie na górze. Układ odbiegający od ideału – a przecież nie o to im chodziło, by widzieć się ukradkiem, przypadkiem, prawie w ogóle. Co zrobili? Przenieśli górę na dół. Pomieszczenia zaaranżowali tak, by na górze powstała sypialnia, pokój do pracy i jeszcze jeden dla …gości. Z perspektywy czasu oceniają to jako bardzo dobry wybór.
Zielono mi i spokojnie

Zielono mi i spokojnie

Michalina oprócz dobrego gustu, zdolności kulinarnych i pewnie jeszcze wielu talentów, do których się nam nie przyznała, ma znakomitą rękę do kwiatków. Podobno ma ją po mamie. Lubi, gdy jest zielono, dlatego nie wyobraża sobie mieszkania bez roślin. Ma je w każdym pomieszczeniu. Tam, gdzie śpi i tam, gdzie pracuje. Kącik do pracy urządziła klasycznie – duże wygodne biurko, z przegródkami, poprzeczną półeczką i szufladkami na dokumenty (by było praktycznie), wiklinowe obrotowe krzesło, obok wygodny fotel, a w odległości kilku kroków – biblioteczka. Czytają dużo. Krzysiek literaturę fachową i szwedzkie kryminały (mówi, że Skandynawowie są najlepsi, najbardziej płodni i do tego wciągający), Michalina książki o zdrowym trybie życia i odżywianiu, pozytywnym myśleniu oraz powieści.
Przygaszony turkus - pudrowy róż

Przygaszony turkus - pudrowy róż

Duża otwarta przestrzeń, choć pewnie robi wrażenie, nie sprawdza się, gdy w części chcemy zrobić przytulną ciepłą sypialnię. Wiało chłodem. I to w dodatku w sensie dosłownym, bo przeszklonych ścian, jak na polski klimat, było zdecydowanie za dużo. Co zrobili? Oprócz tego, że podzielili jedno ogromne pomieszczenie na kilka mniejszych, zamurowali okno (15 st. zimą przekonuje chyba każdego). Michalina mówi, że sypialnia jest dla niej ważna, dlatego chciała, by było to wnętrza kameralne. Ma wymarzone łóżko, a na ścianie swój ukochany kolor. Pół roku spędzone w sklepie budowlanym, zaangażowanie prawie całego zespołu sprzedającego farby, pokątne mieszanie barwników, potajemne testowanie – musiało przynieść efekt. A wisienką na torcie jest narzuta na łóżku – własnoręcznie zrobiony prezent od przyjaciółki Oli, od lat zwanej Pupi.
W wazonie i na brzegu lustra

W wazonie i na brzegu lustra

Gdzie trzymacie biżuterię? Jedni w szkatułkach, inni w materiałowych pojemnikach, jeszcze inni na specjalnie dostosowanych do tego ekwilibrystycznie powyginanych postaciach. Michalina znalazła swój sposób – kolczyki i wisiorki zaczepia o krawędź wazonu, który postawiła na komodzie tuż obok wiszącego lustra (wybrała takie, by do ramy przyczepić komplet ulubionych kolczyków). W mieszkaniu eksponują to, co dla nich ważne – np. pamiątki z podróży. Tu postawią figurkę z Kuby, tam kawałek koralu, który Krzysiek wyłowił na Florydzie (teraz by tego nie zrobił – kiedyś nie miał świadomości, że lepiej takiego cudeńka nie ruszać). Lubią otaczać się ciepłymi kolorami i przedmiotami, które coś znaczą. Na ścianie wieszają zdjęcia (mają i pozowane, i zwyczajne, codzienne), obrazy (część autorstwa brata Andrzeja rodzinnego artysty albo przyjaciółki Marty ich zaprzyjaźnionej artystycznej duszy), a w kącie stawiają anioła i ukochaną roślinkę. Bo taką mają receptę na swoje wnętrza.
Gruszkowo-tymiankowo-czekoladowo

Gruszkowo-tymiankowo-czekoladowo

W ich mieszkaniu jedzeniem pachnie od wejścia. Przygotowywanie posiłków, dzielenie się wiedzą, jak to umiejętnie robić, co z czym łączyć i co w ogóle jeść – by było nie tylko zdrowo, ale także smacznie – to dla Michaliny chleb powszedni. Ma wiedzę na ten temat, zna się na tym doskonale, ma doświadczenie. Słowem (albo precyzyjniej związkiem frazeologicznym) na jedzeniu zjadła zęby. Jej opowieść o mieszkaniu i urządzaniu co chwilę przeplata się z wątkami o gotowaniu. To dla niej ważne. Zdrowe jedzenie i tylko jakościowe produkty bez konserwantów czy sztucznych dodatków. Taki mix sprawia, że czuje się dobrze – ze sobą i u siebie. Wiedzą chętnie dzieli się z innymi. A ciasto potrafi zrobić bez jajek, mąki i cukru. A za to z karmelem na bazie daktyli. Do środka dodaje kakao łuskane z prawdziwych ziaren kakaowca. Da się?
Praca fizyczna to medytacja

Praca fizyczna to medytacja

Jagody goji (słodko-kwaśne, bardzo zdrowe), ma od mamy. Produkcja własna, czyli mamina wygląda tak: najpierw ogródkowa uprawa, potem suszenie w maszynie do grzybów lub na słońcu, na koniec przechowywanie w zwykłym pudełku. Michalina podnosi wieczko i zdziwionym wzrokiem zerka na Krzyśka (no dobra, wierzymy, że je tam miała). Część przypraw – curry czy kumin – ma ze sklepu. Jej kuchnia jest idealnie wyposażona. Gotuje proste naturalne rzeczy, przede wszystkim warzywa – choć otwarcie mówi, że nie jest ani wegetarianką, ani weganką. Nie opowiada się za żadną filozofią, ale czerpie z wielu nurtów. Nawiązuje i do medycyny chińskiej (podstawowa zasada – jedz ciepłe posiłki, najlepiej już na śniadanie), i do zasad ajurwedy. Zwraca uwagę na jakość produktów (z lodówki wyciąga mleko kokosowe i czyta skład podkreślając, co ważne). Przetwory robi sama. Szerzy ideę ciepłego, naturalnego jedzenia. Wie, że organizm nie potrzebuje mięsa, a cukier to narkotyk. Ile godzin dziennie spędza w kuchni? Pozostawmy to jej słodką tajemnicą.
Co komu leży na sercu

Co komu leży na sercu

Mieszkanie to ich enklawa – ciepło, bezpiecznie, dobrze. Oboje czują się w nim na miejscu. Choć jedli chleb z niejednego pieca, widzieli trochę świata i to nie z jednej góry (Krzysiek np. z Kilimandżaro, Andów i Himalajów), zawsze wracają tu z radością. Wiedzą, że mogą odpoczywać, cieszyć się z prostych rzeczy: słońca zaglądającego rano przez szyby, życia w zgodzie z naturą (na ile oczywiście jest to możliwe w mieście), zmienności ludzi i rzeczy. Z bycia razem, po prostu. Krzysiek jest kardiologiem, który na co dzień wykonuje bardzo odpowiedzialną i fascynującą go pracę. Gdy wraca, wie, że żona przywita go ciepłym zdrowym obiadem (koledzy w pracy już nie komentują jego kanapek ze stertą warzyw, przywykli), uśmiechem i radością, którą emanuje i przekazuje innym.