Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

W loftowym charakterze


W loftowym charakterze

Magdalena Markiewicz

Mieszka we Wrześni, na nowym osiedlu, w mieszkaniu kupionym dwa lata temu wspólnie ze swoim narzeczonym Tomkiem (chwilowo w Danii). Kilka lub kilkanaście godzin dziennie spędza w aptece (zgodnie z wyuczonym zawodem). Parę dni w tygodniu siedzi zamknięta w sypialni i obmyśla nietypowe projekty (zgodnie z zamiłowaniami). Na koniec wszystko skrupulatnie opisuje na swoim blogu. Pompony, dekoracje ślubne i tiulowe spódniczki to jej drugi zawód. Nieformalny, ale na pewno wykonywany z równie dużym zacięciem, jak przygotowywanie aptekarskich medykamentów. Między jednym zajęciem a drugim znajduje czas na wnętrzarskie aranżacje, które okazały się także pasją Tomka. Przykładem jest ich mieszkanie. Zobaczcie zresztą sami.
Na wzór fabryk z Żyrardowa

Na wzór fabryk z Żyrardowa

Gdy dwoje dorosłych ludzi zaczyna urządzać mieszkanie, mogą pojawiać się rozbieżności. U Magdy i Tomka było tak, że każde z nich miało inną koncepcję wnętrza. Ona chciała romantyczne kobiece mieszkanie z obowiązkowym kryształkowym żyrandolem (styl angielski albo francuski). On typowo męskie: dominujący beton, ciemne barwy i miejsce na motor, najlepiej na środku salonu. Spotkali się w połowie drogi. Zanim zaczęli urządzać, przez prawie dwa lata opracowywali szczegółowy plan idealny dla obojga. Dzięki temu wszystko przebiegło sprawnie. Od samego początku przyświecała im jedna niezmienna myśl – ma być na modłę żyrardowskich loftów, w których są zakochani (poza tym że w sobie) bez pamięci. Koniecznie z cegłą na ścianie, a dla podtrzymania surowego klimatu – elementami betonu. Chcieli, by wnętrze było zupełnie proste, z regularnie zmieniającymi się i selektywnie wybieranymi dodatkami: na zimę błękity, latem energetyczna cytryna.
Otwarte na całość

Otwarte na całość

Wspólny mianownik wspólnego urządzania sprowadzał się także do tego, że oboje chcieli mieszkanie bardzo przestrzenne, raczej otwarte niż zamknięte, z dobrze wydzielonym obszarem do życia. Dlatego gdy już podjęli ostateczną decyzję zakupową, postanowili, że ze względu na niezbyt duże gabaryty, najzwyczajniej w świecie całość otworzą, czyli mówiąc inaczej wyrzucą kilka niepotrzebnych ścian. Zaczęli od tej dzielącej salon z kuchnią. Tam, gdzie była ściana, zrobili kuchenną wyspę. To idealne rozwiązanie, dzięki któremu mogą wspólnie gotować, nawet (lub zwłaszcza) gdy przychodzą goście. Czy jest coś równie przyjemnego, jak takie stadne przygotowywanie posiłków – jedną ręką mieszasz, drugą nalewasz przyjaciółce lemoniadę? Magda zadaje pytanie, na które chyba znamy odpowiedź. Ścianę, która oddzielała kuchnię od przedpokoju, też postanowili zamienić w drobny pył. Zyskali duży otwarty salon, z wyraźnie zaznaczoną strefą odpoczynku.
Wnętrze spersonalizowane

Wnętrze spersonalizowane

Cegła pochodzi z rozbiórki stuletniego domu i zawiera wiele sekretów. Niedopowiedziane historie, chociażby te w postaci inicjałów, ukryte są na pojedynczych cegiełkach. Litery mogły być zaznaczeniem obecności (tylko) lub nieść o wiele głębszy przekaz. Chociażby taki: obiecuję, że wrócę, że nie opuszczę, że będę kochał. Magda nie wie, kto za tym stoi, ale wie, że inicjały do dziś są na jednej z jej stuletnich cegieł (odkryła, gdy ostatnio robiła porządki). Tak, ceglanej ściany nie mogło u nich zabraknąć. Często na blogu dostaje pytania, skąd wytrzasnęła tak piękny materiał: autentyczny, niepowtarzalny i przede wszystkim nie do kupienia w sklepie. Cegłę układali w całości, a teraz praktykuje się cięcie na plastry. Stracili odrobinę pomieszczenia, ale zyskali miejsce na biokominek. To dobry akcent budujący wieczorny klimat. Nie ogrzeje całego mieszkania, ale na pewno jesienią siedzącym na kanapie z książką w ręku i ciepłą herbatą (podjadającym w dodatku ciasteczka) umili czas.
My Sweet Dreaming Home

My Sweet Dreaming Home

Magda już wie, że życie bywa nieprzewidywalne. Każdy dzień podobny do siebie (skreślony ze ściennego własnoręcznie napisanego kalendarza), czasami jednak potrafi zaskoczyć. Na dobrą sprawę niczego dokładnie nie da się zaplanować. Wydarzenia następują po sobie na zasadzie domina – jedno, potem drugie i zanim się człowiek obejrzy, wszystko leży. Z tym że u niej akurat stoi wyprostowane i ma się dobrze. Zaczęło się od tego, że Magda szukała dekoracji okiennych. Wpadła na pomysł zrobienia pomponów. Nie chciała zwyczajnych papierowych, bo bywają nietrwałe, dlatego kupiła kilka metrów tiulu. Nawijała tak długo, aż powstał pompon. Powiesiła w mieszkaniu, zrobiła zdjęcia, wrzuciła na bloga i od razu dostała pytania. W tym od panny młodej, która szukała dekoracji na własny ślub. Pompony okazały się być tylko początkiem, skończyło się na całościowej dekoracji kościoła, samochodu, sali, a nawet szyciu weselnych spódniczek. To jest jej recepta na zajęcie głowy, gdy nie ma Tomka. Kiedyś przychodziła z pracy i zastanawiała się, co robić. Teraz już nie ma wątpliwości.
Z historią w tle

Z historią w tle

Zegar odmierzał czas pracownikom w głównej hali sławetnej Wrzesińskiej fabryki głośników. Niektórzy patrzyli na niego i zastanawiali się, czemu wskazówka biegnie tak szybko, inni przeciwnie, nie mogli doczekać się końca swojej zmiany. Dziś, choć fabryka przestała istnieć, zegar nadal odmierza czas. Tym razem Magdzie, która nie wyobraża sobie domu bez wygrzebanych cudeniek. Bez owego starego zegara, czy autentycznej szpuli po kablach, która u nich jest po prostu kuchennym stołem. Te oryginalne rekwizyty, w takiej a nie innej formie, to w dużej mierze zasługa teścia. Choć ona z Tomkiem także dorzucili do tego swoje trzy grosze. Szpulę do stanu użyteczności doprowadzali przez kilka miesięcy. Najpierw postarzali, by drewno nabrało odpowiedniej struktury, potem zabezpieczali. W tym mieszkaniu wiele rzeczy robią sami, bo zależy im, by wszystko było skrojone na miarę, dopasowane do nich, podobnie jak te tiulowe spódnice. Według nich wnętrza powinny krzyczeć, do kogo należą.
Surowość po raz kolejny

Surowość po raz kolejny

Ustawione pionowo, poziomo, odwrócone do góry dnem. Bo kto powiedział, że meble muszą zawsze być robione na wymiar, kupione w najdroższym sklepie? Skrzynek jest u nich rzeczywiście dużo. Stoją w dowolnej konfiguracji i z różnym przeznaczeniem. W salonie Magda i Tomek trzymają w nich gazety, w łazience ręczniki, w przedpokoju buty. Mają ich różne wielkości, po to tylko, by wykorzystać dowolną przestrzeń. Dla Magdy najładniejsze są te naturalne, prawdziwe, nieheblowane, proste i z widocznym każdym słojem. A propos słojów, słoików i szklanych przedmiotów – też mają ich dużo. Wodę do picia trzymają w naczyniu z wygrawerowanym napisem. Kwiatki – w butelce, która pochodzi z rozbiórki starego kościoła i ma chyba ze sto lat. Szklane dekoracje dobrze komponują się z drewnianymi, których w zależności od pory roku jest u nich mniej lub więcej. Na Boże Narodzenie Magda wycinała drewniane elementy, z których robiła girlandy, ale o tym można już poczytać na jej blogu.
Rzeczy typowe dla nich

Rzeczy typowe dla nich

Magda mówi jasno: dla nich najważniejsza jest rodzina. Dlatego mają ścianę pamięci. Na zdjęciach – ci, którzy dużo znaczą. Rodzice, chrześniak, siostra, przyjaciele. Oni sami, w różnych miejscach, kolorach (choć dominuje czarno-biały), na różnym tle. W Warszawie, przed pałacem w Czerniejewie (z którego pochodził autor pierwszego podręcznika do gramatyki języka polskiego). Są zdjęcia zrobione jakiś czas temu lub wykonane całkiem niedawno. Na wszystkie fotografie patrzą z sentymentem, ale jedna jest szczególna. Ta ich pierwsza wspólna. Zrobiona wtedy, kiedy jeszcze oboje studiowali (och, to były czasy).  Ile to już lat minęło od tego dnia? Fotografia krążyła z nimi po wszystkich mieszkaniach, zanim  znalazła miejsce na tej ścianie. Pozmieniały się im się wyrazy twarzy, pogłębiły relacje, ale to, co najważniejsze pozostało takie, jak kiedyś. Chociażby umiłowanie do muzyki, którą, gdy tylko pojawia się Tomek, słychać wszędzie (nawet pod prysznicem).
Od przyjazdu do przyjazdu

Od przyjazdu do przyjazdu

Najpierw przyszedł sms – lakoniczny, krótki (za krótki jak na wiadomość od narzeczonego). Zdawkowe puk-puk, w dodatku w środku nocy.  Kilka minut później – pukanie do drzwi. Radości było pewnie co niemiara. Zobaczyć się ponownie, niespodziewanie, po kilku dniach od wyjazdu, tym bardziej że powrót zaplanowany był na wiele dni później. Ucieszyłby się każdy. Tygodnie bez Tomka, choć wypełnione po brzegi (jest jedna praca, druga, blog), wydają się ciągnąć bez końca. I choć najgorzej było za pierwszym razem, Magda wytrzymała całe 40 dni, jeszcze do dziś nie przyzwyczaiła się do samotności, a za skarb uważa codzienność we dwoje. Równe rzędy cyferek tworzą ich językowy kod. Dni bez Tomka wykreśla skrupulatnie z kalendarza na ścianie. W słupku są ciągi wentylacyjne, których nie dało się usunąć, więc postanowili z czegoś co jest mankamentem zrobić atut:  słupek pomalowali z każdej strony farbą tablicową. Nie dość, że stworzyli atrakcję dla dzieci, to też wymyślili dobry patent na przekazywanie sobie informacji – „Obiad w lodówce, ugotuj tylko ryż”.
Skrojona jak ciasto na makaron

Skrojona jak ciasto na makaron

Z urządzaniem kuchni nie mieli najmniejszego problemu. Wszystko przebiegło sprawnie. Może dlatego, że bardzo solidnie się do tego przygotowali – wiedzieli co chcą i jak. A może też kluczowy był dobór współpracowników. Nie bez kozery zaczęli od castingu na wykonawcę wymarzonych mebli. Zaprosili różnych specjalistów, zadali parę ważnych pytań i wybrali fachowca, który miał najbardziej zbliżoną wizje do ich planu. I… bez narzekania podjął się zrobienia wyspy z jednego kawałka płyty. Chcieli jednolity blat bez żadnych połączeń i przecięć (kolejna sprawa – jak taki kawałek wnieść na piąte piętro, gdy winda okazuje się za mała?). Odbiegli od tradycyjnego modelu, czyli szafek górnych, płytek i dołu. Meble wcisnęli w specjalnie zrobione otwory, a zabawa polegała na tym, że najpierw trzeba było te otwory dobudować. Gdy jest Tomek, gotują razem (pizza i lazania w jego wykonaniu smakują wyśmienicie). A kuchnię mają  skrojoną na miarę własnych oczekiwań.
Marzenia z dzieciństwa

Marzenia z dzieciństwa

Marzyła o nich od dziecka. Teraz szyje głównie na zamówienie, u zaprzyjaźnionej krawcowej, która jest w stanie zrealizować każdy najtrudniejszy projekt: dla najmłodszych z pomponami pod pierwszą warstwą (podobno, gdy taki maluszek tupta, to wszystko się unosi i wygląda przepięknie). Proste klasyczne, wymyślne, kobiece, dziewczęce, dwukolorowe i w jednolitym odcieniu. Wszystkie spódniczki (nazywa je tiulówkami) muszą być dopieszczone i dopracowane po ostatni szew. Ale nie zapomina o tym, by taki prezent sprawić też sobie i od święta poczuć się jak księżniczka. Na co dzień wyjątkowo czuje się w swojej łazience. Ma przytulnie, monochromatycznie, szaro – tak jak marzyła. I choć brakuje  prysznica z jednej tafli szkła z odpływem z poziomu podłogi – cel został osiągnięty: łazienka wygląda, podobnie jak tiulowe spódniczki, pięknie.
Dla podtrzymania surowości

Dla podtrzymania surowości

Każdy ma swój sposób na przechowywanie łazienkowych przyborów. Jedni trzymają w wiklinowych koszykach, inni w plastikowych pojemnikach, jeszcze inni w szklanych fiolkach. Dla Magdy najlepsze są buteleczki… z apteki. Na zajęciach z farmacji stosowanej poznawała kody kolorystyczne oznaczające moc substancji. Dziś kolory przypominają jej o tradycji, także tej w zawodzie. Szczelnie zamykane, podręczne, praktyczne i wygodne. Mają starannie wykonane podpisy – w jednolitej stylistyce, o podobnym kroju czcionki, proste i czytelne, ale zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych i znających się na aptekarskich recepturach. Buteleczki są na tyle rozpoznawalne, że nie da się pomylić szamponu z maścią pod oczy wykonaną z bławatka. Naturalnych materiałów jest w tym pomieszczeniu więcej: na ścianach został surowy beton. Bardzo im na tym zależało, po pierwsze dlatego, bo jest szary (to ulubiony kolor Magdy), po drugie właśnie ze względu na tę surowość (to wymóg Tomka). Dobrze czują się otoczeni rzeczami wykonanymi z naturalnych materiałów, we wnętrzach, które nie są dopieszczone i doszlifowane w najmniejszym szczególe.
Widok z wysoka

Widok z wysoka

Gdy Magda z Tomkiem szukali mieszkania, brali pod uwagę dwa warianty: albo parter – by był ogródek – albo ostatnie piętro – by był widok na miasto. Teraz codziennie oglądają panoramę miasta. Od sąsiadów z naprzeciwka odgrodzili się tiulową zasłonką (przepuszcza światło, ale daje poczucie intymności) i stworzyli całkiem przytulny kąt. Projekt balkonu zrobiła Magda, a realizacją zajęli się z Tomkiem sami, tym razem bez profesjonalnej ekipy (pomagał przyszły teść i wujek, więc ukłon w ich stronę). Wykorzystali palety i po raz kolejny skrzynki. Całość przyozdobili kolorowymi poduszkami, starymi bibelotami (część jest jeszcze po babci) i roślinami w doniczkach. W kącie rosną nawet szczepione świeżutkie, niedawno posadzone sosenki. Miała być też trawa, ale Tomek jest uczulony, a wiadomo, że urządzać można, ale nie za wszelką cenę. Wieczorami, by było romantycznie, zapalają latarenki. Bo przecież budowanie magicznej aury to dla Magdy chleb powszedni.
Codzienność dzielona na dwoje

Codzienność dzielona na dwoje

Stworzyć dom – przytulne gniazdko, w którym odnajdą spokój i ciepło – to ich cel. Realizują je małymi krokami, ale z bardzo dokładnym planem. Wiedzą, w jakich warunkach czują się dobrze, czego nie może zabraknąć, co jest najważniejsze. Potrafią wyważyć proporcje, znaleźć złoty środek i rozwiązanie problemu, jeśli taki pojawi się na horyzoncie. Marzenia? Magda księcia już ma (tak sama twierdzi), satysfakcjonującą pracę też oraz swoje projekty, które uruchamiają wyobraźnię i pozwalają twórczo myśleć. Nie brakuje jej mieszkania urządzonego według własnych reguł. Tomkowi nie zadamy tego pytania, ale możemy przypuszczać, w których punktach jego odpowiedzi byłyby zbieżne z odpowiedziami Magdy. Czego można im zatem życzyć? Więcej czasu ze sobą, by mogli wspólnie cieszyć się tym, co już mają. Bo to bezcenne.