Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Kolorystyczny kalejdoskop


Kolorystyczny kalejdoskop

Mieszkanie z ogródkiem

Mieszkają pod Poznaniem w Dąbrówce, do której przyjechali z Podkarpacia. Do dyspozycji mają dwa poziomy i ogródek. Remontowali i urządzali razem, bo w małżeństwie cenią relacje partnerskie (do dziś równo dzielą się obowiązkami). Oboje pracują w firmach farmaceutycznych. Przez rok pracowali razem, ale doszli do wniosku, że lepiej, gdy ich zawodowe drogi się rozejdą. Spotykają się tylko prywatnie na neutralnym domowym gruncie. Są ze sobą 10  lat. Jeśli okoliczności sprzyjają – czas spędzają aktywnie. Jeśli jest tak jak teraz – przystopowują z wysiłkiem fizycznym. To logiczne, do porodu zostało kilkanaście dni. Gdy się spotykamy w brzuchu Asi rośnie mała Lili, która lada moment zobaczy światło dzienne.
Liczy się uniwersalizm

Liczy się uniwersalizm

Miało być z ogródkiem, dużym, przytulnym, takim, na którym da się zrobić grilla i usiąść wygodnie. Z dobrą infrastrukturą – szkołę, supermarket i przychodnię widać z okna (to ważne, szczególnie gdy się myśli o dzieciach). Z zielenią w oddali i dobrym dojazdem do centrum miasta. Poza tym zależało im na tym, by mieszkanie było uniwersalne (może kiedyś je sprzedadzą), a jednocześnie dawało poczucie intymności. Wybrali lokal z drugiej ręki i choć zaczęli od burzenia, zbudowali całkiem przytulny kąt. Na dole mają salon połączony z kuchnią, jadalnią i przedpokojem, na górze łazienkę i dwie sypialnie – bez mała prawie 90 metrów. Mówią, że to mieszkanie daje możliwości – choć każdy z sąsiadów ma zbliżony metraż, u każdego jest inny układ pomieszczeń. Jedni szatkują i tną przestrzeń na mniejsze kawałki, wydzielając z niej poszczególne pokoje, inni, tak jak Asia i Marcin, zostawiają dół otwarty. Bo na szczęście każdy może tu mieć własną wizję.
Kolorystyczny kalejdoskop

Kolorystyczny kalejdoskop

Kontener i kilka wiaderek białej farby. Tyle potrzebowali, by osiągnąć zamierzony efekt. Przekonali się do tego miejsca już od samego początku. Weszli raz i prawie zostali. Nawet seledynowo-pistacjowe i bordowe ściany nie były dla nich przeszkodą. Prawie wszystko przecież da się naprawić. Nie udało im się co prawda z zamontowanymi w nietypowy sposób grzejnikami, ale dali radę z kolorystyczną tykającą bombą. Rozbrojenie jej zajęło miesiąc. Najpierw zamówili duży kontener, a potem pozbywali się wszystkiego, co zbędne. Może gdyby nie dysponowali czasem, albo gdyby im się nie chciało, poszliby na łatwiznę. Nie poszli. Nie zamówili ekipy i nie wrócili na gotowe. Z radością obserwowali poszczególne etapy prac, czuli satysfakcję rozwiązując remontowe problemy i cieszyli się z własnoręcznie ułożonej podłogi (wszystko to betka, gdyby tylko nie te listwy). Tak, nie ma dla nich rzeczy nie do wykonania (zobaczymy, co Marcin powie robiąc nad schodami ścianę z cegiełek). Chcieli, by było przestrzennie, intymnie i funkcjonalnie. Udało się. Teraz zrobiliby wszystko tak samo. No może z jednym małym wyjątkiem – wybraliby szafki kuchenne do samej góry, bo lubią, gdy przestrzeń jest maksymalnie wykorzystana. Ale to przecież mały szczegół.
 Wnętrzarski relatywizm

Wnętrzarski relatywizm

Z grubsza każdy wie, jak zdefiniować funkcjonalne mieszkanie. Gdy przechodzimy do szczegółów, zdania mogą być podzielone. Ot, weźmy na przykład takie szafki w kuchni. Dla jednych (Marcin) białe błyszczące fronty to lekkie nieporozumienie (trzeba codziennie biegać ze sprejem i przecierać). Dla innych (Asia) białe zdaje egzamin (wystarczy raz dziennie przetrzeć wilgotną ściereczka i są jak nowe). Takie szafki to jedna z bardziej praktycznych rzeczy: od razu widać, gdzie jest brudno i dlatego szybko można zareagować. Asia lubi wybierać przedmioty praktyczne (wtedy kieruje się rozumem), ale wie, że na samym początku jest serce, które też potrafi być dobrym doradcą. Wizualnie musi jej się coś podobać. Potem dopiero do gry wkracza rozum, który podpowiada, czy wśród tego, co wybrała są rzeczy funkcjonalne, na lata, takie, które się sprawdzą (u niej) i które będą do siebie pasować (i przede wszystkim do niej).
Bohaterka pierwszego planu

Bohaterka pierwszego planu

Choć przez niektórych (np. przez Asię) bywa nazywana narożnikiem, wcale nie musi stać w rogu. U nich akurat stoi na środku. Ustawili ją tak, by z każdej strony mieć do niej swobodny dostęp (dlatego szukali mieszkania z dużym otwartym salonem). Była pierwszym meblem, który wybrali na długo przed tym, zanim się tu wprowadzili. Sofa – duża (miała być jeszcze większa), uniwersalna, ustawna, pojemna. Goście może nie bywają u nich codziennie, ale przecież wpadają raz na jakiś czas, a wtedy warto zagwarantować im wygodne miejsce do siedzenia. Dla nich sofa jest meblarskim priorytetem, w każdym razie w salonie jest najważniejsza, no może na równi z podwieszanym sufitem. Oczywiście nie fizycznie, bo jedno stoi nisko, a drugie wisi wysoko. Wiszące mają też półki – otwarte i te z drzwiczkami. Choć białe, nie ma problemu z utrzymaniem ich w czystości. Poza tym są pojemne, dzięki temu wszystko ma swoje miejsce. A to przecież gwarancja porządku i – co się z tym wiąże – dobrego samopoczucia.
 
Patrzenie w przyszłość

Patrzenie w przyszłość

Asia lubi myśleć perspektywicznie. Wybiega myślami w przyszłość i już teraz wie, że na przykład taki fotel – swoją drogą bardzo wygodny – będzie idealny do karmienia małej Lili. Mieszkanie kupili ustawne, przestrzenne i ładne, w pierwszej kolejności z myślą o sobie, w drugiej – o ewentualnym kupcu. Musiało być takie, by w razie czego dało się w przyszłości łatwo sprzedać. Meble wybierają jasne, by bez problemu dopasować je do reszty. Jeśli czegoś im brakuje (a zawsze chcieli to mieć) widocznie mieli bardzo poważny argument, by z tego zrezygnować. O kozie pomyślą później. Choć miejsce już jest – pod zegarem mają komin, który można wykorzystać – warunki chwilowo nie sprzyjają. Małe biegające już lada moment nóżki mogłyby się oparzyć. A grodzenie, póki co, nie ma sensu. Oboje wiedzą, że na wszystko przyjdzie czas: i na kozę, i na dom z ogrodem, i na podróż do Nowego Jorku, tej, o której marzą od dawna. I nie tylko wtedy, gdy zerkają na ścianę ze zdjęciem.
Piana dla dzieci

Piana dla dzieci

Nawet jeśli człowiek starałby się, nie wiadomo jak bardzo, praw fizyki nie przeskoczy. Woda nie płynie pod górkę. I nigdy nie popłynie, szczególnie jeśli tą górą jest odpływ prysznica. Tu nie ma mocnych – Marcin podwinął rękawy i wziął sprawy w swoje ręce. Choć łazienka nie wymagała generalnego remontu, miała mankamenty, chociażby ten źle zamontowany odpływ, za niska ścianka (ta, która oddziela prysznic od wanny) i za mało wieszaków na ręczniki. Na szczęście jest wanna. Może teraz obyli i umyliby się bez niej, ale przecież za kilka miesięcy będzie jak znalazł. Dla małego dziecka pewnie stanie się nie lada frajdą, tym bardziej gdy mama zrobi kąpiel z bąbelkami, wrzuci gumowe zabawki i pozwoli na wodne szaleństwo. A wiemy, że pozwoli, bo lubi sprawiać dzieciom radość. A kto nie dowierza, nich zapyta małą Hanię, która raz na jakiś czas wpada do nich w odwiedziny.
L jak Liliana

L jak Liliana

Gdyby spojrzeć na kartkę, na której każda spodziewająca się dziecka mama, zapisuje rzeczy niezbędne do przyjścia na świat nowego członka rodziny, okazałoby się, że wszystko jest już prawie gotowe. Członek, a w tym przypadku członkini, może śmiało opuszczać ciepły brzuch mamy. Płeć chcieli poznać wcześniej i dlatego już wiedzą, że rośnie dziewczynka. Śpioszki, pieluszki, praktyczne łóżeczko (większe od standardowego, by starczyło na dłużej), wózek czekają na swoją kolej. W pokoju zaaranżowali przestrzeń na nowo: pozbyli się biurka i łóżka – meble oddane za darmo zyskały kolejne życie. Czekają na sofę i regał. Ścianę pomalowali w dwukolorowe pasy, a w oknie powiesili nowe firanki (ikeowskie rozwiązanie z linką to świetna sprawa, tym bardziej gdy okna – jak u nich – mają niestandardowe wymiary). Już prawie wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Nie ma jeszcze kilku drobiazgów, ale tak małych, że do narodzin, młodzi rodzice jeszcze zdążą je kupić. Lili, możesz wychodzić. Wszystko na Ciebie czeka. Rodzice też.
Nie, nie żałuję

Nie, nie żałuję

Kiedyś na ścianie będą wisiały zdjęcia. Może na jednym Lili będzie śpiącym niemowlakiem przytulonym do mamy. Na innym zobaczymy jej pierwszy uśmiech, na kolejnym może pierwszy ząb. W kolorowych śpioszkach, na kocyku, na wakacjach. Nie znamy szczegółów, nikt ich jeszcze nie zna, dlatego nawet w najśmielszych wyobrażeniach nie będziemy próbowali stwarzać tego, co na razie jest wielką tajemnicą. Jedno jest pewne – zdjęcia będą wisieć w czarnych ramkach. A to wszystko przez szafę (albo na szczęście dzięki niej). Szafa, choć jest w pokoju małej Lili, należy do Marcina (Asia ma swoją białą szafę w sypialni). To, że będzie w takim kolorze Marcin wiedział od samego początku – spojrzał i stwierdził, że jest idealna. Asia miała inne zdanie – owszem szafa jej się podobała, ale oczami wyobraźni widziała małe odciśnięte rączki, które za jakiś czas będą w tym miejscu dawały o sobie znać. I na dobrą sprawę nie wiadomo, kto będzie miał w przyszłości lepszą zabawę – czy Lili, czy tata, który umówił się z mamą, że każdy najmniejszy ślad szybko własnoręcznie usunie.
Długi pocałunek na dobranoc

Długi pocałunek na dobranoc

Praktyczne jest to rozwiązanie z tyłem, bo wiadomo było, że nakastliki się nie zmieszczą. Asia wskazuje ręką na zagłówek łóżka. I my już wiemy, o co chodzi. Nakastliki, czyli małe szafki nocne, rzeczywiście w tej sypialni mogłyby się nie zmieścić. Szczególnie gdyby chcieć postawić dwie, po każdej ze stron. Zmieściło się za to łóżko z półeczką – idealne rozwiązanie – wystarczy ruch ręką i jest gdzie odstawić szklankę z wodą, książkę i na dodatek postawić lampkę. Miejsc do przechowywania w sypialni jest więcej – szafa idealna nie tylko na damską garderobę. Choć nie jest robiona na zamówienie, zmieściła się w sypialnianą wnękę. Wszystko zaprojektowano tak, by starczyło miejsca na ogromne wysokie łóżko. Na szczęści już się do niego przyzwyczaili i polubili na nim spać. A twardy materac idealnie sprawdza się na obciążony kręgosłup ciężarnej mamy. Asia przychodzi tu poleżeć i trochę odpocząć.
Chciałam iść w biel

Chciałam iść w biel

Przestrzeń w sypialni jest maksymalnie wykorzystana. Na tyle maksymalnie, że nie pomieści małego dziecięcego łóżeczka, komody z pieluszkami, fotela do karmienia i przewijaka. Lili jest tą szczęściarą, która od pierwszych dni życia zamieszka w swoim (i tylko swoim) pokoju. Mama też nie należy do tych osób, które martwiłaby zastana (lub szczegółowo zaaranżowana) rzeczywistość. W sypialni ma swoją wymarzoną toaletkę – niewielkie zgrabne biureczko, które nie zajmuje za wiele miejsca, a i tak spełnia swoją funkcję. Może za jakiś czas kupi nowe krzesełko (dodatki w mieszkaniu zmienia regularnie). Zdecyduje się na takie z czarnymi nogami, bo dobrze będzie współgrało z bielą mebli i ścian. A kolor biały wybrała na samym początku, bo wiedziała, że w takim będzie czuć się dobrze.
Witajcie w naszej bajce

Witajcie w naszej bajce

Czy mała Lili będzie lubiła tańczyć? Jaki będzie miała głos, jakie talenty dostanie od losu (albo po rodzicach, w zależności, jaką teorię na ten temat przyjmiemy)? Co będzie sprawiało jej satysfakcję? Jak minie jej dzieciństwo w Dąbrówce, w dwupiętrowym mieszkaniu, na skraju drogi, tam, gdzie mama dba o każdy szczegół, bo lubi urządzać, a tata lubi patrzeć na uśmiechniętą mamę, dlatego jej w tym wtóruje? Nikt jeszcze tego nie wie. Wszystko pozostaje w domysłach. Im mniej dni, tym pewnie więcej pytań. Mama z tatą już odliczają. Mieszkanie pewnie czeka gotowe. Pewnie kocyk, ten, którego brakowało, leży uprany. Asia z Marcinem i tym razem staną na wysokości zadania. Trzymamy kciuki, by wszystko było tak jak w bajce…. dawno, dawno temu, przyszła na świat mała dziewczynka, rodzice popatrzyli na nią i wiedzieli, że od tego dnia ich życie nabierze zupełnie nowego kolorytu.