Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Specjaliści od urządzania


Specjaliści od urządzania

Wspólne działanie Kai i Huberta

Pochodzą z Ostrowca Świętokrzyskiego. Mieszkają w Krakowie, do którego przyjechali kilka lat temu  na studia i zakochali się… w nim (ona), w niej (on), w tym mieście (oboje). Mówią, że to ich miejsce na ziemi, bo nie ma piękniejszego pod słońcem (nawet Rzym nie jest mu równy, a wiedzą, co mówią). Kochają Kraków za piękną architekturę, turystów, wielokulturowość i niepowtarzalny klimat. Swoje prawie pięćdziesięciometrowe mieszkanie urządzają od dwóch lat. Wspólnie. A sufity podwieszane, gładź i podłogi robili sami. Chapeau bas, bo przecież na co dzień specjalistami są w zupełnie innych branżach.
Śledzie na początek

Śledzie na początek

Czasami, by coś zbudować, coś innego trzeba zburzyć. Gdy Kaja pierwszy raz weszła do nowego mieszkania, widziała tylko wąski korytarz (jeden długi śledź – tak mówi i uśmiecha się od ucha do ucha) oraz dwa mało ustawne pokoiki. Choć nie wiedziała, co z tym dokładnie zrobić, wiedziała, że coś koniecznie zrobić trzeba. Brakowało przestrzeni i światła, dlatego wspólnie zdecydowali, że wyburzą ścianę oddzielającą przedpokój od kuchni. Mówią, że zyskali dzięki temu więcej oddechu. Usuwanie ściany trwało krótko, ale frajdę mieli zdecydowanie dłużej, bo remont ciągnął się przez dobrych kilka miesięcy. A funkcjonowanie w takich warunkach – wbrew pozorom – wspominają bardzo pozytywnie. Choć brakowało im mebli, to nie brakowało im pomocy rodziny i przyjaciół.
Kawałek innej ściany

Kawałek innej ściany

Boazeria to przeżytek tamtej epoki. Kiedyś była niemal w każdym mieszkaniu i świadczyła o dobrym guście właścicieli, a tym bardziej ich zamożności. Dziś trąci myszką i oznacza dokładnie coś odwrotnego. Jak najmniej, jak najdalej. Chyba że… chyba że jest zrobiona własnoręcznie, ze zwykłej sklejki i ni w ząb nie przypomina tej, którą znamy z czasów dzieciństwa. Kaja i Hubert długo poszukiwali czegoś, czym mogliby ozdobić ścianę w salonie. Chcieli, by było subtelnie i by całość dobrze komponowała się z otwartą kuchnią i białymi meblami w salonie. Zdecydowali się na drewno, a konkretnie na kawałki cienkiej sklejki, pomalowane bejcą, w kolorze zbliżonym do koloru podłogi. Kwadratowe panele – nie chcieli prostokątnych, by nie wydłużać pokoju – przykleili klejem do drewna. Podobno to dużo prostsze od montażu zegara (prezent od cioci Huberta), szczególnie gdy w remontowym rozgardiaszu zagubi się planszę ułatwiającą przyklejanie cyferek. Na szczęście zegar, już po kilku próbach, zamontowali równo.
Wszystko przychodzi z czasem

Wszystko przychodzi z czasem

Kaja przyznaje, że nie miała zielonego pojęcia ani o remoncie, ani o urządzaniu. Pojęcie z biegiem dni, zaangażowanie i włożonej energii, stawało się coraz bledsze (osiągnęło punkt bladości równy zero), aż wybuchło z podwojoną siłą. Wszystko nagle stało się klarowne i jasne (tak samo, jak aranżowane wnętrza). Pomysły wpadały do głowy i układały się w spójny koncept: ściany powinny być białe i szare (w pokoju), tylko białe (w przedpokoju). Podłoga z paneli ma imitować drewno (Kaja mówi, że z panelami to był strzał w dziesiątkę, bardzo jest z nich zadowolona). Nie chciała w kuchni na podłodze płytek, bo nie warto dzielić małej przestrzeni na jeszcze mniejsze fragmenty (jest dywanik, który chroni przed zachlapaniem). W ich mieszkaniu nie mogło zabraknąć wygodnej sofy i kolorowych tekstyliów.
Skąd jesteś?

Skąd jesteś?

My jesteśmy nowohucianie – tak się oboje przedstawiają. W Krakowie mieszkali niemal wszędzie, ale to właśnie w Nowej Hucie czują się jak u siebie. Dlaczego kochają to miejsce? Uważają, że jest tu przestrzennie i zielono. Podoba im się wyjątkowa architektura i piękny zalew, nad którym kiedyś wspólnie biegali (Hubert regularnie ćwiczy do tej pory). Nad sofą w salonie chcieli powiesić coś, co choć w małym procencie będzie im przypominać, gdzie są i dlaczego akurat tu. Grafikę z Nową Hutą Kaja znalazła w Galerii Plakatu. Na pewno nie był to przypadek. Chyba nie musiała długo się zastanawiać. Może przekonało ją to, że przedstawia okolicę, w której kiedyś mieszkali – Plac Centralny i aleję Róż. A tak zmieniając temat, kwiaty do mieszkania kupują wspólnie.
Kolacja na cztery ręce

Kolacja na cztery ręce

Kaja podaje smaczne babeczki (przyznaje, nie piekła sama i przyznaje, że wypieki, podobnie jak całe gotowanie to nie jest jej specjalność), a Hubert parzy zieloną herbatę. Siadamy przy rozkładanym stole w salonie – to ich strefa jadalniana – blisko do kanapy i jeszcze bliżej do kuchennego blatu roboczego. Idealne rozwiązanie dla dwóch osób. Kaja mówi, że czeka ją jeszcze wymiana krzeseł na jej wymarzone (te, które ma teraz, traktuje jako tymczasowe). Przynajmniej znaleźli w końcu idealną lampę nad stół. Jak przyznają, dość długo szukali odpowiedniego oświetlenia, zanim trafili na właściwe. Najpierw mieli w tym miejscu lampę metalową, loftową, potem czarną, teraz – Kaja klaszcze w dłonie zadowolona – białą. I chyba już jej nie zmienią.
Home office

Home office

Nie wiemy, jaka Kaja jest na co dzień, ale gdy z nią rozmawiamy, uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Sprawia wrażenie pogodnej i wesołej, w dodatku z dystansem do siebie i tego, co robi. Nazywa siebie korpoludkiem, który wpadł w sidła korporacyjnej machiny. Zawodowo zajmuje się finansami. Przyznaje, że to mało kreatywne zajęcie, ale ona się w tym odnajduje całkowicie. Czasami się zdarza, że pracuje w domu, dlatego w sypialni zaaranżowała mały kąt do pracy. Niezbędne dokumenty, które na ogół trzyma w szafce, rozkłada wtedy na długim biurku. Kiedyś szafka była otwarta, bez drzwiczek. Kaja wolała zamykaną, po pierwsze dlatego, by ważne papiery nie leżały na wierzchu, po drugie, by nie martwić się o bałagan. Zamknięty bywa niewidoczny. Jeśli w ogóle jest.
Żółcienie i półcienie

Żółcienie i półcienie

W sypialni zrezygnowali z szafy – wystarcza im ta w przedpokoju. Nie ma też toaletki. Kaja mówi, że to trochę za sprawą Huberta… Bo sytuacja na co dzień wygląda tak: ona wstaje dużo wcześniej od niego (budzik dzwoni o 5:45), nie chce mu przeszkadzać, więc wychodzi na palcach i szykuje się w łazience. Przecież nie będzie hałasować nad głową, pudrując policzki i malując oczy (dobrze wie, co to znaczy spokojny sen, bo podobnie jak Hubert kocha długo spać). Choć nie ma toaletki, jest lustro. Trochę rozjaśnia i powiększa przestrzeń. Wisi nad drewnianą komodą, na której stoi jej ulubione wspólne zdjęcie. Mają ich niewiele, bo Hubert nie lubi się fotografować i rzadko daje się do tego namówić. Na podłodze Kaja postawiła żółty pojemnika na koc i poduszki (szukała czegoś bardziej industrialnego, chciała miedziany ażurowy). Obok stoją grafiki. Wspólnie twierdzą, że różne rzeczy mogą zmienić aranżując po raz kolejny to pomieszanie, ale tych obrazków nie ruszą.
Kuchnia ma rozjaśniać

Kuchnia ma rozjaśniać

Kaja patrzy na swoją kuchnię i zastanawia się, nad czym najdłużej myślała projektując to pomieszczenie. Na pewno od początku wiedziała, że szafki będą białe (z innymi mogło być za ciemno), błyszczące, pod samą górę. By było funkcjonalnie i przestrzennie. Miały być w dwóch rzędach, otwierane do góry, ale jest raczej niska, więc gdyby chciała wyjąć coś z tych wyższych, za każdym razem musiałaby wchodzić na stołek, a to przecież bez sensu – meble są dla niej, a nie ona dla nich. Pojemne szafki w kuchni to skarb, wreszcie ma gdzie trzymać swoje kuchenne akcesoria. I choć na początku zastanawiała się co poukłada na tylu półkach, już teraz brakuje jej miejsca. Kuchnię robiła na zamówienie, ale projekt w najmniejszych szczegółach opracowała sama. I jest z niego w całości zadowolona.
Skarby ze świata

Skarby ze świata

Małe a cieszy. Ile mają? Nie wiadomo. Na pierwszy rzut oka – dużo. Z Europy, ze Stanów, z daleka i z całkiem bliska, od rodziny, przyjaciół i od siebie nawzajem. Kolorowe akcenty, z których każdy przywołuje wspomnienia. Może nie mieliby ich gdzie trzymać, gdyby nie to, że zdecydowali się na lodówkę niezabudowaną szafkami. Taka lodówka ma też inne plusy – jest szersza od tej w zabudowie (wybrali najszerszą, jaka była). W ich kuchni biała lodówka dobrze wygląda obok czarnych i kolorowych dodatków. I dobrze przy czarnej ścianie pomalowanej farbą tablicową. Tej, na której zapisują swoje kuchenne codzienne sentencje.
Kawa raz, proszę

Kawa raz, proszę

Dwie dziennie to norma? Kaja uwielbia zaczynać dzień filiżanką kawy (może kubkiem, ale już na pierwszy rzut oka widać, że w jej kuchni więcej jest filiżanek). Nie wyobraża sobie życia bez ulubionego czarnego naparu. Dlatego jednym z niezbędnych gadżetów w jej kuchni jest ekspres. Mały i nie rzuca się w oczy. Stoi na szafce, obok jej ukochanych młynków, z dala od deski, która de facto jest podpórką do książki lub kartki z kuchennym przepisem. Kai frajdę sprawia ozdabianie kuchni gadżetami. I choć dużo podróżuje, o dziwo, te najfajniejsze wynajduje tu na miejscu. We Włoszech, w których bywa często, kupuje tylko ubrania, a rzeczy do domu jedynie ogląda i co najwyżej traktuje jako niesamowite źródło inspiracji. I jak sama przyznaje wnętrzarskich drobiazgów nabywa dużo, bo podoba jej się wiele.
Przemyślane działanie

Przemyślane działanie

Oboje są przeciwnikami łazienek całych zabudowanych płytkami. Po co? Kaja pyta głośno (to najprawdopodobniej pytanie retoryczne). Nie podobają im się kafelki od podłogi po sufit. Wspólnie zdecydowali, że płytkami wyłożą tylko te miejsca, które są bezpośrednio narażone na kontakt z wodą. Na jednej ścianie postanowili położyć tynk przypominający surowy beton, a resztę pomalowali na biało. Płytki położyli sami. Wybrali takie lekko wypukłe, na wypadek, gdyby coś wyszło krzywo (nie wyszło), bo wtedy nie widać niedociągnięć. Cieszą się z metrażu: mają sześć metrów i dużo przestrzeni (w poprzednim mieszkaniu łazienka była na tyle mała, że wystarczyło stanąć na środku, by mieć wszystko pod ręką). Po tej swobodnie można się poruszać. Jest przestronnie i czysto – większość  kosmetyków trzymają w szufladach pod umywalką, detergenty, a nawet narzędzia Huberta, w wiszących białych szafkach. Trochę żałują, że nie zdecydowali się na wannę (czy na pewno znalazłoby się na nią miejsce?), ale wiedzą, że w następnym mieszkaniu już z niej tak łatwo nie zrezygnują.
Obalamy łazienkowe mity

Obalamy łazienkowe mity

Czarne napisy, różne czcionki, mniejsze i większe kroje, malutkie czarno-białe obrazki. Tapeta była pierwszą rzeczą, którą kupili do mieszkania. Najpierw z myślą o kuchni (gdzie ją tam do licha upchnąć?), skończyło się na łazience. Nie ukrywają, że wszyscy im odradzali tego typu rozwiązań (tym bardziej w tego typu miejscu), ale przecież nie ma lepszego. Skojarzenia w każdym razie są jednoznaczne: toaleta – czytanie – gazeta (kolejność słów ruchoma, można przestawiać miejscami, a i tak sens będzie zachowany). W każdym razie oboje są zadowoleni, a Kaja (tym razem sama) głośno i wyraźnie chce zakomunikować całemu światu, że tapeta w łazience też zdaje egzamin. I to nie tylko z płynnego czytania.
Wygodnie, bo szeroko

Wygodnie, bo szeroko

W planie, który dostali od dewelopera, przedpokój był jednym długim ciemnym korytarzem. W planie, który mogliby narysować sami (gdyby tylko była taka potrzeba), ciemny korytarz zamieniłby się w przestronny jasny przedpokój. A wszystko dlatego, że zburzyli ścianę oddzielającą kuchnię: kilka przeróbek, trochę wyrzuconej cegły i gotowe. Dzięki temu zyskali miejsce na ogromną szafę (lewa strona Kai, prawa Huberta), półkę na buty i wieszak na rzeczy podręczne. Jest też duże lustro naprzeciw drzwi wejściowych. Wystarczy szybki rzut oka, by wiedzieć, czy wygląda się dobrze. Jedną ze ścian wyłożyli starą cegła i przyozdobili zdjęciami Vivian Maier, fotografki, której historią zafascynowała się Kaja.
Drewno i poduchy w roli głównej

Drewno i poduchy w roli głównej

Hubert jest dumny z Kai (bo sama zaaranżowała balkon), a Kaja jest dumna z balkonu (bo naprawdę jest się czym pochwalić). Pracy było dużo, przede wszystkim tej koncepcyjnej. Nie każdy by wiedział, jak zmieścić na długim i wąskim balkonie krzesła, stół, doniczki z kwiatami i jeszcze zorganizować schowek na rzeczy. Sposób jest prosty: wystarczy mebel wielofunkcyjny. Skrzynia, która stoi pod jedną ze ścian, jest jednocześnie wygodnym siedziskiem (poduszki Kaja uszyła sama), doniczką i miejscem na szpargały. Dzięki aranżacji balkonu zyskali ładne i przytulne miejsce sprzyjające odpoczynkowi. Mają dodatkową przestrzeń i trochę świeżego powietrza.
Więcej przestrzeni

Więcej przestrzeni

Oboje przyznają, że dzięki zaaranżowaniu balkonu zyskali dodatkowe pomieszczenie sprzyjające odpoczynkowi. Kochają swoje mieszkanie, ale teraz lubią też siadać na balkonie i patrzeć przed siebie. Czy to jest mieszkanie ich marzeń? Nie, raczej nie. Choć mieszka im się tu dobrze, Hubertowi marzy się dom, Kai więcej przestrzeni, bo w mieszkaniu cały czas czuje limit – tlenu, miejsca etc. Przydałby się garaż z dużym autem (może porsche?), ale wracając do rzeczywistości na początek wystarczyłby tylko garaż. Hubert wybiega w przyszłość marzeniami, Kaja woli  skupiać się  na tym, co tu i teraz. A o to co mają, dbają wspólnie.