Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Czarno na białym u Magdy


Czarno na białym u Magdy

Monochromatycznie i ze smakiem

Mama Julka, żona Dawida, mieszkanka Raciborza, właścicielka trzypokojowego mieszkania na osiedlu, blogerka, pracownica banku (podobno łamie wszelkie stereotypy związane z tym zawodem). Ze Śląskiem związana od 2003 roku. Przyjechała tu i została, ale nie jest powiedziane, że kiedyś nie zamieszka zupełnie gdzie indziej. Na poważnie urządza od roku, czyli od momentu, kiedy ma własne mieszkanie, ale wnętrzami interesuje się od dziecka. Już jako mała dziewczynka miała wyrobione silne poczucie estetyki – chodziła po mieszkaniu i układała równo wszystkie kapy na łóżkach, dbała o to, by było ładnie. Wie, czego chce i potrafi dokładnie nazwać swój styl.
Motyw czerni i bieli

Motyw czerni i bieli

W salonie spędzają najwięcej czasu (choć czasu generalnie mają mało), dlatego, że jest duży, przestronny i jasny – dominuje w nim biel. Skąd to się wzięło? Odpowiedź jest prosta. Magda przeczytała kiedyś książkę, dzięki której zrewolucjonizowała swój sposób myślenia – a chodziło o zwykłe uporządkowanie świata wokół siebie. No może nie do końca zwykłe, bo to przecież sztuka, tak się ułożyć, by było funkcjonalnie i ładnie. W każdym razie po tej lekturze (czytała wnikliwie, trzy razy) zaczęła selektywnie wybierać przedmioty, którymi się otacza (podobnie zrobiła z garderobą, nawiasem mówiąc). Nagle okazało się, że z totalnego bałaganiarskiego eklektyzmu zrobił się minimalizm, w którym żyje się o niebo lepiej i prościej. Teraz Magda dwa razy się zastanowi, zanim coś weźmie ze sklepowej półki, razem z mężem ograniczyli zakupy do minimum (to nie dotyczy dziecka, bo ono potrzebuje więcej). Magda takim myśleniem zaraża innych i powoli staje się ekspertem od poukładanego życia. Cieszy się niezmiernie, że coraz więcej osób bierze z niej przykład.
Oszczędna forma

Oszczędna forma

Który mebel w salonie jest niezastąpiony? Z perspektywy Magdy – biała sofa, która nie wiedzieć czemu ma wśród urządzających bardzo złą sławę. Wiele osób uważa, że trudno utrzymać ją w czystości, więc jest niepraktyczna. Według Magdy to największa herezja, jaką w życiu słyszała. Bo przecież białe brudzi się tak samo, jak wszystko inne (brud to brud, jest i na jasnym, i na ciemnym taki sam). Białą wystarczy raz na jakiś czas uprać w wybielaczu i będzie jak nowa. Ale wracając do pytania na początku – z perspektywy Julka najważniejszy w salonie jest fotel na biegunach. Julek zasypia w nim co wieczór kołysany i przytulany przez mamę. Choć Magda nie przywiązuje się do marek, trochę żałuje, że fotelik nie jest oryginalny amerykański. Mówi, że replika też się sprawdza, bo przecież nie ma do końca znaczenia, jak coś się nazywa. Dla niej najważniejszy jest wygląd i funkcjonalność. I te dwie cechy muszą iść w parze. Jeśli coś jest tylko ładne, wtedy nie kupi. Zapytana, co dla niej znaczy ładne, bez zastanowienia (widać, że sprawę ma od dawna przemyślaną) odpowiada: ładne to oszczędne w formie, a forma nie może być dominująca, by nie było przerostu nad treścią, ma być zrównoważone. I tego się trzymajmy. W tym mieszkaniu każdy najmniejszy przedmiot (i nawilżacz, i wieża) dobrze wygląda.
A wrona patrzy zdziwiona

A wrona patrzy zdziwiona

Dodatki w mieszkaniu Magdy są, podobnie jak cała reszta, albo białe albo czarne. I wbrew pozorom czasami wcale nie jest tak łatwo podjąć decyzję, jaki kolor wybrać. Świecznik zrobiła koleżanka blogerka, podobnie jak wszystkie poduszki, pościele i zasłonki. Magda często szuka inspiracji u innych, a swoimi pomysłami chętnie dzieli się w sieci (od dawna pisze bloga, bo zawsze miała potrzebę, by robić coś niszowego). Tam wymienia się radami, informacjami i usługami, pomysłami i marzeniami. Czasami już sama nie pamięta, która z blogerek była pierwsza z innowacyjnym i oryginalnym pomysłem. Figurkę ptaka na pewno najpierw kupiła ona (wiele rzeczy np. lampę kupuje w sklepie, w którym są reprodukcje znanych marek – na oryginały nie zawsze może sobie pozwolić). Ale do wielu innych dekoracyjnych przedmiotów nie ma już takiej pewności. Coś (talerz, kubek, zegar) najpierw był u niej, czy może u koleżanki, której wpisy czyta regularnie? W sumie nie ma to znaczenia. A świecznik oprócz tego, że jest ładny – pełni bardzo ważną funkcję. Często wieczorami Magda gasi światło, zapala świeczki (do zdjęć wymienia na nowe, bo te, które są, już się trochę zużyły), bierze Julka w ramiona i zaczyna z nim tańczyć. A mały podobno to uwielbia.
Oczko w głowie, siła w nogach

Oczko w głowie, siła w nogach

Cztery kółka, kierownica, wygodne oparcie i w drogę. Julek lubi przemierzać świat w pozycji wertykalnej – widać lepiej i więcej niż wtedy, gdy się tylko leży (ma to już dawno za sobą). Mama wypatrzyła samochodzik w Internecie i jak mówi, zakochała się w nim od razu. Nie znamy pierwszej reakcji Julka, ale wiemy, że nawet gdy siada po raz setny (kto to policzy) uśmiecha się zadowolony. Taka jazda to na pewno duża przyjemność. Julek jeździ po całym mieszkaniu, ale najlepsze pole manewru ma w salonie – jest gdzie skręcić, zaparkować, zrobić zakręt. Salon to w ogóle dobre miejsce do zabawy. Mama zadbała to, by była w nim przestrzeń. Pozbyła się wszystkiego, co mogło zagracać i przeszkadzać. Mimo że podoba jej się dużo i z chęcią by wiele kupiła, umie się ograniczyć i powiedzieć stop. Tak samo jak Julek, gdy dojedzie do przeszkody.
Biała w detalach

Biała w detalach

Kuchnia jest po poprzednich właścicielach, więc odbiega od przyjętego przez Magdę schematu bieli i czerni. To znaczy ogólna zasada dwukolorowości cały czas obowiązuje. Jeśli się da, np. wybierając nowy stół i krzesła, mniejsze i większe dekoracje, a nawet kwiaty, Magda stawia na jeden ze swoich kolorów (tym razem częściej biały). Już teraz wie, że za jakiś czas kuchnię wymieni od A do Z. Będzie miała nowe sprzęty: zmywarkę, lodówkę, piekarnik. Wszystkie ładne i funkcjonalne. Innych nie kupuje, bo co jej po czymś, co dobrze się komponuje, ale nijak nie da się z tego korzystać. Trochę denerwuje ją, gdy inni mówią, że kuchnia jest dobra i nie wymaga remontu. Ona swoje wie (musi być tak, by to ona czuła się dobrze i by jej się podobało) i zrobi tak, jak podpowiada jej magiczny głos z tyłu głowy (teraz, co rano, wchodząc do kuchni słyszy: odnów mnie, odnów mnie…). A przecież wszyscy wiemy, że lepiej, by słyszała tylko muzykę lub śmiech Julka.
Duży i mniejszy pomocnik

Duży i mniejszy pomocnik

Magda nie wyobraża sobie kuchni bez pomocników. Tego większego, choć nadal uważanego za maleństwo, który co rano wyjmuje z szuflad łyżki, garnki, miski i podaje to, co niezbędne do przygotowania posiłku. Obiad zawsze gotuje z Julkiem, bo uważa, że warto uczyć dzieci życia od kuchni. Mały z kolei uważa kuchnię za najlepszy i bardzo interesujący zakątek do zabawy, a rzeczy codziennego użytku, lepsze od najlepszych zabawek (nie powie nam tego wprost, ale jego uśmiechnięte oczy, gdy przekracza próg tego pomieszczenia, wiele tłumaczą). To nic, że ulubiona miska z IKEA, ta na domowe ciasteczka, rozsypała się pewnego dnia w drobny mak – pojawiła się nowa druciana (prezent od siostry). Ten mniejszy pomocnik to robot kuchenny (oczywiście w hierarchii ważności daleko, daleko za tym większym, a przede wszystkim traktowany w zupełnie innych kategoriach, więc trudno mówić tu o dosłownym porównaniu). Dzięki pomocy jednego i za pomocą drugiego Magda zrobi ciasto na pizzę, chleb, a nawet ubije masło. Kiedyś, gdy Julek był mniejszy, a ona nie musiała rozdzielać czasu na pracę zawodową i obowiązki domowe, wspólne gotowanie i dbanie o najmniejszy kulinarny szczegół było dla niej priorytetem, tym bardziej że niemal za każdym razem codzienne obowiązki zamienia w fantastyczną zabawę. Kto nie wierzy, niech spyta Julka.
W trosce o środowisko

W trosce o środowisko

Koszt – zero złotych, czas – kilka minut, ryzyko – żadne, satysfakcja – zależna od efektu. A efekt zależny od umiejętności manualnych. Bo pomysł jest bardzo prosty. Zrobić osłonki z resztek papieru, dokładnie tego, który nam został np. po przesyłce lub zakupach w markecie. Magda nie wszystkie swoje metamorfozy chce pokazać, bo nie wszystkie uważa za udane. Ale tym pomysłem z chęcią się podzieli, bo jest ładny, tani i wbrew pozorom praktyczny (zasłania plastikowe, brzydkie doniczki). Nazywa to pseudoosłonkami, ale według nas śmiało można pierwszy człon tego określenia zamienić na dowolny przymiotnik mieszczący się w polu znaczeniowym słowa oryginalny. Magda uważa, że jeśli coś da się ponownie wykorzystać, to trzeba spróbować to zrobić. Poza tym jest jej bliska idea, by stworzyć coś samemu. Często sobie o tym przypomina, zaznaczając jednak, że taka zabawa ma sens tylko wtedy, gdy to coś jest dużo tańsze niż nowe.
W przyszłości wystarczą kosmetyczne zmiany

W przyszłości wystarczą kosmetyczne zmiany

Zaaranżować pokój dla małego chłopca wydaje się czynnością, która nie wykracza poza standardowe działania związane z urządzaniem. Ale zaaranżować tak, by pokój ewaluował razem z dzieckiem, zmieniał się tylko w takim stopniu, w jakim jest to jest niezbędne, to już wyższa szkoła jazdy. I choć Magda nie pobierała żadnych lekcji od stylistów i architektów (ani od instruktorów czterech kółek – wszystko przed nią, więc trzymamy kciuki), od początku wiedziała, co zrobi (ba, ona doskonale wie, co zrobi za dziesięć lat). Jest jasna kolorystyka, bo taka pozwala zachować spójność. Wie, że dziecko potrzebuje kolorów, ale uważa, że różnobarwne zabawki – załatwiają sprawę – jest ich na tyle dużo, że to wystarczy. Baza powinna być neutralna, a pokój ma rosnąć razem z dzieckiem. Na przyszłość wystarczą drobne zmiany, takie, by od razu było wiadomo, że to już nie jest miejsce dla maluszka. Wie, że kiedyś wymieni łóżeczko na większe, komodę wyniesie do sypialni, ustawi biurko i krzesełko, które kupi lada moment (jeszcze się waha czy wybrać białe, czy czarne). Bo mieszkanie, owszem, powinno się zmieniać, ale tylko na tyle, na ile jest to możliwe i rozsądne. Tak uważa.
Jak robi duch?

Jak robi duch?

Julek, choć nie ma jeszcze dwóch lat, jest już ekspertem od kilu rzeczy. Po pierwsze doskonale zna odgłosy otaczającego świata. Skąd? Zza okna? Też, ale przede wszystkim, dlatego, że mama raz na jakiś czas bierze do ręki grubą niebieską książkę i czyta mu o tym, jakie dźwięki usłyszy każdy, kto trochę nadstawi uszu. Oprócz tego, Julek zna się na lokomotywach, a dokładnie jednej, tej, która stoi na stacji i jest ogromna. Mama dobiera Julkowi książki pod względem ilustracji, kupując zwraca uwagę na kolory, przygląda się obrazkom, sprawdza jak pociągnięta jest kreska, które wydawnictwo zostało docenione w międzynarodowych konkursach. Chce, by mały otaczał się ładnymi rzeczami. Mówi, że sama wychowała się na podobnych ilustracjach, więc dlaczego swojemu dziecku miałaby poskąpić klasycznych, sprawdzonych wydań. Szuka białych kruków, perełek, arcydzieł, ilustratorów z marką, a „Lokomotywę” ma w kilku wersjach, i wie, że to jeszcze nie koniec. Tym bardziej że te ukochane wydania Julek pożera w całości – i to nie tylko dosłownie.
Konik, z drzewa koń na biegunach

Konik, z drzewa koń na biegunach

Na pierwszych urodzinach Julka było odświętnie. Nie wiemy, czy wszyscy byli elegancko ubrani, ale wiemy, że Julek wyglądał stosownie do sytuacji (i przyjętej koncepcji garderobianej: mało kolorów, proste wzory i fasony). Magda wie, że dziecku warto od małego kształtować gust, poczynając od rzeczy banalnych (odpowiedni dobór ubrań), poprzez poważniejsze (wybór zabawek stosownych do wieku), przez te naprawdę poważne (opowiadanie o świecie tylko tego, co warte opowiadania). Ale wracając do ubioru – rzeczywiście Julek wyglądał ładnie. Muszkę, którą miał pod szyją, nosi teraz drewniany konik – on też przecież od czasu do czasu powinien zachować poziom (uwaga, nie jest to proste, bo koń jest na biegunach). Drewniane zabawki to konik Magdy – sama wybiera tylko takie i trochę ubolewa, że synek dostaje całe mnóstwo tandetnego plastiku. Niestety często jest to standardem. Co jej pozostaje? Wyczulić Julka na to i nauczyć, że świat nie zawsze jest czarno-biały (choć w ich mieszkaniu może być to trudne).
Wszechogarniająca jasność

Wszechogarniająca jasność

Tu podział jest prosty: Julek, choć jest najmłodszy, zajmuje najwięcej, ponad czterdzieści procent. Reszta należy do rodziców. Tu już takiego prostego podziału nie ma, bo wiadomo, że na ogół połowy łóżka, wbrew temu, czego uczą na matematyce, równe nie są. A sprawa jest skomplikowana i bez względu na to, ile się należy (a tym bardziej jak się leży), nigdy nie wychodzi po równo. No może z poduszkami nie ma takiego problemu. Każdy ma swój zestaw. Poduchy są białe, podobnie jak wszystko inne. Magda uważa, że biel napędza do działania. Poza tym przyznaje, że uwielbia budzić się w swojej sypialni. Jasność działa na nią pozytywnie. Nawet girlanda w rogu jest biała, choć wieczorem daje ciepłe pomarańczowe światło. Magda nie za bardzo chce się tymi lampkami chwalić, bo pomysł podpatrzyła w Internecie (nie lubi mówić, że coś jest jej, skoro nie jest). Owszem, pomysł ściągnięty, ale wykonanie własnoręczne, dlatego według nas nic nie stoi na przeszkodzie, by wspomnieć o tym genialnym patencie: to nic innego jak zwykłe lampki choinkowe, na które Magda nałożyła papierowe kubeczki do espresso. Od dziś każdy może takie mieć.
Zabawa w litery

Zabawa w litery

Wybrać dobry napis, czytelny, a za razem oryginalny, nowoczesny i pasujący do stylistyki pomieszczenia, wcale nie jest takie proste, jakby się na pierwszy rzut oka zdawało. Według Magdy jest to sztuka: tak wybrać, by mniej znaczyło więcej, by nadać temu kontekst, odczytać sens. Litery powinny być grubsze czy chudsze, większe, mniejsze, bardziej pochylne? Magda ma na to proste rozwiązanie: wybiera piętnaście czcionek i drukuje. Potem metodą prób i błędów sprawdza najładniejsze rozwiązanie. Szablony udostępnia w Internecie (by inni nie musieli tyle sprawdzać, co ona). Nie kupuje gotowych sentencji, bo uważa, że coś, co wymaga małego nakładu pracy i jest tanie w wykonaniu, warto zrobić samemu. Ma już kilka myśli w głowie, które przeleje na papier, np. w kuchni powiesi zdanie z kawą w roli podmiotu. U niej obrazki, podobnie jak inne dodatki – np. świece – krążą po mieszkaniu, więc tylko nieliczne mają swoje stałe niezmienne miejsce.
Sposób na wejście

Sposób na wejście

Magda mówi, że przedpokój, choć może brzmi to śmiesznie (nie brzmi) to jej recepcja, miejsce wielofunkcyjne, w którym ma schowek na klucze, pudełko na korespondencję, w dużej szafie półki na garderobę i obuwie. Szafa została po poprzednich właścicielach, ale nie pasowała do przyjętej stylistyki, dlatego wymienili w niej drzwi (dziś wymieniliby całość – byłoby praktyczniej i taniej). Czasami przy wejściu Magda ustawia miękkie poduszki – by można było bez problemu usiąść i zdjąć buty (czy najbardziej zadowolony z takiego rozwiązania jest Julek?). Ponieważ rzeczy w jej mieszkaniu krążą, poduszki wylądowały właśnie w sypialni. Obraz też wisiał (i stał) w różnych miejscach zanim trafił na komodę. To sentencja na dowidzenia – tak Magda w skrócie o tym opowiada – gdy wychodzi z domu to czuje się uskrzydlona. Jakiś czas temu oszalała na punkcie różnych graficznych napisów. Te, które wybrała na przedpokój, idealnie wyglądają w pobliżu wazonu – jej ostatniego nabytku sprowadzanego z Danii. Prosta forma i czarno-biała kolorystyka, z której cieszy się jak dziecko.
Idealna przestrzeń

Idealna przestrzeń

Magda bierze do ręki czerwoną książeczkę i modulując głos czyta historyjkę o prosiaczku i sowie. Julek na chwilę zastyga zdziwiony (to bardzo żywe dziecko) i wpatruje się w kolorowy obrazek. Dobrze jest spędzać czas z mamą, w sumie nawet nieważne, czy to jest duże łóżko w sypialni czy kanapa w salonie. Wszędzie im razem dobrze. A przestrzeni do wspólnej zabawy jest w mieszkaniu dużo. Bo Magda wszystko dokładnie i mądrze rozplanowała. A to, że dominuje biel? To duży plus, bo dla niej idealna przestrzeń jest zupełnie biała. Nawet gdyby miała milion dolarów na urządzenie mieszkania i mogła puścić wodze fantazji, wiele by nie zmieniła – powiększyłaby to, co ma i kupiła minimalnie więcej designerskich sprzętów. Bo przecież najważniejsze jest, by żyć i mieszkać w zgodzie ze sobą, bo wtedy się mieszka dobrze.