Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Własny styl Agi


Własny styl Agi

Jak wygląda mieszkanie dekoratorki.

Z zawodu nauczycielka geografii,  z  zamiłowania i przekonania dekoratorka wnętrz, śniąca o pracy w dziale designu (jest na pierwszym roku  Architektury).
Robiła już w życiu wiele: zajmowała się tłumaczeniami, była sprzedawcą w korporacji, stewardessą (już od dziecka chciała latać), pracowała  w hotelu, śpiewała w chórach  i wychowywała holenderskie dzieci. Teraz chce zająć się urządzaniem. Jest córką muzyka country, żoną Łukasza, właścicielką Coffee – psa w kolorze jasnej kawy z mlekiem. Lubi podróżować (np. na Hel lub na Bornholm) i robić zdjęcia.  Mieszka w Warszawie, blisko centrum,        w kamienicy z widokiem na małą uliczkę. 

Kuchenna ściereczka,  nożyczki, klej, passe-partout,  dwie ręce i trochę wyobraźni. Bo komu  przyszłoby do głowy, że obraz da się zrobić w tak prosty  sposób. Wystarczy  wziąć  kilka powszechnie dostępnych  przedmiotów (ścierka  z lisem,  biały arkusz  papieru)  i poskładać w całość (uprzednio z innej całości  wycinając). Jak widać, nie trzeba  wiele. Potrzebny jest poza  tym kawałek ściany. Tym  razem sprawdził się ten  w jadalni,  bez której Aga nie wyobraża  sobie mieszkania. Aranżację  zaczęła od urządzania (a dokładniej  zamurowywania) kuchni i wydzielenia odrębnego  miejsca. To było najlepsze, co mogli zrobić – zamknąć kuchnię i zaaranżować taki spokojny kącik. Aga mówi krótko: mam jadalnię – jestem przeszczęśliwa. Nawet nie chodzi o to, że jest bardzo towarzyska i musi mieć miejsce, by usiąść razem z przyjaciółmi (owszem uwielbia to). Potrzebny był jej przytulny ciepły narożnik ze stołem, przy którym uczy się, rysuje, czyta, spędza czas z mężem (mają blisko do źródełka – Aga wskazuje na lodówkę). By dobrze się tu siedziało, na drewnianej ławie leżą skóry renifera (prezent od teściów) i szaro-białe poduszki ze zwierzętami (prezent od siebie).
Absolutnie na tak

Absolutnie na tak

Kiedyś kuchnia  była w kolorze  żółtego drewna, teraz jest  biało-szara i wygląda na bardzo  nowoczesną. Okazuje się, że i tym  razem Aga  wykorzystała  swoje wnętrzarsko-remontowe  zdolności. Nie potrzebowała  nawet nowych  szafek. Kupiła  farbę,  pędzelki i przemalowała te, które miała (dwa tygodnie zleciały, nie wiadomo kiedy). Zadbała o dodatki: kupiła nowe uchwyty, kilka wieszaków (na przybory kuchenne) i parę gadżetów (stojak na wina). Śmieje się, że jest wnętrzarską sknerą i nigdy nie kupuje drogich rzeczy (za krzesła zapłaciła 100 zł, choć oryginalne są dużo droższe). Nie kupuje też dużo – stara się trzymać tylko to, co potrzebne i praktyczne. Poza tym z fenomenalną precyzją wynajduje rzeczy w second-handach, antykwariatach i kubłach na śmieci (najlepsze są te sąsiedzkie). Łączy stare z nowymi, choć jak sama przyznaje takie stylizacje to już wyższa szkoła jazdy. Aga nie jest zbieraczem, raczej jest oszczędna, gdy chodzi o wystrój, ale ma oko do ładnych przedmiotów.
Piramida zwierząt

Piramida zwierząt

Jakie  życzenia (i na czym)  można napisać  przyjaciółce?  By spełniły  jej się wszystkie  marzenia?  Można  też tak jak Aga, najpierw  poszukać  obrazka w Internecie  (np. z motywem zwierząt),  a potem  wydrukować go na grubym  papierze. I napisać,  tak od serca: Chciałabym,  byś była pędzącym królikiem,  który ma podporę w postaci potężnego niedźwiedzia, czyli twoich rodziców i wspaniałego narzeczonego – tego dzielnego wilka. Chciałbym, byś była zawsze na samej górze, dzielnie się trzymała, była taka mądra, pewna siebie i nie traciła ducha. I byś zawsze pamiętała, że masz to, co pozwala ci trzymać się stabilnie. Nie, nie czytaliśmy tych życzeń, ale Agnieszka dokładnie pamięta, co pisze na kartkach urodzinowych. Motyw ze zwierzętami spodobał jej się na tyle, że i sobie postanowiła taki wydrukować. Powiesiła go na lodówce obok kartki, na której są podziękowania od fundacji. Dostała je za wspieranie ginących gatunków zwierząt. Idealnie wpasowują się w wystrój jej minimalistycznej kuchni (szafek jest mało, ale starcza między innymi dlatego, że naczynia trzyma na regale, na którym kiedyś miała książki).
Rozważna i romantyczna

Rozważna i romantyczna

Kuchnia jest bardzo słoneczna, jasna, ciepła i troszkę… romantyczna. Podobnie jak Agnieszka, która głośno się do tego nie przyznaje (oboje z mężem są ludźmi mocno stąpającymi po ziemi), ale między słowami opowiada historie, które jednoznacznie na to wskazują. Chociażby ten ślub na Bornholmie. W słoneczny dzień, na plaży (mają tam podobno idealny piasek – bardzo miałki i delikatny, w sam raz do klepsydr), z najbliższą rodziną. Trochę tradycyjnie (biała  falbaniasta spódnica do ziemi  powiewała na wietrze) i trochę  nie (w czerwonej  marynarce i koszuli w paski Agnieszka wyglądała bardzo elegancko). Wiemy, bo widzieliśmy na zdjęciach. Trochę kameralnie (Coffee jako jedyna miała czerwoną obrożę z perłami, własnoręcznie uszytą przez Agę) i bardzo dyskretnie (bez zbędnych ceregieli). Aga przyznaje, że mogłaby mieszkać na Bornholmie, bo kocha tamte plaże, zapach morza i przyrodę. Być może już niedługo zamieszka za miastem, bo choć uwielbia swoje mieszkanie, nie może uwolnić się od myśli, że wieś jest jej drugim domem.
Ślad na skórze

Ślad na skórze

Są różne: brązowe, czarne, ciemniejsze, jaśniejsze, z bardziej regularnym kształtem i zupełnie niesymetrycznym. Wybrała najjaśniejszą – na podłogę. I trochę ciemniejszą – na łóżko. Od zawsze wiedziała, że naturalne elementy będą częścią jej mieszkania. Dlatego w salonie  nie mogło zabraknąć  skór: miękkich,  ciepłych,  jedynych w swoim  rodzaju,  oryginalnych (dosłownie  i w przenośni). Im więcej, tym lepiej. Ta na podłodze jest szczególna. Walka była jedna, ale na pewno ostra (trudno powiedzieć, jak do niej doszło, tym bardziej jak się zakończyła). Ślady zostały do dzisiaj. Byk miał trzech właścicieli (jacy, kim byli, nikt nie wie). Wypalone znaczki mówią wiele, a tylko wtajemniczeni potrafią je odczytać. Reszcie pozostają domysły i czytanie między wierszami lub tak jak tu –wypalonymi znakami na skórze.
Naturalizm w czystej postaci

Naturalizm w czystej postaci

Wykorzystała trzy kolory: biały, czarny, czerwony. Pomalowała i postawiła na komodzie. Jako talizman, dobry znak, amulet na szczęście. Tego dokładnie nie wiemy, ale wiemy, że czaszka na pewno Agnieszkę chroni przed złymi ludźmi, bo jak dotąd ma nosa (rękę i oko zresztą też) do tych dobrych (mąż, rodzice, sąsiedzi, wyliczać można długo). Prezent dostała od teścia, który mieszka pod Warszawą i czasami spaceruje po okolicznych lasach. Zdziwił się, że ona może to potraktować jak wnętrzarską perełkę. Ona, że nie każdy widzi w tym potencjał. Od razu wiedziała, że zrobi z niej wspaniałą ozdobę. Lubi rzeczy naturalne, autentyczne, prawdziwe. Z ukochanego Bornholmu przywiozła motyle (umarły śmiercią naturalną) i piasek. Cieszy się ze swojej podłogi, bo choć stara, zdezelowana, przechodzona i przetańczona (wytrzymała milion imprez), trzyma się nieźle. Poza tym ma każdą deszczułkę inną, o różnej kolorystyce i usłojeniu. Nie błyszczy jak te nowe parkiety, ale Aga na nową nie wymieniłaby jej za żadne skarby.
Rozśpiewane dusze na Dzikim Zachodzie

Rozśpiewane dusze na Dzikim Zachodzie

Lubi otaczać się ładnymi rzeczami, zbiera te oryginalne, choć z drugiej strony nie przepada za przeładowanymi mieszkaniami (raz w roku robi porządki – wyrzuca wszystko, z czego nie korzysta i czego nie używa). Dla niej przedmioty muszą być po coś. Obraz na ścianie? Nie pełni tylko funkcji dekoracyjnej. Jest trochę jak lustro. Przygląda się zamyślonej twarzy Indianina i zastanawia nad własnymi korzeniami. Nie, nie pochodzi z Ameryki Północnej. Jest córką muzyka country, wychowaną na polskim Pomorzu, którą ciągnie do Dzikiego Zachodu. Kiedyś wstydziła się tego, że rodzice śpiewają (mama podziela pasję taty). W jej rodzinie wspólne muzykowanie jest już tradycją (opowiada, że często siadają na ganku i w blasku księżyca śpiewają chórem do gwiazd). A jak była mała, to jeździła z rodziną na Country Pikniki do Mrągowa. Trochę tego Dzikiego Zachodu chciała przenieść do swojego mieszkania. Elementy wystroju (skóry, drewno, obrazy, gitara) i elementy stroju (kapelusze, koszule, kozaki z frędzlami, naszyjniki z piórkami) mówią o tym, że jej rodzinne życie toczy się wokół muzyki (nie tylko country) i… desingu (nie tylko szwedzkiego, choć taki uwielbia).
Las zatopiony w mleku

Las zatopiony w mleku

W mieszkaniu Agnieszki nie brakuje naturalnych elementów. To już wiemy. I wiemy, że po części zawdzięcza to tacie (dzięki niemu kocha przyrodę i Indian) oraz mamie (to ona przekazała Adze zamiłowanie do ładnych wnętrz). Ale ta historia z Dzikim Zachodem, upodobaniem naturalnych rzeczy, ukochaniem zwierząt, ma też drugie dno (a nawet szczyt). Bo wiele zaczęło się w górach. Agnieszka opowiada, jak pewnego dnia pojechała na narty, stanęła w zasypanym śniegiem lesie i dostała olśnienia. Czarno-biały las wydał jej się tak magiczny, nietypowy, piękny, jedyny, że postanowiła jego namiastkę przenieść do siebie. Oczywiście nie zabrała ze sobą ani śniegu, ani drzew, jedynie… zauroczenie, które podpowiedziało jej, by od tego dnia przyrodę i wszystko, co autentyczne (drewno, metal, papier) wykorzystywać jako niezbędny element wystroju.
Ślad po mamie

Ślad po mamie

Na małym wąskim pasku, trochę zżółkniętym i owiniętym w przezroczysty plastik, jest dokładna data (03.01.1984) i godzina (21.20). Pasek mieścił się na maleńkiej rączce i był dowodem, że oto pojawiło się nowe życie. Nie wiemy, w czym ów pasek przetrzymywała mama Agi przez pierwsze 20 lat, ale wiemy, że ona trzyma to w pudełku, które stoi na parapecie. Pudełko jest metalowe, niewielkie, ze skrzydlatą wróżką (przynosi szczęście) i dobrze komponuje się z analogowymi aparatami (Aga zbiera). W pudełku trzyma najważniejsze skarby, m.in. zegarek od babci. W sypialni oprócz podstawowych elementów (łóżko jest wygodne, duże, a Coffee uwielbia na nim leżeć i ogrzewać się promieniami słońca wpadającymi rano przez okno). Nie brakuje drobnych (i większych) elementów dekoracyjnych, które Agnieszka zrobiła sama. Poduszki szyje z płóciennych toreb (uwielbia takie z Cybulskim), koc własnoręcznie ozdabia, firanki maluje farbami. Często zmienia aranżacje – przestawia, eksperymentuje, sprawdza inne ustawienia, bo wnętrza to coś, czym żyje i całymi dniami mogłaby je upiększać.
Mercedes-Benz z listami do Hrabala

Mercedes-Benz z listami do Hrabala

Maszyna może jest z lat 80., może jeszcze starsza. Nie wiemy, do kogo należała, co na niej pisano, czy ktoś się bardzo męczył, zapełniając białe arkusze rzędem równych literek. Może kartki rozrywał w drobny mak, bo brakowało mu pisarskiej weny albo przeciwnie zadowolony pił kawę zerkając na skończone okrągłe zdanie. A może przepisywał rękopisy i wykonywał tylko mechaniczną pracę (w której był mistrzem). Agnieszka znalazła maszynę na chodniku, tuż przy głównej arterii Warszawy. Poszła pojeździć na rolkach i gdyby nie to, że zawsze nosi zamienne buty, nie byłaby w stanie przytaszczyć jej do domu. Zanim wzięła, pomyślała, że to pewnie dobry żart (niewiarygodne, co ludzie wyrzucają), a maszyna, jak ten dolar na sznurku, za moment zniknie, gdy ona podejdzie bliżej (nie zniknęła). Postawiła ją na parapecie (obok aparatów fotograficznych – to jej pasja). Często na nią zerka, bo gdy pracuje lubi patrzeć przez okno (na drzewa i na kamienice). I uważa, że rzeczy z duszą czasami leżą na ulicy na wyciągnięcie ręki. By je znaleźć, trzeba tylko być bacznym obserwatorem okolicy.
Życie na walizkach

Życie na walizkach

Notatki  można  trzymać  w biurku,  kapelusze  w szafie,  przybory  do malowania  w komodzie.  Można  też  zupełnie  inaczej,  np.  w walizkach. U Agnieszki właśnie tak jest. Kapelusze w starej walizce męża, ręczniki w tej znalezionej pod mieszkaniem, rysunki ze szkoły w tej od sąsiadki. Tu w sąsiedztwie mieszkała kiedyś aktorka teatralna. Okolica przecież taka, że wielu artystów się tu kręci. Aktorka już nie żyje, ale gdy umierała, miała prawie sto lat. Aga ma po niej walizki – ktoś je wyniósł przed kamienicę, porządkując mieszkanie. Nie wiemy, gdzie podróżowała ich właścicielka (że podróżowała to wiadome). Na ilu stacjach wysiadała, kto pomagał jej nieść bagaż, co zabierała do środka, czy miała ciężko. Wiemy, że Aga wstając rano, zerka na swoje oryginalne półki, popija kawę waniliową (uwielbia) i snuje marzenia o podróżach, z których być może przywiezie kolejny wnętrzarski gadżet.
Czarny, biały, drewniany

Czarny, biały, drewniany

W przedpokoju,  na szarym dywanie, leżą drewniane  prawidła, trochę podniszczone,  ze śladami użytkowania,  ale jednocześnie  gładkie i wyślizgane.  Agnieszka ma je również z wystawki po sąsiadce aktorce, dlatego nie do końca możemy poznać ich historię (możemy, co najwyżej, po raz kolejny, snuć domysły: do kogo należały, kto z nich korzystał, ile mają lat, ale wiadomo, że nie w tym rzecz). U Agnieszki rzeczy pełnią konkretne funkcje. Skupmy się najpierw na tej dekoracyjnej. W tym celu ma prawidła i cyfry na ścianie. Dlaczego cztery, dlaczego białe, dlaczego taka czcionka i krój? Może nie zawsze warto zadawać tyle pytań. Aga odpowiada krótko – lubię ostatni skandynawski trend we wnętrzach cyfry i duże litery (jedną, która teraz wisi w sypialni, sama zrobiła na zajęciach z gliny). Spodobał jej się wzór, więc odrysowała, wycięła, pomalowała. A co z przedmiotami praktycznymi? Jest i półka, prezent od teściów (stała w garażu bardzo długo), jest i wieszak po poprzedniej lokatorce (stary, przemalowała), jest zegar (kiedyś wisiał na dworcu) i aptekarski stołeczek (z zakładu pradziadka, który zajmował się elektryką). Bo czasami warto poszukać rzeczy, które są zarazem praktyczne i ładne.
Warszawo, ty moja Warszawo

Warszawo, ty moja Warszawo

Na tablicy, która kropka w kropkę (literka w literkę)  przypomina planszę z gabinetu  okulistycznego  zmniejszającą  się czcionka jest niejednokrotnie (ci, co mają dobry wzrok, mogą szybko  policzyć) napisane w równych odstępach  słowo Warszawa. Wybrała taką  dekorację, bo jest z tym miastem związana bardzo emocjonalnie – mieszka tu od kilku lat (od zawsze  w tej dzielnicy), tu poznała męża (na zawsze  ten). Ale niejednokrotnie  powtarza, skąd pochodzi (ze Słupska)  i to, gdzie się wychowała  (w domu na wsi). Liczydła  (również po  aktorce) powiesiła w  przedpokoju,  tuż obok haczyków (idealne na kurtki i torebki). Drewnianym  akcentem  rozbija  czarno-białą monotonię.  Umie łączyć  różne  elementy i nie boi się eksperymentować, ustawiając  nowe obok starego. 
A dekoracje umie zrobić chyba ze wszystkiego.
Projekty na piątkę

Projekty na piątkę

Aga ma w mieszkaniu kilka miejsc, przy których  lubi pracować. Jest stół  w jadalni, biurko w sypialni i mały szklany stolik w salonie.  W zależności od tego, gdzie jest słońce  (i mąż), tam siada. Lubi mieć dobre światło  (do rysowania) i dobre towarzystwo (do pogadania). Ostatnio  robi dużo projektów. Wykładowcy wysoko stawiają poprzeczkę, ale nie może narzekać – sama świadomie zdecydowała  się na taki krok, wiedząc z czym wiążą się studia na architekturze. Na początku,  śmieje się, że ołówek  wypadał  jej  z ręki, a równe sześciany śniły jej się po nocach. Teraz zachwyca projektami pełnymi nowatorskich rozwiązań (w tym ostatnim inspiracją była miedź). Dostaje piątki z wyróżnieniem. Co będzie kolejne, jeszcze nie wie (pawilony jak matrioszki). Koncepcje zmieniają się u niej dość szybko, podobnie jak aranżacje mieszkania. Tylko świat za oknem pozostaje niezmienny i wciąż ten sam. Od lat.