Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Kolorowe akcenty Asi


Kolorowe akcenty Asi

Jak szybko urządzić własny dom

Mieszka pod Łodzią w Janówce, niewielkiej miejscowości, w której kiedyś były głównie działki letniskowe. Ma córkę Maję (8 lat), syna Mateusza (10 lat) i męża Tomka (pracuje za granicą) oraz idealne sąsiedztwo: za ścianą mamę i siostrę (dom jest dobudowany do budynku, w którym żyje jej najbliższa rodzina), a za ogrodzeniem las (teren należy do parku krajobrazowego). Mówi, że choć mieszka tu od trzech lat, ma jeszcze wiele do zrobienia (nie widać na pierwszy rzut oka). Lubi hiacynty, kryminały, starannie wywietrzone mieszkania. W przyszłości może założy bloga o urządzaniu. Trzymamy kciuki, a tymczasem zobaczmy, jak ma u siebie.
Tam, gdzie jest mój dom

Tam, gdzie jest mój dom

O tym, że historia lubi zataczać koła, Asia przekonała się kilka lat temu. Zanim na dobre wróciła, by dobudować się do domu rodziców, kilkakrotnie się od nich wyprowadzała i zmieniała lokum. Przez kilka lat zajmowała niewielkie mieszkanie pod Łodzią (nie należało do niej, więc nie mogła za wiele w nim zmieniać). Gdy pojawiły się dzieci, postanowili (razem z mężem), że ruszają z budową. Poszło im gładko (Asia mówi, że wiele decyzji podjęła sama, bo mąż ze względu na pracę nie mógł błyskawicznie reagować). Od trzech lat mają wreszcie trochę swojej przestrzeni: salon, niewielką, ale oddzielną kuchnię, sypialnię i dwa pokoje dla dzieci. Wszystko, co im potrzeba. Latem mają też taras, z którego w pełni korzystają. Jest też trochę planów na najbliższy czas, np. zagospodarować przestrzeń na zewnątrz: zrobić ogródek z prawdziwego zdarzenia.
Pomysł na wąski salon

Pomysł na wąski salon

Niektóre pomysły, choć zrodziły się w głowie Asi na długo przed budową, pozostały niezmienne. W salonie koniecznie musiało być duże balkonowe okno, najlepiej przesuwne, na całą ścianę. Fachowcy przekonali Asię, że owszem przesuwne mogą jej zamontować, ale z tą szerokością lepiej nie przesadzać. Nie mogło zabraknąć białej podłogi (wybrała płytki, bo są idealne, gdy ma się ogrzewanie podłogowe). Nigdy, jak mówi, nie dojrzała do tego, by zrezygnować z białych ścian, dzięki którym przestrzeń jest większa. Chciała jasne kolory. Od samego początku wiedziała, że nie obędzie się bez dużej wygodnej kanapy (wybrali i tak za małą). Gdy wszyscy razem usiądą, bywa ciasno (trzeba pamiętać, że pies też ma tam swoje miejsce). Dlatego Asia kupiła sobie fotel – przez pierwsze tygodnie ulubiony mebel dzieci. Ponieważ salon jest dość wąski, nie wchodziło w grę inne ustawienie mebli (marzą jej się kanapy naprzeciwko, bo wtedy się lepiej rozmawia). Poza tym kable od TV są ukryte w ścianie, dlatego regał ze sprzętem może stać tylko w jednym miejscu. Asia chciała nowocześnie, ale ciepło, postawiła na dodatki, które mówią, że tu rzeczywiście ktoś mieszka.
Czuć miętę

Czuć miętę

Nowa miłość Asi nosi tiulowe spódnice, bawełniane sweterki, zwiewne chustki pod szyją, ciepłe stylowe podkolanówki. Asia mówi, że to jej dobry anioł, który wielokrotnie zmieniał miejsce aż przysiadł na regale obok TV. Lalka jest robiona na zamówienie, przez jedną z blogerek, ale dokładnie według wytycznych Asi. Miało być tak, by pasowało do biało-szarej stylistyki salonu i pozostałych dodatków, np. białej skrzynki kupionej razem z jabłkami od przypadkowego ogrodnika (nigdy nie wiadomo, co się może przydać). Asia sama ją odnowiła, mąż zrobił kółeczka i wyszlifował. Teraz skrzynka służy jako wygodny pojemnik. W planach jest jeszcze do zrobienia podobna na zabawki córki. Przez chwilę Asia zastanawiała się, czy nie zrobić  regałów z takich skrzynek, bo bardzo jej się podobają. Ale regał już ma (jedna z nielicznych rzeczy, którą przewiozła z poprzedniego mieszkania). Cieszy się, że wreszcie może rozwinąć się wnętrzarsko.
Pokaż rogi

Pokaż rogi

W tym domu jadalnia jest częścią salonu. W rogu, bliżej wyjścia, stoi prosty biały stół i krzesła w różowym kolorze. Asia od samego początku wiedziała, że szarości przełamie mocnym akcentem. A róż bardzo jej się podobał, dlatego długo się nie zastanawiała. W takim kolorze ma też kilka poduszek (uwielbia, ma ich całe mnóstwo, a w sklepie z dodatkami przy poduszkach spędza pierwsze pół godziny) i lampę. Kiedyś miała tu różowy obraz, ale wyniosła go do garderoby. Teraz wie, że taki kolor trochę zobowiązuje, nie może już tak bezkarnie szaleć, jakby chciała. Bo krzesła, jak sama mówi, byłyby wyobcowane. By rozjaśnić trochę salon, Asia zadbała o oświetlenie. Ma mnóstwo bocznych lampek (górne zapala tylko, gdy przychodzą goście), dodatkowe nad fotelem (lubi w nim poczytać), w podłodze (najlepszy efekt jest wieczorem). Lampy, które ma przy suficie, zawsze się jej podobały, marzyła o nich od dawna. To od nich tak naprawdę się wszystko zaczęło.
Wyspy szczęśliwe

Wyspy szczęśliwe

Gdy Asia przygotowuje obiad dla dziesięciu osób, z przystawkami i deserem, wtedy czuje, że kuchnia jest trochę za mała: brakuje miejsca, blatu, a nawet lodówki (ma niewielką, w zabudowie). Rzeczywiście kuchnia należy do tych mniejszych, ma zaledwie kilka metrów i wchodzi się do niej bezpośrednio z maleńkiego przedpokoju. Ale na co dzień, gdy Asia jest sama z dziećmi, w zupełności jej taki metraż wystarcza, tym bardziej że nie gotuje dużo (dzieci mają obiady w szkole, a ona często zjada coś na szybko). Chętnie gotuje w weekendy, gdy przyjeżdża mąż (lub gdy pojawiają się goście). Między szafkami robionymi na zamówienie (w tak małej przestrzeni trzeba się było trochę nagimnastykować, by było funkcjonalnie i w dodatku ładnie) chciała ułożyć cegłę (odradzono jej). Zrobiła szybę hartowaną, która nie jest najtańsza, brudzi się jak wszystko inne, trzeba ją regularnie przecierać, by dobrze wyglądała. Wie, że jak się będzie jeszcze kiedyś budować, zrobi kilka rzeczy inaczej. I przede wszystkim marzy jej się kuchnia z wyspą.
Niebieskie ptaki

Niebieskie ptaki

Na kolor przewodni w kuchni, przełamujący biel i szarość, Asia wybrała delikatny błękit. W tym kolorze ma dodatki i tekstylia: zasłonki, ściereczki, obrazki i… ptaki. Są w różnej formie, namalowane na płóciennym obrazku lub drewnianej deseczce, uszyte z materiału. Część wynaleziona w Internecie, kupiona przypadkiem lub okazyjnie, na wyprzedaży. Firanki szyła jej znajoma krawcowa, ale te kolejne na pewno uszyje już sama. Niedawno Asia kupiła sobie maszynę i postanowiła nauczyć się fachu. Nie musiała się długo przekonywać. Nie takie rzeczy jest przecież w stanie zrobić. Poza tym wiedziała, że to nie może być trudne. Pierwsze próby ma już za sobą – uszyła córce poduszkę (co prawda maszynę uruchamiała z instrukcją w ręku). Ciekawe, co będzie kolejne.
Prace ręczne

Prace ręczne

Asia nie odnajduje się w bałaganie. Może dlatego wszystko u niej błyszczy. Mówi, że na co dzień, dzieci trochę bardziej zawłaszczają przestrzeń, rozrzucają zabawki, przynoszą błoto z podwórka. Dają o sobie znać. Teraz rzeczywiście pozostawiły mało śladów. Asia stara się o porządek dbać na bieżąco (choć przyznaje, że nie codziennie sprząta). Jej sekret to praktyczne rozwiązania: tuż przy wejściu ułożyła cegłę. Śmieje się, że nawet nie potrzebowała do tego fachowców. Kupiła elastyczne, cieniutkie płytki, które pocięła nożyczkami i bez najmniejszego problemu (jak nas zapewnia) ułożyła. Sprawdzają się rewelacyjnie w przeciwieństwie do białej ściany, która w takich miejscach za bardzo się brudzi i jest niepraktyczna (ma zamiar ułożyć podobne w pokoju obok stołu i telewizora). Drugi jej sekret to dobra organizacja. W przedpokoju, w którym nie ma za wiele przestrzeni, wygospodarowała miejsce na buty i kurtki. Cieszy się ze swojego miejsca na klucze – co jak co, ale przynajmniej ich nie musi za każdym razem szukać wychodząc z domu.
 Błysk nie tylko w oku

Błysk nie tylko w oku

Czasami brak pomysłu może okazać się dobrym rozwiązaniem. Asia weszła do sklepu, zobaczyła płytki i wiedziała, że je kupi. Do nich dobrała resztę. Miejsca nie jest wiele, w sam raz na podstawowe sanitariaty i kącik gospodarczy (przestrzeń pod schodami można przecież wykorzystać na tysiąc sposobów, u niej akurat stoi tam mop, suszarka, wiaderko). Jeszcze nie ma patentu na to, czym to zasłonić (zasłonką, żaluzją, roletą, słomianką?). Ale wie, że to drobnostka. Ścianę zrobiła z trawertynu, namówili ją fachowcy, ale nie do końca to jest to, co jej się podoba (jak zobaczyła błyszczącą, zabroniła robić dalej). Może kiedyś zrobi tam białą cegłę, bo przepych kłuje ją w oczy.
Sen pod palmami

Sen pod palmami

Decyzje podjęte szybko mogą być chybione. Tak było ze ścianami. Poza tym niektóre rzeczy trzeba wypróbować na własnej skórze – tak było z łóżkiem. Stało i na środku, i pod oknem, praktycznie w każdym miejscu (na szczęście Asia lubi przestawiać meble). Próbowali (z mężem) na wszystkie możliwe sposoby, aż znaleźli ustawienie idealne. Asia przyznaje, że w tym względzie decydujące zdanie miał Tomek. Jest wymagający: jak mu się nie śpi dobrze, to trzeba przestawiać. Teraz oboje są zadowoleni. A wracając do ściany… Inną niewłaściwą decyzją było pomalowanie jej na czerwono. Kolor zmieniali już trzy razy (i zamierzają jeszcze raz). Przez chwilę mieli nawet fototapetę z palmami (Asi zachciało się palm, bo nie byli na wakacjach). Ale z taką aranżacją wytrzymali dwa miesiące. Teraz planują coś spokojniejszego. Asia wie, że wnętrzarski sukces niejednokrotnie podyktowany jest nieudanymi próbami. Ale też wie, że z każdej takiej próby wyciąga dobre wnioski i wychodzi zwycięsko. Przynajmniej umie już ocenić, co jest dla niej, a co nie.
Jedna lampa to ile piórek?

Jedna lampa to ile piórek?

My już wiemy – tysiąc. Potrzeba tysiąc piórek, by obkleić zwykły papierowy klosz (ten tani, dodaje Asia). A ile godzin pracy? Kilka, by z prostej rzeczy zrobić wnętrzarski designerski gadżet (taki, który w specjalistycznym sklepie kosztuje nawet kilkaset złotych). Każde piórko trzeba przykleić pojedynczo, niestety nie ma tu drogi na skróty. Piórka kupuje się w paczkach i z tego, co mówi Asia, nie trzeba dodatkowych umiejętności manualnych (a może jednak trzeba?). Na razie lampy wiszą miesiąc i prezentują się rewelacyjnie. Ich plusem jest też to, że gdy się znudzą można je bez problemu wymienić, bo koszty nie są duże. Ale miejmy nadzieję, że w tej sypialni powieszą jeszcze jakiś czas, bo wyglądają przepięknie.
Wiosenna aranżacja

Wiosenna aranżacja

Do sufitu Asia doczepiła żyłkę, a na niej powiesiła delikatne zwiewne firanki. Za nimi ustawiła toaletkę. Stoi pod oknem, więc świetnie się sprawdza, jako miejsce na codzienny makijaż (poza tym zasłania grzejnik). Skąd pomysł na firankę w takim miejscu? Sypialnia jest dość duża i czegoś w niej brakowało. A taki patent Asia wykorzystała w poprzednim mieszkaniu, dlatego wiedziała, że się sprawdza. W prosty sposób oddzieliła część sypialnianą od tej prywatnej, przeznaczonej tylko dla siebie. Początkowo zasłonka miała być baldachimem (ale w jej domu nie wszyscy lubią oglądać gwiazdy przed zaśnięciem i spać na środku pokoju). Asia mówi, że firanki to łatwy sposób na zmianę aranżacji: inną ma wiosną, inną na święta. Latem wybiera kolor morza. Do firanek dobiera poduszki i pozostałe tekstylia, bo wie, że przytulna sypialnia to gwarancja dobrej nocy.
Dama z naszyjnikiem

Dama z naszyjnikiem

Asia ma zmysł do urządzania. Widać to na każdym kroku i w każdym kącie. Nawet w garderobie stara się zadbać o najmniejszy szczegół. A wiadomo, w takim miejscu dużo się nie wymyśli: są półki na ubrania, duże lustro, kilka wieszaków. Ale wiemy, że nie u każdego znajdzie się miejsce na obraz, przytulny miękki dywanik (w tym samym kolorze, co dodatki), ramki z rodzinnymi zdjęciami, kilka pudełek na drobiazgi. Jest tak przytulnie, że nawet Maja od czasu do czasu bawi się tu swoimi lalkami. Półki dostosowane są do wzrostu dzieci, a ubranka równo poukładane, tak jakby nie były to szafeczki maluchów (Asia przyznaje, że ostatnio układała, bo dzieci potrafią zrobić rozgardiasz). Ubrania w garderobie segreguje regularnie. Wymaga to nie tylko czasu, ale przede wszystkim hartu ducha (chyba każda kobieta wie, ile ją kosztuje pozbycie się ukochanych bluzek). Asi przychodzi to z łatwością, może dlatego, że satysfakcję ma nie tylko ona. Ubrania często oddaje innym.
Pierwszy różowy, drugi szary

Pierwszy różowy, drugi szary

Małe dziewczynki lubią różowe kolory. Ale te starsze już niekoniecznie. Maja absolutnie na takie rozwiązania się nie godzi. Owszem, może jest w stanie zaakceptować kilka drobnych różowych dodatków, ale, jak przystało na osobę o wyrobionych wnętrzarskich gustach, raczej wybiera przedmioty w delikatnych szarościach połączonych z bielą i błękitem. Dlatego pokój niedawno przeszedł metamorfozę (z różowego) i zamienił się w królestwo świadomej wnętrzarsko ośmiolatki. Zmiany to głównie zasługa mamy: malowała, tapetowała (w planach była boazeria, ale stanęło na praktycznej tapecie imitującej drewno – nie brudzi się i ładnie wygląda), przyklejała listwy (razem z Tomkiem), dekorowała (razem z Mają, która m.in. sama kupiła sobie latarenki), układała zabawki (w praktycznych pudłach lub w wiklinowych koszykach). Mama chciała, by było przytulnie. Z uśmiechem na ustach mówi, że pokój jest taki, o jakim ona marzyła, gdy była mała. Niejedna dziewczynka pewnie też o takim śni.
Talizmany na noc i na dzień

Talizmany na noc i na dzień

Nie wiemy dokładnie, co śni się Mai, ale wiemy, że nad jej snami czuwają nie tylko dobre duchy. Łóżko stoi na środku pokoju, tak by wszystko, co ważne, było w zasięgu wzroku. Na ścianie wisi łapacz snów, tuż obok łóżka, w okrągłym akwarium pływa ukochana rybka Blou, tuż za nią stoi łoś (tata zrobił go własnoręcznie). W pobliżu są przytulanki (co noc inna), a tuż obok głowy jest uśmiechnięta poduszka, która też pewnie śni o czymś przyjemnym. Poduszkę uszyła mama (choć to pierwszy raz i choć pruła kilka razy, wygląda jak ze sklepu). Kiedyś Maja spała na materacu rozłożonym na podłodze. Przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. Mama bała się, że Maja spadnie, bo w nocy jest wiercipiętą i lubi często zmieniać pozycje. Na szczęście z tego wyrasta. Teraz fikołki na łóżku robi tylko w ciągu dnia, a gdy już się zmęczy, siada na poręczy i radośnie macha nogami.
W dobrym towarzystwie

W dobrym towarzystwie

Z góry patrzy na Maję wilk, ten, który właśnie pożarł babcię (wiemy, bo Asia rozpruwa mu brzuch i wyciąga mały rekwizyt), z boku na dziewczynkę patrzy uszaty zając (dziś wygląda nad wyraz elegancko – założył czerwoną koszulę w serduszka i muchę). Wszystkie maskotki wnikliwie przyglądają się Mai, gdy ta siada przy swoim biureczku i zaczyna malować. Mama mówi, że maluje bardzo dużo, dlatego zamierza jej w najbliższym czasie wymienić biurko na większe. By Maja miała więcej miejsca na karteczki, kredeczki, książeczki z malowankami. W jej pokoju nie zabrakło akcentu kobiecego – w końcu jest kobietą, podpowiada mama – na ścianie obok lustra wiszą torebki. Dziewczynka bardzo lubi się stroić. Asia z kolei bardzo lubi ten pokój, jest dumna, bo wiele zrobiła sama. Są małe mankamenty, do których szczerze się przyznaje, ale przecież nie musimy o nich rozmawiać.
Czasem mi się chce, a czasem nie

Czasem mi się chce, a czasem nie

Od kilku dni jest leniwiec, wcześniej było tylko serduszko, od czasu do czasu pojawia się długie zdanie lub całkiem krótkie. Zawsze trafione w dziesiątkę i zawsze dobrze oddające sytuację. W każdym razie gdy Mateusz wraca ze szkoły, zerka na mamę z uśmiechem (mamo, zobacz, to jest idealnie o mnie). Przecież nikt nie zna go tak dobrze jak ona. Mama ma ułatwione zadanie: rysunki i napisy na ścianie może robić tyle razy, ile tylko ma ochotę, bo ściana jest tablicowa, idealna na rodzinne złote myśli. Pozostałe ściany są szare, wcześniej miały żółty kolor, ale kompletnie się nie sprawdziły, bo ciągle były brudne, pokój dziesięciolatka to przecież nadal jeszcze plac zabaw, na którym dzieje się wiele. Pokój przerabiany był już kilkakrotnie zanim mama znalazła idealne ustawienie. I wcale nie przeszkadza, że biurko jest pod ścianą, a łóżko pod oknem.
Dwie pieczenie przy jednym ogniu

Dwie pieczenie przy jednym ogniu

Nie wiemy, czy rybka była zapakowana w kolorowy papier (raczej nie). Mogła być przewiązana czerwoną kokardką (raczej tak). Na pewno była prezentem bożonarodzeniowym. Wymarzona i wytęskniona wreszcie trafiła na szary regał pod okrągłe okno. Dostała imię Kiler (bo jest bojownikiem). Teraz co dzień rano dostaje porcję jedzenia, bo Mateusz wie, jak dbać o swojego małego pupila. Okno z kolei to prezent, który dała sobie mama, zawsze chciała takie mieć, więc zrobiła, choć nie było go w planie domu. To, że się nie otwiera, a w związku z tym myje od zewnątrz, to mały pryszcz (na szczęście jej mąż nie ma lęku wysokości). W pokoju jest wiele maskotek, część zrobiona na zamówienie, np. Pinokio, część własnoręcznie przez Maję i Mateusza (oboje chodzą na zajęcia plastyczne ). Mama cieszy się podwójnie: dzieci dzięki zajęciom wyrabiają sobie gust (koniec z chińską tandetą) i wreszcie nie mają czasu na gry komputerowe.
Łazienkowe dylematy

Łazienkowe dylematy

Pośpiech jest złym doradcą, wie o tym każdy, kto w ekspresowym tempie musiał podejmować ważne wnętrzarskie decyzje. Asia nie może pluć sobie w brodę, bo zrobiła, co mogła. Wie, że teraz większość rzeczy w łazience zarobiłaby inaczej. Po pierwsze, zrezygnowałaby z jasnej podłogi, bo jest niepraktyczna i się nie sprawdza, wolałaby coś imitującego drewno. Po drugie, wybrałaby jasne kaflowe płytki na ścianę. Po trzecie, zrobiłaby drewniane szafki, dzięki którym byłoby cieplej. I ostatnia rzecz – nowy patent, który jej się bardzo podoba – drabina oparta o ścianę (tym razem jeszcze nic straconego). Asia urządzając łazienkę nie miała za dużo czasu na zastanowienie, miała za to problem, bo zabrakło jej fachowej pomocy. Naszym zdaniem i tak poradziła sobie z tym zadaniem rewelacyjnie.
Spełnione marzenia mają różną formę

Spełnione marzenia mają różną formę

Asia otwiera na oścież drzwi do łazienki i z uśmiechem na ustach mówi, że zawsze chciała mieć wannę. To, że wanna jest miniaturowa i wisi na ścianie nie ma żadnego znaczenia. Idealnie wkomponowuje się w stylistykę tego pomieszczenia – na jasnym tle, obok kolorowych ręczników wygląda jak znalazł. Asia należy do tego nielicznego grona osób, które w łazience mają okno, a wraz z nim naturalne światło. Co prawda okno zrobione jest z luksferów, bo sąsiedzi są za blisko, ale to nie zmienia istoty rzeczy: łazienka jest jasna, a dzięki temu wydaje się większa. Może też po części dlatego, że ciemne płytki są tylko na ścianie z prysznicem i umywalkami. Są dwie, bo dzieci ma przecież dwoje, a w takich okolicznościach łatwiej wspólnie umyć zęby. Nawet w małej łazience.