Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Dyskretny urok Kasi


Dyskretny urok Kasi

Mieszkanie w bloku ma swoje atuty

Mama sześcioletniej Michasi i dziewiętnastoletniej Marceliny (na zdjęciu wyżej). Żona Adama. Z uwagi na chorobę młodszej pociechy, nieprzespaną noc i stres, nie chce pokazywać się na zdjęciach. Pokazuje za to swoje dwupokojowe mieszkanie i mimo niesprzyjających okoliczności – Michasia ma gorączkę i od rana leży chora – próbuje jak najwięcej opowiedzieć o sobie (lubi zmiany, sezonowe dekoracje, porządek, neutralne kolory), o swoich córkach (zdolne, aktywne, oczytane), o mężu (kucharz z zamiłowania, pasjonat ogrodnictwa). Mieszkają z dala od centrum, tuż obok lasu (mają gdzie chodzić na spacery). W każdą sobotę obowiązkowo odwiedza swoją babcię.
Małżeńska gra

Małżeńska gra

Układanie, ustawianie, łączenie, wybieranie kolorów, uchwytów, rozmiarów. Dopasowywanie i porównywanie. Słowem dobra zabawa. Kasia miło wspomina chwile, gdy z mężem siadali do komputera, by samodzielnie zrobić projekt kuchni. Sprawa tylko pozornie wygląda na skomplikowaną. Program jest jasny i klarowny, a polecenia wykonuje się tak, jak zadania w grze planszowej – teraz dobierz fronty. I dobierali, krok po kroku. Aż stworzyli kuchnię marzeń. Kasia mówi, że mąż ją od czasu do czasu trochę temperował (on ma bardziej techniczne spojrzenie, najpierw zmierzy, potem działa), bo jej wizje odbiegały od tego, co da się realnie wykonać. Jeśli masz kuchenkę gazową, okap musi być na odpowiedniej wysokości, a Kasia chciała niżej – by było równo z szafkami. Oczywiście szafki mogła powiesić 20 cm ponad to, co jest, ale nie należy do bardzo wysokich osób, a jej zależało, by było praktycznie. Projektując trafiali na trudne zadania, jak to w najlepszej grze bywa, ale poradzili sobie bez problemu. Do mety oboje doszli zadowoleni.
Salonowe atrybuty

Salonowe atrybuty

Mieszkania mają swoje centrum w różnych miejscach. Czasami w salonie, innym razem w sypialni, jeszcze innym w kuchni czy łazience. Bo przecież mamy swoje hobby, na swój sobie właściwy sposób spędzamy czas. A u Kasi i Adama? Sprawa jest prosta. Gdy Michalina się urodziła, dostała część pokoju rodziców (różnica wieku między Michasią a Marcelą, była na tyle duża, że nie było sensu robić im wspólnego pokoju). Automatycznie centrum przeniosło się bardziej na wschód (a może jednak na zachód). W każdym razie z salonu do kuchni. Do dziś tu spędzają najwięcej czasu. Nawet jak przychodzą znajomi, to częściej siedzą w kuchni niż w pokoju. Dlatego Kasi zależało, by sprzęty były zabudowane i jak najmniej rzeczy leżało na wierzchu. Chciała, by siedząc w kuchni, miało się wrażenie, że jest się w pokoju. Namiastkę salonu miał dać im też telewizor (koniecznie). Kasia ogląda dużo programów o urządzaniu (bo przecież warto podpatrywać i inspirować się tym, jak mieszkają inni). Co ją ostatnio zdziwiło? Puste ramki, zrobione z listew do wykończeń sufitów, naklejone na ścianie – wyglądały ciekawie. Może takie zrobi niebawem u siebie.
Dobry umiar

Dobry umiar

Dekoracje kupione w sklepie pachną świeżością, ładnie wyglądają, dobrze komponują się z innymi przedmiotami, ale od czasu do czasu, warto postawić na coś, co niekoniecznie jest nowe. Kasia wie, że swoich młynków nie zamieniłaby na nic innego. Jeden od jednej babci, drugi od drugiej. Stare rzeczy lubi, ale nie wtedy, gdy jest ich nadmierna ilość. Czasami ważne są też wspomnienia oraz ciąg uruchamianych obrazów: podwórko, swoboda, radość z dziecięcych zabaw, dom ukochanej babci Józefy. W tych wspomnieniach ma 9-10 lat (długie włosy z kokardkami na końcu), beztroski uśmiech (pozostał do dziś) i chęć penetrowania świata (też została). Nie wiemy, jak często siedząc przy stole Kasia wraca pamięcią do dzieciństwa, ale wiemy, że dzięki młynkom ma ułatwione zadanie.
Tekstylia zawsze w tym samym kolorze

Tekstylia zawsze w tym samym kolorze

Są wybory, których się trochę żałuje. Są decyzje, co do których, ma się po pewnym czasie wątpliwości. Niby nic takiego – ot pytanie, wanna czy prysznic. Kasia mówi prysznic, Adam wybiera wannę. Teraz Kasia wie, że gdyby inaczej rozlokowali sprzęty w łazience, mogłaby wieczorami poleżeć w ciepłej wodzie (zostaje jej  miękki pled i wygodna kanapa w salonie). I oboje byliby zadowoleni. Oczywiście cieszy się z tego, co ma (i jest dumna z męża, który potrafi pójść na kompromis). Chciała, by podłoga była imitacją drewna (jest). Zależało jej na wygodnych dodatkach – prysznicu z deszczownicą, baterii z regulacją (jest). Kosz na bieliznę miał być schowany (nie widać, póki nie pokaże). Jak najmniej rzeczy na wierzchu, by nie było bałaganu i kolory się nie mieszały (nie mieszają się). Częściowo zrezygnowała z płytek – są tam, gdzie to konieczne. Wybrała neutralne barwy, by swobodnie łączyć dodatki. A odcień ręczników zawsze dobiera do koloru pozostałych tekstyliów.
Pokój dzielony na dwa

Pokój dzielony na dwa

Ich mieszkanie może nie jest największe, ale tak je zorganizowali, by każdy miał swój kąt (a nawet dwa). Michasia w pokoju rodziców tuż za specjalnie przygotowaną ścianką i w pokoju Marceliny, gdy ta wyjeżdża do szkoły (chyba że dziewczynka jest chora, wtedy zajmuje sofę rodziców). Rodzice mają kącik z kanapą i kuchnię. Marcelina jest szczęśliwą posiadaczką swojego pokoju, który jak wiadomo kątów ma cztery. Czasami marzy im się większe mieszkanie (na razie nie kupią, bo nie lubią się zapożyczać). Ale takie w granicach rozsądku – maksymalnie do stu metrów. Dlaczego? Kasia przyznaje, że ma jeden nieznośny nawyk – sprzątanie. Co tydzień pucuje bardzo dokładnie całe mieszkanie, niemal tak jak inni od święta. W piątek zaczyna, w sobotę kończy. Śmieje się z tego, nazywa to straszną chorobą (wie, że nie zaraża). Coś takiego w człowieku siedzi, podsumowuje krótko. A co robi, gdy już posprząta? Siada, pije kawę, relaksuje się po dobrze wykonanej pracy (tej zawodowej i tej w domu). Odpoczywa. Bo od tego przecież jest mieszkanie.
Motyle niebiańsko niebieskie

Motyle niebiańsko niebieskie

Siostry, choć w różnym wieku, oprócz więzów krwi (i przyjaźni), łączy coś jeszcze. Pasja. Młodsza Michasia usypia w swoim kąciku patrząc na ścinkę (dobudował własnoręcznie tato) pełną niebieskich  i żółtych motyli (naklejała własnoręcznie mama). Starsza Marcelina też uwielbia motyle. To jej hobby. Najpierw spacer, potem preparat z kwasu octowego i etanolu. Przygotowanie takiego roztworu to nie problem (tym bardziej dla kogoś na profilu biologiczno-chemicznym). Okazy łapie w siatkę,  a potem preparuje. Kolekcji mógłby pozazdrościć nie jeden entomolog: cytrynek i bielinek, paź królowej, paź admirał, rusałka pawik. I ten ulubiony niebieski. Na Pomorzu jest bardzo mało motyli – wszystkie, które można spotkać, Marcelina już ma. Marzy jej się jeszcze jedno: chciałaby spreparować ptaka, ale musiałaby znaleźć martwego, bo nie można zabijać. Po pierwsze, prawo tego zabrania. Po drugie, jaj własne zasady. Choć interesuje ją zwierzęce ciało od środka, wie, że na medycynie, która jest jej ogromnym marzeniem nie wybierze chirurgii.
Dodatki w neutralnych kolorach

Dodatki w neutralnych kolorach

Dziewczyny wiedziały, co dać mamie na prezent (rocznica była okrągła, pudełko kwadratowe). A w środku trzy małe białe aniołki. Kasia zbiera od dawna. Bardzo lubi delikatne, subtelne dodatki. Zegar to też prezent – tym razem od żony kuzyna, urodzonej dekoratorki, która ma zmysł do odnawiania starych rzeczy. Rocznicy nie było, pudełka też nie, ale za to poryw serca. Kasia pojechała w odwiedziny, zachwyciła się przemalowanym zegarem i ku zaskoczeniu dostała podobny (wcześniejszy eksperyment – tak to w skrócie określa Adam). Ona, choć nie ma ręki do prac manualnych (tak mówi), ma oko do dobrze skomponowanych dodatków (jak widać). Dekoracje zmienia często, w zależności od okazji: inne na święta, inne na karnawał. Choć posiłkuje się dodatkami kupionymi w sklepach, z każdego spaceru przyniesie coś drobnego. Bo nigdy nie wiadomo, do czego przyda się jarzębina lub kawałek mchu.
Mój jest ten kawałek podłogi

Mój jest ten kawałek podłogi

Każdy potrzebuje miejsca i przestrzeni. Wie o tym Marcelina, która na co dzień dzieli pokój z czterema koleżankami. Mieszka w internacie, kilkadziesiąt kilometrów od rodziny. Gdy wraca na weekendy, marzy jej się własny pokój, zamknięte szczelnie drzwi i trochę intymności. By posłuchać ulubionej muzyki, pomyśleć o tym, czego chce (jaka czeka ją przyszłość po medycynie), pomarzyć (o lipcowym koncertach Kasabian), pouczyć się (biologii i chemii), odpocząć (od codzienności). Na co dzień jej pokój przejmuje Michasia. Na podłodze pod oknem ma miejsce na swoje zabawki. Może, gdy bawi się ulubionymi konikami opowiada o osiągnięciach siostry – zwycięstwach na zawodach pływackich (niejednych), o niesamowitym harcie ducha (pobudka o czwartej rano przez całe gimnazjum) lub o odwadze (przepłynięciu całego jeziora). Może im wtedy mówi: koniku, zobacz, ile medali ma Marcelka, koniku, wstaniesz jutro tak wcześnie jak ona? koniku, przepłyniesz z nią razem jezioro? Gdyby nie to, że Michasia jest przeziębiona, pewnie dokładnie poznalibyśmy jej konikowe opowieści.
Czy może być jeszcze tak jak kiedyś

Czy może być jeszcze tak jak kiedyś

Ten z altanką. Marcela staje naprzeciw drzwi i zdecydowanym ruchem pokazuje swój ulubiony wydruk. Na kartce formatu A4 różne czarno-białe fotografie. Stare kamienice, ulice pełne wysokich drzew, nadjeżdżający pociąg, wysoka spiczasta wieża. I ten ulubiony: park, oczko wodne, z kaczkami i łabędziami, schody, które prowadzą nie wiadomo dokąd. Lębork sprzed wojny. Miasto niby to samo, a jednak zupełnie inne. Został staw, dziś zapuszczony i niechętnie odwiedzany przez mieszkańców (tym bardziej turystów). Zostało kilka drzew, ale po starej świetności raczej ruina. I żal, że kiedyś było tak ładnie. Marcela odkąd wyjechała z domu, wraca tu z utęsknieniem. Docenia i wynajduje atuty. Ciągnie ją, nawet sama nie wie dlaczego. Bo dom, bo rodzina, bo ciepły kąt, bo tu czuje, że jest u siebie. Wydruki przykleiła, bo zdarza jej się siedzieć do późna, a rodzice nie lubią, gdy świeci się światło. Na wszystko jest przecież sposób.
Siła przyzwyczajenia

Siła przyzwyczajenia

Rodzice Kasi mieszkali w bloku, dlatego ona, gdy przyszło podejmować własne mieszkaniowe decyzje, zrobiła podobnie. Kupiła mieszkanie od dewelopera, z pierwszej ręki, by móc urządzić po swojemu. Adamowi bardziej chodziła po głowie budowa domu na wsi (i chodzi do tej pory). Postanowili jednak, że do tematu wrócą później. Teraz, gdy dzieci mają szkołę i dodatkowe zajęcia, trudno by im było to wszystko pogodzić. Jest jeszcze jeden argument: lubią jeździć. Wyjść spontanicznie, zamknąć drwi i o nic się nie martwić. A nad takim domem zawsze ktoś musi czuwać. Kasia przyznaje, że ciągnie ją na wieś, doskonale pamięta wakacje u babci, zapachy, wrażenia. Ale dopóki dziewczyny się uczą to będą tu mieszkać, a na wieś wyjadą na starość (Adam mówi, że szybciej). Jedno jest pewne – bez względu na to, gdzie zamieszkają będą czuć się dobrze. Oni, dziewczyny i nawet Zuzia, najukochańsza przytulanka Michasi.