Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Z pomysłem u Kasi i Pawła


Z pomysłem u Kasi i Pawła

Jak mieszkają młodzi architekci...

W lipcu przeprowadzili się z Sopotu do Gdańska, a pochodzą z Elbląga. Choć ich rodziców dzieli od siebie pięć minut drogi, poznali się dopiero na studiach w Gdańsku (oboje po Politechnice Gdańskiej), przypadkiem. Nie przypadkiem są ze sobą siedem lat. Urządzają wspólnie – Paweł bardziej technicznie (w końcu jest architektem), Kasia skupia się na detalach (studiowała inżynierię materiałową, teraz pracuje w branży energetycznej). Paweł mówi, że to mieszkanie to głównie zasługa Kasi, bez niej by tego nie było. Mają kota Leona (z pyszczka i ogona trochę podobny do rysia). Podają herbatę jaśminową przywiezioną z Wietnamu. Kawy piją mało.
Styl kamienicy

Styl kamienicy

O mieszkaniu opowiadają wspólnie, na przemian. Jedno zaczyna, drugie dopowiada, uzupełniając informacje. Często przyznają sobie rację. Dopytują się wzajemnie. Działają jak dobrze zgrany mechanizm. W mieszkaniu też widać zgranie – wszystko do siebie pasuje. Może nie ma się czemu dziwić: to jak tu urządzą, mieli dokładnie przemyślane. Zaczęli od projektu (Paweł inaczej nie działa). Zresztą, co tu kryć, do każdego obejrzanego mieszkania robili projekt (taki szybki), sprawdzali, czy uda im się ustawić te meble, które już mają, zaaranżować tak, jak chcą. Tłumaczą, że to przecież duży zakup. Od dawna znali swoje wnętrzarskie priorytety – drewno i kolor biały. Najpierw szukali czegoś w kamiennicy: przechodnie pokoje, wysokie pomieszczenia, szerokie drewniane drzwi. Kupili w bloku, ale by zachować wymarzony styl, zostawili otwartą przestrzeń. Zrobili drewniane podłogi, które Paweł sam ułożył (oboje są z tego dumni). Wybrali mozaikę (od producenta jest dużo taniej niż w sklepie), której nie fugowali, by nie stracić rysunku drewna (zrobiłby się panel i plastik, a tego nie chcą). Teraz mają podział strefowy, przejściowy pokój i plan na sypialnię.
Spójność nie tylko w detalach

Spójność nie tylko w detalach

Ze sklepu przyjechali po południu i myśleli, że do wieczora im się uda. Nie udało. Zmontować kuchnię, choć instrukcje są szczegółowe, wcale nie jest tak łatwo. Większość robili przecież sami, wycinali (by zmieścił się komin), przykręcali (piekarnik jest nad zmywarką, choć sprzedawcy łapali się za głowy i za wszelką cenę próbowali odwrócić ich od takiego pomysłu, tym bardziej że nawet w programie do projektowania nie dało się tego tak ustawić), olejowali blat (ale zrobił się lekko czerwony), szlifowali (bo blat nadal był lekko czerwony), olejowali ponownie (bo nie chcą czerwonego). Teraz trochę żałują, że nie zostawili surowego drewna, bo bardzo im się taki podoba, ale w kuchni się przecież nie sprawdzi. Montaż trwał tydzień. I tak najgorsze było już za nimi. Na początku kuchnia była półzamknięta, ale wyrzucili ściankę, a kawałek, który został musieli zwęzić, by zmieścić meble (ścianka miała 10 cm, a zostało 4,5). Na wszystko na szczęście jest rozwiązanie (Paweł sceptycznie podpowiada, że nie, bo np. nie udało się zrobić ogrzewania podłogowego, parkiet jest niżej niż płytki, może gdyby się uparł, skuł podłogę, zrobił cieńszą wylewkę). I tak są zadowoleni.
Dobre w praktyce

Dobre w praktyce

Zlew kupili za śmieszne pieniądze. Kran (rewelacyjny) zamówili w Niemczech. Jednym głosem mówią, że to najbardziej praktyczna rzecz w ich mieszkaniu. Jednocześnie, i też jednym głosem, powtarzają, że to najbardziej niepraktyczne, co mają. Jak to możliwe? Kran można wyginać, łamać, zakrzywiać w każdą stronę, ale nie można regulować siły strumienia ciepłej wody. Za praktyczne uważają też sprzęty ustawione w jednym ciągu, dzięki temu wszystko mają pod ręką, na jednej wysokości. To ergonomia wyniesiona ze szkoły, tłumaczy Paweł. Wie, że gorącą brytfankę z kurczakiem mogą zdjąć bezpośrednio na blat i to jest bardzo wygodne. Są praktyczni, ale nie do przesady, poza tym nie robią problemów z tego, nad czym da się zapanować. Biała ściana z cegieł? Owszem, jest niepraktyczna (przyznają), opryska się, ale wezmą farbę i pomalują. Dużo też zależy od sposobu gotowania. Kasia gotuje czysto, wszystko od razu myje, inaczej niż Paweł. Najbardziej lubi kuchnię azjatycką. Ma swoją popisową potrawę – kurczaka po tajsku z curry z mleczkiem kokosowym. Paweł mówi, że wychodzi świetnie, ale od czasu do czasu z przyjemnością zje też tradycyjnego schabowego, w oleju.
Na styku dwóch kultur

Na styku dwóch kultur

Między strefą kuchenną a jadalnią stoi niewielki sekretarzyk. Podobno jest z Azji, ale kto to sprawdzi i jak? Oni sprawdzili, czy się lekko otwiera (jedną ręką) i czy pasuje do reszty. Będzie na przyprawy, na razie jeszcze go nie używali, bo stoi u nich od niedawna. Wiedzą, że na pewno się przyda. Nie potrzebowali w tym miejscu dużego stołu, bo mają na taki wydzielone specjalne miejsce: tuż przy oknie jest praktycznie i jasno do jedzenia. Krzesła (choć bardzo wygodnie, nie do końca się sprawdzają, bo białe) i stół mają już długo (kupili, gdy wzięli ślub, bo nie mieli wspólnych mebli). Teraz potwierdzają, że kącik jadalny to najważniejsze miejsce ich mieszkania: tu siedzą, jedzą, rozmawiają i obserwują przechodniów (a przechodnie ich, bo na wysokości okna jest chodnik). Nie lubią się zasłaniać, nie przeszkadza im to, że inni ich obserwują. A poza tym i tak się już do tego przyzwyczaili. Kasi podoba się to, że jak siedzi przy stole,to widzi trawę, to niemal tak jakby trawa była w domu (a dom w trawie).
Modelowe światło

Modelowe światło

Wieszaki z pralni mogą mieć różnorodne zastosowanie. Paweł o tym wie od dawna, my już też. Ale od początku… Nie da się w ich mieszkaniu nie rozmawiać o lampach. Oboje przywiązują dużą wagę do tego, jak oświetlony jest najmniejszy kąt. Dbają o to, by w każdym niezbędnym miejscu był odpowiedni żyrandol: w kuchni (jedna z lamp lada moment będzie pełniła funkcję okapu), nad łóżkiem (podpatrzona w Internecie inspiracja IKEA), obok TV (Paweł sam pomalował na czarno, a uchwyt – dwa razy droższy niż cała reszta – wziął od lampy kosmetycznej), nad stołem. Ten ostatni to wyjątkowe dzieło sztuki. Robota Pawła, choć sam pewnie by o tym nie wspomniał, wydany przez Kasię, opowiada ze szczegółami: mosiężne rurki kupił w zwykłym sklepie, pociął na cztery (każda ma 25 cm), do łączenia użył zwykłych metalowych wieszaków z pralni. Można powiedzieć lampa modelowa, prototyp w pełnym wydaniu, żartuje sam z siebie. Z wakacji w Wietnamie chcieli przywieźć przemysłowy reflektor, emaliowany, duży, ale trudny do przetransportowania. Może następnym razem im się uda? Mają swój odpowiednik – dostali od Pawła rodziców, pod choinkę. Też im się podoba.
Ważne idealne proporcje

Ważne idealne proporcje

Jeden do jednego, jeden do dwóch, do trzech… doszli do pięciu. Dopiero w takich proporcjach uzyskali odpowiedni naturalny efekt. Próbowali do skutku, na wiele sposobów, aż doszli do upragnionego koloru, bo wiedzieli, co chcą osiągnąć. Witrynę Paweł odnawiał dwa tygodnie, zakurzył całe mieszkanie, ale wie, że było warto. Preparaty kupili w IKEA: jeden bielący, drugi bezbarwny i na blacie próbowali uzyskać właściwe proporcje. Witrynę mają z Wrzeszcza. Podobno przedwojenna, kupili ją, gdy już tu mieszkali, za śmieszne pieniądze (100 zł). Ktoś ją nisko wycenił może dlatego, że była polakierowana, błyszcząca i w kolorze czerwonej wiśni (to zdecydowanie nie ich odcienie). Teraz mają już gdzie postawić ślubny serwis w kwiatki, ten od znajomych (tak mówi Kasia, ale Paweł od razu poprawia „od przyjaciół”) i pojedyncze filiżanki, kupione na jarmarku dominikańskim, i ten rowerek od Pawła siostry, na który nigdy nie mogli znaleźć odpowiedniego miejsca.
W to mi graj

W to mi graj

Jak spędzają czas? Zastanawiają się wspólnie, na głos, zadają sobie pytanie, tak jakby znali się od niedawna. I dobrze, bo dzięki temu my wiemy, że Kasia lubi leniuchować w domu (gdy się dużo i ciężko pracuje, wreszcie można to docenić), a Paweł, odkąd się tu wprowadzili całą energię wkłada w urządzanie. Kasia podróżuje, Paweł też, ale jak mówi, jeździ głównie za Kasią. Wspólnie spotykają się ze znajomymi, goszczą ich u siebie (balkon może się czasami przydać, szczególnie latem), słuchają muzyki. Mają na czym, bo pasją Pawła są gramofony: wyszukuje stare modele i naprawia. Ten, który stoi w salonie nie należy do typowych. Kasia zdradza, że w środku jest piasek przyniesiony przez Pawła z plaży. Po co? Paweł nam szybko wyjaśnia, że to ma za zadanie absorbować drgania, dźwięk jest bardziej stabilny. Mają kilka ulubionych winyli: Pink Floydów, Nicka Cave’a, The Police, The Doors, Red Hot Chili Peppers. Kasia uwielbia Sade (Paweł zresztą też). Gramofon jest drewniany – nic dziwnego, przecież to ich ulubiony materiał. Drewniany mają w salonie też mały stolik. To świerkowy pieniek przywieziony z wesela znajomych. Impreza była w lesie pod wiatą, na środku której był kominek i stos opału. Zapytali właściciela, czy mogą wziąć jeden kawałek. Rodzice przyjeżdżają, proponują własny stolik (nie chcecie naszego, nam zagraca?). Nie chcą. Wolą tak, jak jest.
Zrobione na szaro

Zrobione na szaro

O gustach się nie dyskutuje, wie o tym montażysta drzwi, ale jego zdziwienie było na tyle duże, że musiał zapytać: i o tę ścianę z cegły, i o ten szary kolor, i o to, czy im się to w ogóle podoba. Wiadomo, jakby im się nie podobało, zrobiliby inaczej. Wszystko dokładnie zaplanowali: ściana jest kontynuacją tej z kuchni (cegłę sami układali, myśleli, że to szybka sprawa, teraz przyznają – makabryczne zajęcie). Płytki na ścianie i podłodze (te same) miały imitować prawdziwy kamień, a szafki – drewno (fronty były zielone, dlatego naklejali fornir). Całą drewnianą zabudowę robił Paweł (Kasia dokładnie tłumaczy, zastrzegając, że w podobny sposób pracują profesjonalni stolarze). Choć lampy nad wanną wiszą zgodnie z tym, co było w projekcie, ktoś może zarzucić, że to niepraktyczne. Owszem, powinny być wyżej i mieć właściwą klasę ochroną (znaczy to tyle, że jak się chlapnie na nie wodą, to nie dojdzie do wypadku). Ale takie jeszcze nie są. Paweł, wchodząc do wanny, może o nie zaczepić głową, może, ale tego nie robi. Poza tym jak się kąpią, to ich nie zapalają. I wcale im to nie przeszkadza. Paweł wyjaśnia, że Kasia chciała takie lampy (potwierdza kiwając głową), więc takie zrobili. I kropka.
Szukaj wiatru w polu

Szukaj wiatru w polu

Na pierwszy rzut oka wygląda zwyczajnie. Ot, kawałek drewna, może podnóżek, może stolik (trochę mały), zwykły kawałek drewna, który nie wiadomo jakie ma zastosowanie. Na drugi rzut oka widać już, że ma zastosowanie praktycznie – wystający papier świadczy wyraźnie o tym, że to nic innego, jak najzwyklejszy pojemnik na papier toaletowy. Skąd go mają? Z wiaty od znajomych? Tym razem przywieźli z Bangkoku (podobnie jak skórę, która leży w salonie). Kupili na Chatuchak, największym targu Tajlandii. Przyznają, że to niezbyt udany zakup. Owszem oryginalny, pasuje do wnętrza (chociaż mieli obawy), ale ciężko z tego korzystać – rolkę trzeba trochę zużyć, bo cała nie wchodzi. Na szczęście mają dystans do rzeczy, bo śmieją się oboje z tego, co im nie wyszło. Nad umywalką brakuje jeszcze lampy, ta która wisi jest prowizoryczna (z rury od syfonu), chcą taką chromowaną, trochę marynistyczną, to znaczy Kasia chce, bo Paweł woli piwniczną z mosiężną kratką. Na pewno dojdą do porozumienia.
Części ruchome i stałe

Części ruchome i stałe

Z daleka wygląda jak tapeta, kawałek przyklejonego papieru lub materiału. Gdy się podejdzie bliżej widać od razu, że to najprawdziwsze w świecie drewno. Tu słoje, tam pęknięcie, jaśniejszy i ciemniejszy odcień, nieregularne linie (lub wręcz przeciwnie – bardzo regularne), ślady po sękach. Ale ani śladu własnoręcznego wykonania. A wszystko robił Paweł. Drewniany panel można lekko przesuwać, a reszta – ściana pomalowana farbą kredową – jest nieruchoma. Zależało im na tym, by garderoba nie odbiegała stylem od całej reszty w mieszkaniu, tylko harmonijnie wtapiała się w całość. Udało się, ale pracy jak zwykle trochę mieli. Zaczęli od dostawienia ścianki – wcześniej w tym miejscu był dość szeroki holl – bo chcieli wydzielić miejsce na garderobę, pralkę i kuwetę Leona (ma zrobione małe drzwiczki na dole, których ni w ząb nie umie sobie otworzyć łapką). Są zadowoleni z takiego rozwiązania, chociaż przyznają, że trochę brakuje im miejsca, gdy przychodzi… żegnać gości.
Plan już jest

Plan już jest

Kasia kładzie na stole parę wydruków. Na kolorowych zdjęciach wygląda to dobrze, w rzeczywistości może być tylko lepiej. Już mają wybranych kilka modeli: chcą odgrodzić sypialnię, ale nie zwykłą ścianą (taka już była, zburzyli). Marzą im się duże szklane drzwi. Na pewno z białą kratką albo drewnianą, albo stalową. Trochę jak we francuskiej kamienicy (nie udało się kupić takiego mieszkania, to przynajmniej sobie zrobią namiastkę). Drzwi będą wyzwaniem, bo mają być szerokie (3,20), a muszą być lekkie, inaczej nie będzie efektu. Wszyscy się dziwią, że zdecydowali się na szkło, tym bardziej do sypialni, ale przecież nie muszą się zasłaniać przed sobą. Nie mają nic do ukrycia. Teraz czekają na łóżko – będzie za dwa tygodnie. To prezent od rodziców, którzy czekają na wnuka. A materac (mają gruby, wygodny, bo uwielbiają spać, w soboty nie wstają przed południem) podobnie jak kanapę i szafę – przywieźli na dachu hondy civic. To prawie jak w reklamie.
Pozytywne odcienie

Pozytywne odcienie

W całym mieszkaniu dominuje kolor biały na przemian z szarym. Czasami przełamują go kolorem czarnym lub naturalnym drewnem. Część, którą zaaranżowali na sypialnię, nie odbiega od ogólnego założenia: jest delikatnie, szaro-biało, klarownie, czysto, przejrzyście. Przecież to w tym miejscu odpoczywają, regenerują siły i nabierają energii. Lubią subtelne wnętrza być może dlatego, że sami trochę tacy są. Nie robią planów, nie mają postanowień noworocznych, żyją z dnia na dzień (nawet jak jadą na wakacje, bilet kupują w ostatnim momencie), mebli szukają w Internecie (często znajdują takie za grosze), ale nie gromadzą ich zbyt wiele, bo uważają, że nie warto zaśmiecać mieszkania. Cieszą się z drobnostek. Są zgodni, nie tylko dlatego, że mają podobny gust. Być może po prostu umieli dobrze wybrać, nie tylko rzeczy, ale przede wszystkim siebie.
Magnituda, czyli stały wzrost?

Magnituda, czyli stały wzrost?

Dobrze im się tu mieszka, choć Kasia na początku nie mogła się przyzwyczaić, bo w Sopocie mieli trzy minuty do morza, mieszkali blisko centrum, tutaj do morza nie jest daleko, ale trzeba podjechać. Jest dużo plusów: cicho, spokojnie, sami młodzi, otwarte osiedle. Mieszkanie ma nietypowe ułożenie – na skarpie, z jednej strony parter, z drugiej piętro. Z czegoś rezygnowali? Na pewno, mówi Paweł, ale Kasia nie może sobie przypomnieć nic konkretnego. Śmiało można powiedzieć, że to mieszkanie ich marzeń. Z tym że Paweł prosi, by podkreślić, że na ten moment, bo mają nadzieję, że nie jest to ich ostatnie lokum. Kiedyś zamieszkają w kamienicy, na stu pięćdziesięciu metrach. Kasia mówi, że w Sopocie, ale Paweł proponuje Oliwę, bo w Sopocie za dużo turystów i nawet nie ma gdzie zaparkować. A kot? Kot ma swoje miejsce w garderobie, ale najbardziej lubi siedzieć na ich łóżku.