Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Ekologiczny świat Małgorzaty


Ekologiczny świat <strong>Małgorzaty</strong>

Urządzanie według kilku prostych reguł...

Urodziła się w Radomiu, pochodzi ze Zwolenia, dziadków ma koło Czarnolasu, tego od Kochanowskiego. Od piętnastu lat mieszka w Warszawie, od dziesięciu na Woli. Razem z mężem Dominikiem – rodowitym warszawiakiem, który zna to miejsce od dzieciństwa – córkami, trzyletnią Laurą i sześcioletnią Gabrysią, oraz psem Pchełką zajmują dwa pokoje na ostatnim piętrze niewielkiego bloku. Wcześniej mieszkali w kamienicy po babci, ale gdy pojawiły się dzieci miejsca zrobiło się za mało (mieli jeden trzydziestopięciometrowy pokój z antresolą). Małgosia urządza mieszkanie i życie według kilku uniwersalnych zasad. Jakich?
Ważne, by czuć się dobrze

Ważne, by czuć się dobrze

W tym mieszkaniu proces urządzania jeszcze trwa, ale to, co już jest, zostało zorganizowane zgodnie z kilkoma jasnymi regułami. Zasada numer jeden? Małgosia urządza intuicyjnie, instynktownie (nie mylić z impulsywnością, owszem, może kiedyś, ale już się z tego wyleczyła). Wybiera to, w czym czuje się dobrze i to, co do niej pasuje. Pewnych rzeczy nie potrafi do końca wyjaśnić. Dlaczego w kuchni ma czarno-białą podłogę, białe szafki? (lubi klimat retro, ale nie w całości, nie odwzorowuje dosłownie, jeden do jednego). Zasada numer dwa? Urządzając dbać o środowisko: wybierać sprzęty energooszczędne, z programem eko (zmywarka), z innych zrezygnować (mikrofalówka). A tych, z których na pewno nie skorzysta – nie kupować (zamrażalnik). Nie smakują jej mrożonki, lodu nie używa, a napoje pije w temperaturze pokojowej. Zasada numer trzy? Ma być praktycznie. Szafki projektowali sami, ale w sklepie skorzystali z porad ekspertki – np. szufladę na sztućce zrobili jedną długą zamiast dwóch wąskich (to się sprawdza), a wolną przestrzeń nad lodówką wykorzystali na dodatkową szafkę. To idealne miejsce na lekarstwa. Jest wysoko więc nie ma ryzyka, że dziewczynki same sięgną po medykamenty.
Naturalna słodycz

Naturalna słodycz

W kuchni dominuje szaro-biała kolorystyka. Jest nowocześnie, ale za razem klasycznie. Dodatki Małgosia wybiera różne: czarne, białe, z przezroczystego szkła, najczęściej jednak stawia na kolor (bazę ma zawsze neutralną). Stąd kolorowy obraz nad stołem. Nie jest nim do końca zachwycona, ale długo nie mogła znaleźć nic interesującego. Wahała się, czy kupić, bo w dodatku obraz nie miał ramy, a bardzo jej na tym zależało. Na szczęście Dominik poradził sobie z problemem – własnoręcznie domalował obramowanie, idealnie pasujące do wystroju tego pomieszczenia.
Małgosia wiele czasu spędza w kuchni. Dużo i  zdrowo gotuje. Jest fanką gotowania według kuchni pięciu przemian i miłośniczką naturalnego jedzenia. Uważa, że zrobione własnoręcznie lepiej smakuje od gotowe ze sklepu, dlatego wiele przyrządza od podstaw: dżemy (nawet przez kilka dni), chleb pszenno-żytni na zakwasie (dwa-trzy razy w tygodniu). Ma jeden sprawdzony przepis na makaron. Nie używa wspomagaczy smaku, konserwantów, nie kupuje białego cukru, je dużo miodu, urozmaica. Nie wyrzuca jedzenia, bo nie marnuje tego, co daje natura (to kolejna zasada Małgosi). Z tego, co zostanie na obiad, zrobi sałatkę na kolację. Gotuje sezonowo, dzięki temu czeka na czerwcowe truskawki i wrześniowe jabłka (nie traci naturalnego rytmu). A ciasta zawsze piecze z dziećmi (Laurka mówi, że nie pomagała mamie… to mama pomagała jej).
Zrównoważone życie

Zrównoważone życie

Małgosia nie gromadzi niepotrzebnych przedmiotów, mówi, że nie przywiązuje się do rzeczy. Ma tylko to, co w danej chwili jest jej potrzebne albo to, co rzeczywiście ją zachwyciło, np. latarenki (ze Sztokholmu). Uważa, że nie warto chomikować, licząc na to, że kiedyś się przyda. Co robi z tym, czego już nie potrzebuje, co jej się opatrzyło, znudziło, chce wymienić na nowe? Nie wyrzuca – bo stara się być ekologiczna – i pod względem jedzenia, i pod względem życia. Dba przecież o środowisko. Jest dużo akcji, w których uczestniczy: oddaje na szmatki lub paliwo, te bardzo zniszczone na złom, odsprzedaje lub po prostu daje w prezencie. Jak ma nadwyżki, szuka kogoś, kto z zachwytem przyjmie (już wie, że nie warto robić prezentów na siłę). Małgosia zna zawartość swoich szuflad, pojemników, regałów. Na wszystko ma miejsce i wszystko też ma w konkretnym celu. Tablicę w kuchni powiesiła ze względów praktycznych. Bardzo się przydaje, bo zapisuje na niej sprawy do załatwienia. Powiesiła też trochę ze względu na męża – on jest zadaniowcem – gdy ma wypunktowane, na sto procent wykona, lubi skreślać to, co już zrobił.
Dzieci segregują śmieci!

Dzieci segregują śmieci!

Najwięcej czasu spędzają w salonie, który nocą zamienia się w sypialnię rodziców (rozkładana sofa musiała być wygodna). W ciągu dnia jest pokojem do wszystkiego: salą kinowo-komputerową (laptop trzymają w zamykanej szafce), jadalnią, czytelnią, miejscem zabaw. Dziewczynki uwielbiają tu rysować. Wiadomo, dobrze być blisko rodziców. A rysują bardzo dużo. Z tego też względu kupiono mały stoliczek. Jest idealny, bo siostry mogą usiąść naprzeciw siebie. Część prac rodzice chowają do magicznej walizeczki – na pamiątkę (stoi na regale, otworzą ją na stare lata). Oprócz rysunków trzymają w niej medale, kartki, świadectwa, wszystko, co ważne, a co może zaginąć w domowym ferworze. Część rysunków oddają na makulaturę. Bo to, że segreguje się śmieci, jest dla Gabrysi i Laurki oczywistością. Już od dawna zbierają zużyte kolorowanki, ćwiczenia, kartki z rysunkami, których nie chcą zachować. A gdy uzbierają odpowiedni stos, pakują do torby, potem z pomocą taty do samochodu. Ekologicznej przedsiębiorczości uczą się w praktyce. Pieniądze wrzucają do swoich skarbonek. Na co wydają? Może na kolejny zestaw do malowania?
Mebel z historią

Mebel z historią

Małgosia nie urządza impulsywnie, woli dłużej poczekać (np. na fotel – nowość w ofercie, idealnie pasuje do sofy) niż kupić szybko. Kiedyś wiele decyzji podejmowała pod wpływem impulsu, ale nie zawsze były trafione. Raczej nie wybiera kompletów, nie przeszkadza jej, że stół jest z innej serii niż krzesła czy stolik kawowy. Ważniejsza jest dla niej naturalność materiału. Marzą jej się starocie, ale nie chce mebli po kimś, kogo nie zna. Ważne jest dla niej, kto używał danej rzeczy, kim byli właściciele, z jakiego domu (czy to był dobry dom?). Zanim kupi, wolałaby poznać historię, albo przynajmniej wiedzieć z czym lub kim ma do czynienia. A czego nie może u niej zabraknąć? Na pewno stołu (oczywiście, gdy rozmawiamy o wyposażeniu). To wspólne miejsce, przy którym siedzą, jedzą posiłki, odrabiają lekcje, ale przede wszystkim rozmawiają. Wybór nie był duży, bo w tym salonie dobrze wyglądała i komponuje się z całością tylko wąski stół (70 cm szerokości). Na szczęście i tak się przy nim wszyscy mieszczą.
Trudna lekcja wartości

Trudna lekcja wartości

Jak wytłumaczyć dziewczynkom, że niektóre przedmioty mają wartość same w sobie? Tylko dlatego, że robiła je babcia, własnoręcznie? Że są stare, sprzed wojny? Że opowiadają historię? Że przypominają o kimś, kogo już nie ma? Jak nadać znaczenie, dodać uroku, podnieść rangę? Jaką miarą to zmierzyć? Na razie dla Laurki i Gabrysi ładne jest to, co nowe. Ich mama ma na ten temat trochę inne zdanie. Wszystkie ważne przedmioty trzyma w witrynie: za szkłem rzeczy, które darzy sentymentem, głownie pamiątki z rodzinnego domu. Rodzice raczej niewiele przechowywali, nie zbierali, nie mieli takiej tradycji. Co uratowała? Od babci: lichtarz, zastawa, zielona waza, stary talerz (ze ślubu). Od teściowej: filiżanka w różyczki, cukiernica (też ze ślubu), posrebrzane sztućce. W metalowym pudełku trzyma serwetki zrobione przez babcię (była bardzo uzdolniona: haftowała, szydełkowała, szyła, robiła na drutach). W witrynie ma też własne pamiątki: czarną torebkę z cekinami, łyżkę do ciasta (zbiera pojedyncze egzemplarze), porcelanowe filiżanki, kwiatek z Wenecji. Lubi takie rzeczy, choć nie ma ich zbyt wiele.
Nie tylko Miki ma swoje królestwo

Nie tylko Miki ma swoje królestwo

O tym, kto tu spędza najwięcej czasu dowiadujemy się od Laurki. Pokój dzieli ze swoją starszą siostrą i… całą rodziną myszek – mamą, tatą, dzidziusiami. Dziewczynka opowiada o wszystkim skrupulatnie, rzadko dopuszczając mamę do głosu. Ona przecież zna tu wszystko: z tą myszką śpi (w takim samym łóżeczku jak Gabrysia), tu pod ścianą są jej obrazki. Mama wie, że warto eksponować prace córek. Tu stoi zegar, który ją rano budzi, a tu leżą jej ulubione płyty, blisko łóżeczka, by mogła przed snem posłuchać ulubionej bajki. Widać wyraźny podział na część Laury i część Gabrysi – mimo różnicy wieku – po równo, sprawiedliwie. Pokój jest pełen kolorów, bo według rodziców tego typu bodźce dobrze oddziałują na dzieci i stymulują ich rozwój. Jedna ze ścian jest przyozdobiona tapetą w czarne groszki (by Miki czuła się dobrze?). Kropeczki na ścianie to pomysł mamy, która chciała ożywić to miejsce i dodać mu dynamizmu.
Cudo na skarby ze sklepowej witryny

Cudo na skarby ze sklepowej witryny

Prawie każda dziewczynka marzy o tym, by w swoim pokoju mieć miejsce do przechowywania. Pudła, pudełka, skrzyneczki, szkatułki, pojemniki. Im więcej, tym lepiej. Zawsze znajdzie się coś do schowania. Dlatego mama Gabrysi, wiedziała co robi. Biurko z kolorowymi szufladkami niejednemu przypadłoby do gustu, tym bardziej że szufladki są długie i pomieszczą naprawdę wiele skarbów. Co jest w środku? Nie zapytamy o to Gabrysi, bo jest w szkole. Ale wiemy, że jak wróci z chęcią usiądzie na swoim czerwonym krzesełku i pilnie zabierze się za lekcje. Biurko mama zauważyła na jednej z wystaw sklepowych – nie było na sprzedaż, ale wiele osób deklarowało chęć zakupu (Małgosia dzwoniła do upadłego). Wreszcie właściciele ulegli – sprzedali wszystkie modele, które mieli w różnych punktach handlowych. Do tej pory Małgosia zastanawia się, jak to osiągnęła. Na pewno Gabrysia ma unikatowy mebel, a mama wiele satysfakcji.
Kreatywna zabawa

Kreatywna zabawa

Nie każdy bezkarnie może rysować po ścianach. Laurce uchodzi to płazem z jednego prostego powodu – w jej pokoju kawałek ściany pomalowany jest farbą tablicową. Gdy dziewczynce znudzi się rysowanie kolorową kredą, siada przy stoliku (Gabrysia ma swoje biureczko, a Laurka swój stolik) i używa drewnianych kredek, farb, pasteli. Przybory do rysowania ma na wyciągnięcie ręki, w pojemnikach, które stoją na specjalnej półeczce, poniżej książeczek. Po książeczki z kolei sięga wtedy, gdy znudzi ją rysowanie. Pomysłów na spędzanie czasu ma wiele, bo wiele ma pozytywnych bodźców. Jej ulubiona zabawa? Układanie klocków (ja mam takie malutenie). Na co dzień są pochowane w wygodnych pojemnikach, które łatwo wysunąć, a tym bardziej przenieść do pokoju rodziców (Laurka lubi bawić się blisko mamy i taty). Każda dziewczynka ma swoje pudełka. W jednym Laurka trzyma koniki, w innym ubranka dla myszek, w jeszcze innym puzzle. Umie już układać te dla pięciolatków, choć sama ma dopiero trzy. Nawet nie musi prosi mamę ani siostrę o pomoc.
Podskoki z różową pufą

Podskoki z różową pufą

Małgosia nie lubi kiczu, podobają jej się rzeczy naturalne – drewno, szkło, nawet metal (najlepiej w postaci dodatku). Nie przepada za plastikiem, ale wie, że czasem nie da się go uniknąć. Szczególnie gdy urządza się pokój dla dzieci. Nie zrobi im przecież metalowych albo szklanych dekoracji. W tym momencie przymyka na to oko. Co prawda podobają jej się ascetyczne pokoje, ale jednak dla starszych. Wie, że dzieciom kolory są potrzebne.
Dla niej najtrudniejsze w urządzaniu tego pokoju było to, by uwzględnić potrzeby obu córek. Przestrzeń musiała być tak zaaranżowana, by dobrze się w niej czuła sześciolatka, która właśnie zaczyna przygodę ze szkołą i trzylatka, której całym światem jest bajkowa przestrzeń. Jak to wszystko połączyć? Obie dziewczynki czują się tu dobrze. Skąd to wiemy? Laurka jest tego dowodem. Zostawiona sama, układa klocki i radośnie sobie śpiewa. W całym mieszkaniu ją słychać (co lubisz śpiewać? masz ulubione piosenki? wszystkie mam ulubione!).
Kubek zimnej wody

Kubek zimnej wody

Kolejna zasada Małgosi? Oszczędzanie wody – dziewczynki są tego uczone od dawna – gdy myją zęby, to najpierw nalewają trochę wody do kubeczka, a potem starannie zakręcają kran. Kubeczki stoją schowane w zamykanej szafce, obok pasty do zębów, kosmetyczki, szamponu, innych środków czystości. Wszystko jest nisko, nie ma problemu, by wyciągnąć (jak nie mogą do czegoś dostać, wchodzą na stołek ze schodkiem). Rodzice też myślą o ekologii – weszło im w krew, że pod prysznicem najpierw namydlają ciało, a potem spłukują. Woda nie ucieka. Używają dużo ekologicznych środków czystości (dobre i dla kieszeni, i dla zdrowia). Regularnie czyszczą blaty sodą i octem.
W łazience, podobnie jak w całym, mieszkaniu, nie brakuje stylowych dodatków. Czarno-białe fotografie robili sami (podczas wycieczki do Wenecji), lustro było trochę postarzane (przez Małgosię), a całość stylizowana na lata 20.
Tylko praktyczne rozwiązania

Tylko praktyczne rozwiązania

Przedpokój jest przestronny, może po części dlatego, że całą garderobę trzymają w szafie (nawet jak przychodzą goście, Małgosia od razu chowa ich okrycia). Nie lubi niepotrzebnych przedmiotów – wszystko ma przecież swoje uzasadnienie. Ważne są dla niej dekoracje, ale jeszcze ważniejsze jest to, by miały one funkcję praktyczną. Tak było z zegarem. Po prostu był jej tu potrzebny – łapała się na tym, że siedząc w pokoju, nie wiedziała, która godzina. Teraz wystarczy jeden szybki orientacyjny rzut oka. A wszystko za sprawą męża. Bo u nich nie jest tak, że tylko ona urządza. Dominik też ma wiele do powiedzenia, czasami jest inicjatorem, nie czeka na polecenia, przejmuje działania. Doskonale odnajduje się w roli dekoratora. Zegar to pomysł Małgosi, naklejka – jego. Sam wybrał, przywiózł, po krótkich perypetiach nakleił. Na czym polegały trudności? Okazało się, że naklejka jest trochę za krótka, źle wygląda, nóżki nie sięgają podłogi. Dominik niewiele (albo przeciwnie – intensywnie) myśląc domalował część. Tylko znawcy wiedzą którą, bo nie odbiega od całości. Oboje są z tego zadowoleni.
Rubinowy pieniądz

Rubinowy pieniądz

Różne mogą być formy prezentów, czasami dostaje się kwiaty, czekoladki, pieniądze, innym razem dobre, pełne pomyślności słowa. O czym pomyślała mała Małgosia, gdy prababcia wręczyła jej kilka rubli? Da rodzicom na nową zabawkę, wrzuci do skarbonki, wyda na słodkości? Czy wiedziała, że za kilkanaście lat oprawiony banknot będzie zdobił ściany jej przedpokoju? Zostawi ślad po bliskich? Stuletnia pamiątka wisi pod portretem dziadków. Babcia ma koronkową bluzkę, starannie uczesane włosy i poważny wyraz twarzy. Patrzy nieruchomo. Tuż za nią, ale bardzo blisko, stoi dziadek, w garniturze, pod krawatem. To ich jedyne wspólne zachowane zdjęcie. Oboje już nie żyją. Małgosia niektóre rzeczy trzyma ze względów sentymentalnych, pamiątkowych, jako wspomnienie dobrych chwil (prezent ze ślubu) albo dlatego, że swego czasu sama włożyła w to dużo pracy. Do tych ostatnich należą maszyna, przywieziona z domu od babci, i szufladka na drobiazgi.
Dwa plus dwa

Dwa plus dwa

Mała Laurka lubi siadać w wygodnym fotelu w salonie i obserwować świat zza szyby. Co widzi? Czasami przejeżdżające pociągi (uwielbia liczyć wagony), czasami przebiegające lisy (jakiś czas temu tatę, mamę i dwa małe), ale przede wszystkim zmieniający się w ciągu roku zagajnik (a to przecież Wola, dzielnica bardzo blisko Centrum). Czasami patrzy, jak zachodzi słońce (mama mówi, że widok jest wspaniały), innym razem przygląda się przelatującym ptakom (czy wtedy marzy o lataniu?). Małgosia też lubi to mieszkanie. Może dlatego, że okna są od zachodu, a ona nie przepada za silnym słońcem, może za balkon, który daje dodatkową przestrzeń. Może za świerszcze i przyrodę pod oknem, która przypomina jej rodzinną miejscowość (wcale nie czuje się tu jak w mieście). Może za spokój, który pozwala jej złapać oddech i zebrać siły na kolejny dzień. I co najważniejsze, jej tacie też się tu podoba, a to znaczy, że jest ładnie.