Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Gra kolorów u Agnieszki


Gra kolorów <strong>u Agnieszki</strong>

Jak się urządza z dorastającymi córkami...

Mieszkanka Płocka, mama Dominiki i Patrycji, od dwudziestu lat żona Wojtka (razem przeszli prawie całe Tatry). Artystyczna dusza. Urodzona dekoratorka, która wie, jak łączyć kolory, zestawiać przedmioty, upiększać, ale… nie lubi o tym opowiadać. Tak samo jak nie znosi być fotografowana (w zamian proponuje portret kota). Marzy jej się niewielki dom pod lasem, nad jeziorem, najlepiej blisko miasta, bo trochę ogranicza ją praca, z przestrzenią, ogródkiem i jakimś zwierzakiem. Kiedy? Za kilka lat, gdy córki się usamodzielnią, a sytuacja wyklaruje. To tam będzie puszczać wodze wnętrzarskiej fantazji i pozwalać sobie na wszystko, co jej się spodoba.
Przepoczwarzamy wspólnie

Przepoczwarzamy wspólnie

Kto urządza? Głównie ona, ale dziewczyny też mają wiele do powiedzenia, w każdym razie Aga liczy się z ich zdaniem, nie narzuca swojego. Gdy Patrycja (ta młodsza) chciała mieć pokój z jedną ścianą czekoladową, drugą kremową, bez zastanowienia przystała na jej propozycję. Gdy pół roku później córce wpadł w oko obraz, który kompletnie do czekoladowych ścian nie pasował, też się zgodziła, choć wiedziała, że czeka ją znowu zmiana kolorystyki (źle dobrane kolory? nie u nich – od zawsze uczula córki na niewłaściwe połączenia). Są rzeczy, które wybierały do tego pokoju wspólnie, np. lampy czy kolor farby (specjalnie do obrazu) oraz takie, które wybiera tylko Patrycja – Aga wymienia jednym tchem – poduchy, fotel, lustro (kupiła, bo brakowało). Na podłodze leżą dwie drewniane szuflady z poprzedniego łóżka. W jednej Patrycja trzyma pościel (tradycyjnie), a w drugiej – wszystko, z czego korzysta sporadycznie (coś na zasadzie pawlacza). Kłosy w kącie stały kiedyś w salonie, ale tu według Agi lepiej korelują z całością.
Dziewczyna na medal

Dziewczyna na medal

U Agnieszki w mieszkaniu zmiany wyposażenia niekoniecznie wiążą się z kupnem czegoś nowego. Meble, które teraz stoją w pokoju Patrycji, miała kiedyś Dominika (ta starsza). Nastąpiła wymiana, bo spodobały się młodszej. Mama je pomalowała na biało (inspirując się stylem shabby chic), ustawiła w innej konfiguracji. Na półkach Patrycja poukładała dodatki – wiadomo, te ważne – zdjęcia przyjaciół, własne trofea – a ma się czym pochwalić, osiągnęła dużo: medale, statuetki, dyplomy – za pierwsze miejsce, za drugie. Pływanie to jej życiowa pasja. Przez dłuższy czas trenowała bardzo intensywnie (dla mamy niemal zawodowo). Wstawała wcześnie rano, wracała późno, nigdy nie narobiła sobie zaległości w szkole. Teraz zajmuje się ratownictwem wodnym. Mniej czasochłonne, a głównie o to chodziło. Nie zrezygnowała z pływania, bo to jej życiowa pasja. I co ważne, nie boi się iść swoją drogą. Mama jest dumna z jej wyborów.
Komoda, by stylem grało

Komoda, by stylem grało

U Patrycji (tej młodszej) zaczęło się od obrazu, u Dominiki (tej starszej) od tapety. Był boom na dekoracje w stylu glamour. Jaką tapetę wybrały? Na srebrnym tle ornament, motyw rozety, trochę monotonny, dlatego szybko im się znudził, obie miały przesyt (kółeczka, paski, za dużo tego). Agnieszka wiedziała, że Dominika ma inne podejście do urządzania niż ona (nie ma tej żyłki, prawie jej wszystko jedno), dlatego podsunęła córce kilka nowych wzorów. Decyzja zapadła szybko – wybrała szare groszki, do których razem dobrały całą resztę. Zdecydowały, że baza też będzie szara. Dlatego w takim kolorze jest i szafka, własnoręcznie ozdobiona dekorami, i fotel przy biurku – ulubiony mebel, którego Dominka za skarby nie wyrzuci (bo się tak wygodnie w nim siedzi). Mama chciała ratować sytuację więc własnoręcznie obszyła go szarym materiałem. By w pokoju nie było za spokojnie, postawiły na kolorowe akcenty – grafika w czarnej ramie ma czerwone elementy (Agnieszka szukała czegoś, co by pasowało do pokoju młodzieżowego, Banksy jej się spodobał, Dominice też). Czaszkę, przywiezioną z wakacji, ozdobiły czerwoną kokardą (tego typu gadżety chyba często można znaleźć w pokojach młodzieżowych). Chodziło im o to, by było i oryginalnie, i śmiesznie.
Czarodziejka z fotela

Czarodziejka z fotela

Dominika siadając w fotelu (musiał być czerwony) bez problemu sięgnie do półki po swoje skarby – przede wszystkim japońskie komiksy – mangi, mangi i jeszcze raz mangi. Uwielbia je, tak samo jak całą kulturę japońską. Już od dawna interesuje się orientalistyką (to jej konik).
Agnieszka mówi, że dziewczyny są zupełnie różne. Jedna lingwistka-humanista, druga – umysł ścisły. Jedna kocha sport, druga sportu nienawidzi. Ale w pokoju każdej wisi taki sam gadżet – rama z siatką, do której można przyczepić zdjęcia, widokówki. To ich tablice magnetyczne. Pomysł (podpatrzony w internecie) zrealizowała oczywiście mama. Chciała, by dziewczyny miały coś indywidualnego, swojego, dzięki czemu będą się mogły wyrazić. Młodsza przyczepia zdjęcia. Starsza – widokówki. Kilkanaście dostała z Izraela. Może dlatego, że do Płocka często przyjeżdżają izraelskie wycieczki, a ponieważ ona chodzi do klasy anglojęzycznej oprowadza zwiedzających. Tak poznaje różne osoby, z niektórymi utrzymuje kontakt. Jedną z koleżanek nawet odwiedziła (z przytupem weszła w dorosłość, skończyła 18 lat i poleciała, mama jej w tym kibicowała i podziwiała za odwagę).
Herbata na kanapkę

Herbata na kanapkę

Dominika lubi korespondować ze światem, znajomych szuka internetowo, korzystając z nowoczesnych mediów. Listy pisze jednak tradycyjnie – na papierze. Białym, szarym, może kolorowym. Przy biurku albo na swoim wygodnym fotelu (fotel to gwiazdor tego pokoju, tak mówi Agnieszka). Mebel spodobał się im obu (wcześniej dziewczyny miały okrągłe ratanowe gniazda, do siedzenia średnio wygodnie, bo się w nie wpadało). Mamie hobby córki odpowiada. Raz, że szlifuje języki (uczy się angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego, a nawet hebrajskiego). Dwa, poznaje bardzo egzotyczne kultury. Ostatnio ktoś z Afryki pytał, całkiem poważnie, o duchy, opiekujące się Płockiem (właśnie, jakie dobre duchy czuwają nad ich miastem?). Dominika wysyła listy i typowo polskie drobiazgi – najlepsze są płyty, lniane torby, albumy. Adresaci nie pozostają dłużni. Oryginalny prezent? Może płyta w okrągłym metalowym pudełku, a może zielona herbata z brzoskwinią? Według instrukcji można było ją albo wypić, albo zjeść. Jak smakuje kanapka z herbata wiedzą wszyscy, ale jak herbata na kanapce – tylko oni. Pyszne to było, coś zupełnie innego niż u nas!
Marzenia się spełniają

Marzenia się spełniają

Jeszcze cztery lata temu salon wyglądał zwyczajnie – kanapa, stolik, telewizor. Teraz ma jeden element przyciągający uwagę. Choć często spotykany w pismach wnętrzarskich (Aga widziała już kilka lat temu), rzadko spotykany w mieszkaniu w bloku. To jej marzenie, praca ich rąk – drewnianą atrapę kominka zrobili wspólnie (mówi o tym z dumą, podkreślając, że męża długo przekonywała, ugniatając jak plastelinę). Agnieszka wszystko sobie obmyśliła dokładnie (w sprzedaży nie było jeszcze gotowych elementów tego typu). Chciała w takiej formie, nie innej: bez biokominka, choć ludzie robią, z pustą przestrzenią w środku (widziała wiele wariacji na ten temat: polana, świeczki, to takie oczywiste, książki). Wokół kominka ustawia swoje ulubione dekoracje – badyl, już zyskał aprobatę domowników, przytargany z lasu (ktoś dziwnie patrzył, gdy niosła?), czarno-biały portret (nie wie, kto jest na zdjęciu, ale wie, że działa na nią hipnotyzująco), koniecznie w dużej ramie, bo w małej wszystko ginie.
Stoliczku, przesuń się

Stoliczku, przesuń się

Duży pokój musiał być zaaranżowany z pomysłem, bo jest jednocześnie ich sypialnią. W odpowiednim miejscu sofa, obok stolik. Agnieszka skrupulatnie go opisuje (stolikiem się pochwalę) i opowiada jak to się stało, że go mają. Brakowało im stolika kawowego, blisko kanapy, który nie zagraca i łatwo się przesuwa (nie wyobraża sobie, by go co wieczór przestawiać). Słowem – chodziło o coś mobilnego, niewielkiego, łatwego do przenoszenia. To jest Lack. A drewniane deseczki, kupione w innym sklepie, sama przykleiła i pomalowała. Marzył jej się stolik industrialny, czarny, metalowy z drewnianymi elementami i dużymi kółkami. Ma za to coś, co do złudzenia przypomina ciężki i żeliwny mebel.
Nad kanapą powiesiła grafiki przywiezione w tym roku z Gdańska. To miłość od pierwszego spojrzenia. Wcześniej były w tym miejscu rysunki wycięte z katalogu producenta ubrań (bo ma ciekawe grafiki na koszulkach). Te przypominają stare i zniszczone obrazy, dlatego bardzo jej się podobają. Czasami imitacje bywają lepsze od oryginału.
Stara miłość

Stara miłość

W ich mieszkaniu meble można podzielić na dwie kategorie. Pierwsza to te osobiste, indywidualne dla każdego inne. Druga to meble wspólne – ukochane przez wszystkich. Tak jest z fotelem naprzeciwko telewizora. Każdy lubi w nim siedzieć. Czy się o niego kłócą, gdy zasiadają wspólnie do wyczekanego filmu, tego nie wiemy, ale wiemy, że zauroczył Agnieszkę, bo taki stary i ładny. Podoba jej się forma. Oczywiście sama go obszywała (jest w tej dziedzinie fachowcem). Nad fotelem – jej młodzieńcze dzieło, kwestia sentymentalna, tak to krótko opisuje. Kiedyś próbowała dostać się na studia plastyczne (zdawała na PWSTiTV), ale się nie udało. Może za szybko zrezygnowała, przecież to nie jest tak jak pstryknięcie palcem, nie zawsze udaje się za pierwszym razem. Jej bliscy wiedzą, że jeszcze wróci do tego? Nie bez powodu w witrynie z książkami, obok ukochanej Agaty Christi, stoi historia sztuki. Kiedyś do niej zajrzy.
Wspólny mianownik

Wspólny mianownik

Agnieszka mówi, że jej mieszkanie nie jest spójne stylistycznie (czy na pewno?), ale stara się, by jedno pomieszczenie nie odbiegało od drugiego. Każde jest inne – bo każdy z domowników ma różne hobby, zainteresowania, upodobania, co innego stawia na pierwszym miejscu. Jak w rodzinie. A jej samej podoba się wiele stylów (i rustykalny, i industrialny, i shabby chic, choć trochę za słodki). Jaką ma filozofię na urządzanie? Lepić z tego, co się ma. Nie wyrzucać bezsensownie, nie zaśmiecać środowiska tylko dlatego, że coś się opatrzyło, znudziło, ma nowy odpowiednik. Może dlatego nie wymieni płytek w łazience, choć były układane ponad dziesięć lat temu. To jeszcze nie ten moment. Wie, że teraz zrobiłaby je inaczej (zamiast żółtych – białe, zamiast ułożonych w ząb – prosto). Wybrałaby neutralną bazę – najlepiej jasną – bo wtedy widać, że jest czysto. Teraz, tam, gdzie może, ociepla drewnem i dodatkami. Na pewno perfekcyjnie łączy kolory, nawet w wysłużonej łazience.
Czapki, torby, pióropusze

Czapki, torby, pióropusze

Drewnianą ściankę w przedpokoju zrobili sami. Bo Aga bardzo lubi drewno. To jej pomysł. By z półeczki na buty zrobić sobie punkt obserwacyjny to z kolei pomysł kota (jak na niego wołają? gdy jest grzeczny, a przeważnie jest, Słoneczko i Tygrysek). Kot jest egzemplarzem w miarę sympatycznym, tak mówi Agnieszka, ulubieńcem całej rodziny, znajdką, przyniesioną przez dziewczyny (deszczyk padał, a on taki biedny pod drzewkiem siedział, jak tu nie wziąć).
Urządzając Agnieszka stawia na praktyczność. Może dlatego mają wiele zegarów (ten w przedpokoju, by wychodząc rano z łazienki od razu wiedzieć która godzina). W przedpokoju ustawili też ławkę. Zrobiło się przez nią trochę ciasno, ale jest wygodniej – można a to buty założyć, a to torebkę odłożyć. Ławkę zdobią miękkie poduszki. Na jednej jest wilk (nie drażni kota?), który Agnieszce kojarzy się z Indianami. Może dlatego na półce obok ustawiła czarno-biały portret człowieka w pióropuszu.
Buszująca po blogach

Buszująca po blogach

Kuchnia to ich szczególne miejsce – tu spotykają się wieczorami, siadają przy wspólnym stole, opowiadają, jak minął dzień. Choć nie jest tak wygodna jak poprzednia – tamta była kwadratowa – i tak się mieszczą. Każdy ma swoje miejsce. Każdy też ma zasady, których przestrzega – kot np. wie, że na stole się nie siada (popisuje się przy gościach, ale od razu dostaje reprymendę). Agnieszce zależało, by było miło i przytulnie. Zadbała o odpowiednie oświetlenie – duża lampa nad stołem daje jasne światło, akurat gdy wieczorem wspólnie jedzą. W kątach umieściła kilka lampek (oglądając blogi nauczyła się patrzeć na oświetlenie, bo to rzeczywiście dużo daje, według niej wszystkie lampki, lampeczki ubierają wnętrze i narzucają styl). Ma dużo wiklinowych koszyków, bo lubi otaczać się naturalnymi rzeczami. Choć bardzo jej się podobają minimalistyczne wnętrza, raczej należy do tych, którzy zbierają i kolekcjonują przedmioty. Uważa, że z rzeczami jest cieplej i przytulniej.
Małe radości

Małe radości

Nad stołem w kuchni wisi witryna z historią. Dostała ją od babci i dziadka. Powojenna, trochę klockowata, z kolubryniastym dołem, który gdzieś tam w piwnicy jeszcze leży. Chętnie by go wykorzystała, ale nie ma miejsca. Może w tym domu, który kiedyś wspólnie z Wojtkiem zbudują. Opowie o mężu? (co by tu o mężu?). Lubi gotować, więc kuchnia to też jego miejsce. Pasje ma głównie sportowe (córka pływaczka poszła w jego ślady?). Przyjemność sprawia mu bieganie, chodzenie na siłownię, kochany jest, ale urządzanie i remonty to nie jego bajka. Dużo czyta.
Pod witryną wisi czarny kogucik, pomalowany farbą tablicową, idealne miejsce na podręczną listę zakupów. Agnieszka zamierza jeszcze pomalować taką farbą ścianę koło lodówki, chce mieć więcej miejsca do zapisywania. To genialny pomysł, o niczym człowiek wtedy nie zapomina, gotuje, pisze i od razu ma gotową listę.
Urządza nawet we śnie

Urządza nawet we śnie

Aranżując wnętrza Agnieszka stosuje zasadę zmienności ze względu na pory roku – latem, gdy jest ciepło, wybiera dodatki w kolorze białym, błękitnym. Zimą decyduje się na intensywne barwy – lubi czerwony, ciemny zielony. Ocynkowane doniczki zamienia na drewniane. Wybiera różne tkaniny, bo dużo zmieniają w mieszkaniu. Jesienią z delikatnego lnu i bawełny przerzuca się na futerka – poduszki już czekają obszyte. Zmienia faktury, materiały, zasłonki (wiele rzeczy szyje własnoręcznie). Ma te same dodatki w różnych kolorach – w salonie stoją letnie jasne kanki, ale lada moment wyciągnie czerwone (na wiosnę zostawiła zielone). Co jakiś czas zmienia, by nie było nudno. Przestawia, dostawia, a gdy już jej się wydaje, że skończyła, trafia na coś interesującego i cały proces zaczyna od nowa. Domownicy to akceptują, czasami są zadowoleni bardziej, czasami mniej, ale przecież wiedzą, że nie robi tego tylko dla siebie. A ładnie urządzone wnętrza śnią się jej regularnie.