Wybierz swój sklep:

Z wizytą u Klubowiczów

Na tip-top u Oli


Na tip-top  <strong>u Oli</strong>

Dlaczego dobrze się mieszka w Elblągu...

Skrupulatna, perfekcyjna i bardzo dobrze zorganizowana. Ma córkę Natalię, męża Jarka i mieszkanie w nowoczesnym bloku w Elblągu, czterdzieści minut od morza. Lubi to miejsce za spokój i ciszę (w bliższym sąsiedztwie domki jednorodzinne, w dalszym główna ulica) i ogrodzony plac zabaw pod blokiem. To ogromny plus – odkąd Natalia skończyła pięć lat, może sama wychodzić na dwór. Rodzice są spokojni, bo mają ją na oku, wszystko dobrze widzą z balkonu. Może dlatego nie chcą się stąd wyprowadzać?
Co było najpierw? Olśnienie? Plan?

Co było najpierw? Olśnienie? Plan?

Mieszkanie kupili siedem lat temu, gdy Natalka miała niespełna miesiąc. Było nowe, miało dwa pokoje, oddzielną kuchnię i około 60 m (Ola podaje dokładne wymiary). Na ich potrzeby w sam raz: niemowlak z nimi, drugi pokój do codziennego życia. Gdy Natalka podrosła, oddali jej sypialnię i pomyśleli o zmianie. Pod uwagę brali tylko to miasto, ba tylko ten blok, bo przecież są zadowoleni. Przeważyły też względy praktyczne: w sąsiedztwie są dzieci w wieku Natalii, a im zależy, by mała otaczała się rówieśnikami.
Nie udało się kupić większego, ale nagle okazało się, że mieszkanie idealnie nadaje się na przebudowę. Wszystko wykonali fachowcy. Nie wiadomo, jaki byłby efekt, gdyby nie Ola: przygotowała dokładny plan działania (może lepszym słowem byłoby „plany”, bo w kilku folderach ma zgromadzoną dokumentację tego, jak było przed, w trakcie, po). Kuchnię zrobili otwartą, Natalka dostała swój pokój, a oni zyskali nowy salon i własną sypialnię.
Po pierwsze jasność

Po pierwsze jasność

Nowe nie było tylko rozmieszczenie ścian. Ola miała też kilka nowych założeń. Białe drzwi, ściany, listwy przypodłogowe, meble. Gdy Ola mówi innym, że taki styl wybrała, spotyka się z różnymi opiniami. Jedni pochwalają, inni patrzą zdziwieni (jak w laboratorium, za biało?). Ola wie, że może zagrać dodatkami, swobodnie nimi manewrować bez dużych finansowych nakładów: dzisiejszy niebieski jutro może zamienić na zielony. To jej bardzo odpowiada. Jakby miała dom z ogromnym salonem, na pewno nie wybrałaby jasnych mebli, tylko ciężkie, rzeźbione. Uważa, że w małej przestrzeni biel daje sporo, rozświetla, poszerza, uspokaja. A kolorowymi dodatkami można wiele nadrobić. I ona rzeczywiście nadrabia.
Porządek musi być

Porządek musi być

Kuchnia jest częścią salonu i przedpokoju. Na takie rozwiązanie najczęściej decydują się ci, którzy nie mają problemu z utrzymaniem czystości. Ola wie, że jeśli o to chodzi, może na sobie polegać. Od zawsze jest zwolenniczką wzorowego ładu i… pustych blatów (kiedyś wszedł Jarka kolega i zapytał wprost, czy oni tu jeszcze mieszkają, czy może czeka ich wyprowadzka). Sąsiadki często dopytują o sekret takiego porządku. A odpowiedź jest prosta – Ola dobrze się zorganizowała. Okazało się, że w małym aneksie ma więcej miejsca niż w trzynastometrowej kuchni, bo wybrała szafki pod sufit, głębokie, pojemne (60 cm). Pochowała kawę, herbatę, cukier, poupychała sprzęt AGD, zakryła piecyk gazowy. Lubi, gdy rzeczy mają swoje miejsce (każda zodiakalna panna tak ma, wyjaśnia, jakby próbowała się wytłumaczyć). Na pewno nie narzeka na brak miejsca do przechowywania. To ogromny plus tej kuchni.
Feta z pieczenia

Feta z pieczenia

By zyskać w kuchni więcej blatu Ola umieściła zlew bardzo blisko ściany (pomalowała farbą ceramiczną, można druciakiem z niej zbierać). Zależało jej na tym, by nie szatkować blatu, nie dzielić, nie tworzyć wysp niewygodnych do pracy. A Oli potrzebne jest miejsce, bo bardzo dużo gotuje (zadowolone buzie, gdy smakuje? Uwielbia!). Co niedziela jest u nich ciasto (eksperymentuje, dopowiada Jarek, a ona potwierdza). Nie robi ciągle tego samego, zmienia, wymyśla nowe (pomysły czerpie z blogów kulinarnych, bo ile można siedzieć na tych wnętrzarskich). W jednej szufladzie ma też chowany funkcyjny blat – rozkłada go, gdy coś piecze. Ostatnio dla córki, na drugie śniadanie, babeczki z owocami, dla siebie do pracy z oliwkami i fetą. Zanim zdecydowała się na otwartą kuchnię, obawiała się przenikających zapachów. Rozwiązaniem stał się okap z dobrym wyciągiem, podpięty bezpośrednio do komina. Mimo że głośny (mikser jest głośniejszy) to i tak jest strzałem w dziesiątkę.
Cztery razy cztery

Cztery razy cztery

Jasny, czysty, świeży, tak w skrócie można opisać ich pokój dzienny. Kilka prostych mebli, kolorowe dodatki. Choć salon nie jest duży, robi wrażenie przestronnego. Jak było z wystrojem w tym pomieszczeniu, od czego się zaczęło? Od fotela, który stoi koło kanapy. Ola znalazła go na działce u taty. Mebel nie nadawał się do użytku, był w opłakanym stanie – oddała do stolarza i tapicera (wybrała tkaniny dobre jakościowo, z hurtowni tapicerskiej, sprowadzane). Krzesła ma z aukcji internetowej (każde było w innym obiciu, typowy PRL, do odnowy poszły nogi, wnętrze, pianki). Stół, przy którym jedzą posiłki, jest specjalnie na jednej nodze, by było wygodniej (cztery nogi od każdego krzesła i cztery od stołu – to zdecydowanie za dużo, jak na takie pomieszczenie). Chciała, by meble pasowały do siebie. Dominuje biel i odcienie niebieskiego.
Piony, poziomy

Piony, poziomy

Sofę kupili przed remontem, gdy oddawali Natalce pokój. Zależało im na tym, by w nocy dało się na niej wygodnie spać (po rozłożeniu musiała być szeroka), a w dzień jeszcze wygodniej przesiadywać (musiała pasować do wystroju pokoju dziennego). Dziś służy gościom do okazjonalnego spania, a im do codziennego odpoczynku. W salonie brakuje jeszcze obrazów. Oli marzy się duży format. Może grafika Anny Nosowicz i Adrianny Peraj, albo jej ulubionej Beaty Będkowskiej? W sypialni powiesi plakat Tomaszewskiego. Nad sofę miał pierwotnie trafić Kalarus, który teraz wisi w łazience (szukała czegoś w pionie, powiesiła w poziomie). Wybiera plakaty, bo są niskobudżetowym sposób na nietypową aranżację, poza tym można często je zmieniać (mieć kilka w tubach i wyciągać w miarę nastroju). Kupuje plakaty cyrkowe, teatralne, czasami trochę podniszczone, ale to nie gra roli. Ważne, że każdy ma swoją historię.
Zakupy w ciemno

Zakupy w ciemno

Łazienka przeszła metamorfozę. Zmniejszyli ją, ale i tak zyskali przestrzeń, bo pozbyli się wanny. Ola nie lubi polegiwania i moczenia, właściwie wszyscy u nich wolą szybki prysznic od długiej kąpieli. Przebudowali, by było wygodnie. Zdecydowali się na natrysk o niestandardowych wymiarach, na tyle szeroki, by w razie potrzeby można było coś w nim postawić, np. wanienkę. Pralkę, pojemnik na pranie i detergenty mają w jednej zabudowanej szafce (gdyby teraz kupowali pralkę na pewno wybraliby z suszarką). Chcieli, żeby nie było za dużo płytek (tylko na metr dwadzieścia, dalej farba). Z płytkami mają miłe wspomnienie. A było tak: w żadnym sklepie w Elblągu nie mogli dostać próbki tego, co wybrali. Wiadomo ani monitor, ani zdjęcia w folderach nie oddają prawdziwych kolorów. A koniecznie chcieli obejrzeć oryginał przed zakupem. Z pomocą przyszła uczestniczka forum, która akurat wybrała takie same płytki. Zapakowała jedną i bezinteresownie wysłała. Gdy Ola otworzyła przesyłkę, wiedziała, że zamówienie może złożyć w ciemno.
Fotel czy krzesło?

Fotel czy krzesło?

W sypialni jest bardzo przestrzennie (może dlatego, że pierwotnie miała być tu też garderoba) i klasycznie – łóżko, półka z książkami, krzesło. W sypialni mają dwa starocie (zasada jest taka, że w każdym pomieszczeniu chcą mieć coś starego). Od babci (ma się świetnie, prawdziwy okaz zdrowia) Ola wzięła niciak, który jest ich stolikiem nocnym. Teraz po metamorfozie (Jarek malował) ma nowe uchwyty i kolorową gałkę. Jest też krzesło. Ola wiedziała, że do sypialni przyda jej się niewielki mebel, na który będzie odkładać kapę czy szlafrok. Szukała fotelo-krzesła, miało być małe, wygodne, zgrabne i koniecznie z lat 50. lub 60. Do lokalnego portalu dała ogłoszenie ze zdjęciem, by było wiadomo, o co jej chodzi. Odzew był szybki – ktoś miał na strychu zniszczone krzesło (nie dość, że ze złamaną nogą, to jeszcze ledwo co stało). Wzięła bez cienia wątpliwości. Jarek pojechał, krzesło odebrał (szaleńcza kwota – 15 zł), a tapicer ze stolarzem zrobili resztę.
Trójkątny projekt

Trójkątny projekt

Inspiracji szuka w Internecie. Jak coś przykuje jej uwagę, a jest za drogie, postanawia sama (albo z pomocą specjalistów) zrealizować zakupowe marzenie. Tak było z narzutą. Znalazła taką, która jej się bardzo podobała (ósmy cud świata), ale ponad 1000 zł to zdecydowanie za dużo. Sama więc zrobiła patchworkowy projekt, który przekazała swojej krawcowej.
Kiedyś Ola musiała mieć wszystko natychmiast, nie mogła poczekać, by sobie dozbierać i kupić to, co jej się naprawdę podoba. Bywało, że po zakupach niekoniecznie była zadowolona. Doszła do wniosku, że to nie ma sensu – teraz przyjęła inną zasadę, zbiera, zbiera, uzbiera i dopiero kupuje. Tym sposobem nie ma jeszcze górnej lampy (ma za to boczną, wysuwaną, wymarzoną i wyczekaną). Wie, że problem można rozwiązać nie dysponując dużym budżetem. Lampy z papilotek do mufinek? Piękne, ale jak to utrzymać w czystości? Ola wymyśliła, że zamówi jedną dużą kulę cotton balls i wymieni jej kabel na… różowy. Bo przecież nie wszystko musi być poważnie.
Kredka też ma swoje miejsce

Kredka też ma swoje miejsce

Natalka na pewno może być przykładem dla innych: nie dość, że jest zachwycona szkołą (nawet obiady są lepsze niż domowe, mówi zdziwiona mama, która tylko czeka zwrotnej akcji i końca tej euforii) to jeszcze ma idealny porządek. Na biurku, jak przystało na prawdziwą uczennicę, poukładane i posegregowane wszystkie przybory, równiutko, w rządku (w jednym kubku cienkopisy, w drugim kredki). Nawet w piórniku jest idealnie (mama zamierzała wybrać taki, do którego można wszystko wrzucić, ale Natalka chciała z przegródkami).
Niedawno mama kupiła stoliczek na kółkach – bardzo się przydał, jest praktyczny (wreszcie odgraciła dwie szuflady). Z biurka przełożyła przybory plastyczne i zrobiła miejsce na książki i zeszyty. Na razie rzeczy szkolnych nie jest dużo, ale problem będzie narastał. Na szczęście są jeszcze ściany, w razie czego powieszą regał.
Wszystko, co potrzebne

Wszystko, co potrzebne

Zanim Natalka poszła do szkoły, mama zrobili małe przemeblowanie: regał bliżej biurka (z regału zniknęła duża część zabawek – przecież książeczki są równie ciekawe), tuż obok ustawiła fotel, zadbała o wygodne miejsce dla siebie – będzie musiała więcej zerkać w zeszyty córki. Fotel (zgodnie z obowiązującą domową zasadą?) jest starociem, który dostali w spadku od kuzynki
(ta dostała w spadku od znajomej). Był mocno zniszczony (bidulek ze załamaną nogą, tak mówi o nim Ola) o mały włos nie trafił na śmietnik. Ich tapicer, poza tym, że był meblem zachwycony, nie chciał podjąć się naprawy (ręczne wiązania francuskie, stara koronkowa robota, lata 30.) oddał zlecenie ojcu, który jest tapicerem z dłuższym stażem.
Mama niedawno zamówiła mapę – nietypowo, bo od premiera (nie dość że za darmo, to jeszcze z ilustracjami Mizieleskich – Daniela i Oli). Gdzie ją powiesi? Może nad biurko? Ale czy to nie będzie rozpraszać Natalki? Może ułatwi naukę historii i geografii, podpowie symbole, skojarzy wydarzenia, podsunie pytania, które dziewczynka zada rodzicom.
W księżycową noc

W księżycową noc

O czym czasami marzy mała dziewczynka, której najlepsze przyjaciółki mieszkają za ścianą, kilka pięter niżej? Może o tym, by pewnego dnia wszystkie mamy zgodziły się na wspólny nocleg. Na przykład w pokoju Natalki. Dreszcz emocji w głowach Amelki, Niny, Julki, Poli i Natalki będzie na tyle duży, że dziewczynki szybko nie zasną? Pośmieją się pod kołdrą? Poopowiadają dowcipy? Taką noc będą pamiętać długo. Która z nich będzie spała od ściany, która w środku? Łóżko już dziś jest dostosowane do takich okoliczności: można je rozłożyć i spać na materacu (stoi za łóżkiem). A gdzie dziewczynki zjedzą śniadanie? Przy ławeczce, która na co dzień stoi pod oknem i na ogół służy jako stolik do rysowania. Mama wystawi ją na środek i przyniesie dwie pufy, by dla każdego było miejsce. Już dziś wie, że po takim spotkaniu dziewczynki pozostawią pokój w idealnym porządku. Przecież zawsze tak robią.
Wymiana sezonowa

Wymiana sezonowa

Natalka lubi tańczyć (nie demonstruje, gdy nie ma takiej potrzeby), pozować do zdjęć (profesjonalną sesję zafundowała mama, gdy obie kupiły sobie identyczne sukienki), robić bransoletki z gumek (ma specjalny organizer po pudełku na narzędzia – każdy kolor w innej przegródce), ale przede wszystkim uwielbia rysować (jest plastyczna, tak o niej mówi tato). Kiedyś wszystkie jej prace wisiały na lodówce, gdy jeszcze była wolnostojąca, teraz znalazły miejsce na tablicy w przedpokoju, tuż przy wejściu, obok ważnych informacji, planu lekcji, listy zakupów. Każdy, kto do nich wchodzi na pewno je zauważy.
Przedpokój nie jest za duży, ale zmieści i szafę, i pojemną półkę na buty. Wiadomo, dziewczyny mają co do niej schować. Może dlatego stosują sezonową zmienność: latem – letnie, zimą – zimowe. A gdzie buty taty? W pudełku w piwnicy?
Chodzi o pomysł

Chodzi o pomysł

Ola lubi urządzać, a Jarek lubi jej w tym pomagać. Ona podsuwa ciekawe pomysły, on akceptuje i wciela w życie. Każdy ma swoją rolę. A Natalka? Cieszy, że ma takich rodziców (i biegnie do koleżanek, które już czekają pod trzepakiem). Ola wiele wnętrzarskich informacji szuka na forach wnętrzarskich, bo tam pytanie nigdy nie pozostaje bez odpowiedzi (przecież to pomoc duża i inspiracje, i dobre rady, sugestie, wymiana doświadczeń). Ola przyznaje, że po remoncie w domu żyje im się rewelacyjnie. Sama nie spodziewała się tak dobrej pozytywnej zmiany. A jeśli chodzi o wystrój – nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. W przyszłym roku zamierza zrobić balkon (może ławka z palet). Jeszcze nie wie, jakie obrazy powiesi na ścianach i jakie lampy wybierze do sypialni. Ale wie na pewno jedno: w najbliższej przyszłości nie zamierza się stąd wyprowadzić.