Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Z wizytą u Doroty

Miejsce, które łączy stare i nowe elementy.

Dorota stworzyła na przedmieściach swoją rodzinną oazę, gdzie realizuje inspirujące innych pomysły. Jej głowę wypełniają świetne projekty, a w domu unosi się zapach smacznych wypieków, którymi razem z córką zaprasza do rodzinnego stołu.

Kim jesteście? Opowiedz, proszę, o Waszej rodzinie.


Dorota: Jesteśmy normalną pracującą rodziną, wychowującą dzieci, próbującą ogarnąć wszystko jak najlepiej dla naszej czwórki. Aktualnie przechodzimy przez gimnazjalny okres w naszym życiu, ponieważ i syn, i córka „startują” do szkoły średniej.

Zawodowo zajmuję się zarządzaniem dużym zespołem w korporacji, a po godzinach dużo biegam, biorę udział w maratonach. Interesuję się fotografią, aranżacjami i wystrojem wnętrz. Realizuję się, prowadząc blog, na którym przez dziurkę od klucza pokazuję, jak wygląda nasz świat.

Jak zaczęła się historia Twojego bloga, jaki był jego początek i skąd ten pomysł?

Dorota: Znajomi, którzy przychodzili do nas na jakieś imprezy, np. urodziny, często powtarzali „jejku, ale tu fajnie, jak ty to urządziłaś?”. Przez długi czas myślałam, że przecież to takie normalne, nic nadzwyczajnego W końcu przekonali mnie, że nie każdy potrafi tak zaplanować i zaaranżować mieszkanie, że mogę być inspiracją i komuś coś podpowiedzieć, podzielić się pomysłami. I tak się zaczęło.

Na jakie pomysły zwracali uwagę Twoi znajomi?

Dorota: Ze znajomymi spotykałam się głównie na urodzinach, które od lat organizowałam naszym dzieciom. Dbałam o to, by były to imprezy tematyczne: od kręgli po gudetamę czy minecraft. Starałam się, by spotkania te były na bieżąco z dziecięcą modą, na co moi znajomi bardzo zwracali uwagę. Wszystko przez tę moją dbałość o szczegóły i podejście, że można coś zorganizować, mając na względzie oryginalność. To samo śniadanie, ale w innej „oprawie”, potrafi inaczej smakować i sprawiać wszystkim ogromną przyjemność, na czym zawsze mi zależało.

Urzekła nas bliskość rzeki i zielonych terenów, o których wiedzieliśmy, że nigdy nie będą zabudowane. Oglądaliśmy wiele miejsc, ale dopiero to przekonało nas pięknymi drzewami dookoła i śpiewającymi ptakami.

Dlaczego akurat wybraliście to miejsce na Wasz dom? Co Was tu przywiodło?

Dorota: Ziemię wybraliśmy lata temu. W 1997 roku zdecydowaliśmy, że się tutaj osiedlimy. Urzekła nas bliskość rzeki i zielonych terenów, o których wiedzieliśmy, że nigdy nie będą zabudowane. Oglądaliśmy wiele miejsc, ale dopiero to przekonało nas pięknymi drzewami dookoła i śpiewającymi ptakami. Jest idealne na spacery, można tu odetchnąć, a do tego jest dobrze skomunikowane z Wrocławiem. W tamtym czasie nie mieliśmy jeszcze dzieci, ale myśleliśmy o tym, żeby miały możliwość powrotu do domu ze szkoły i aby każdy mógł być w miarę samodzielny.

Jak tutaj trafiliście?

Dorota: W ramach poszukiwań zwiedzaliśmy wiele miejsc, trafiliśmy tutaj i właściwie od razu wiedzieliśmy, że to jest to.

Czym dla Ciebie jest dom?


Dorota: Dom to przede wszystkim bezpieczne miejsce, w którym można być sobą, w którym człowiek czuje, że jest kochany. Tworzą go przede wszystkim ludzie. Gdyby coś się zmieniło i musielibyśmy się przeprowadzić, to wiadomo, że tych ścian byłoby szkoda, ale najważniejsze to być razem.

A co sprawia, że to miejsce jest dla Ciebie prawdziwym domem?

Dorota: Na pewno to, że kiedy jestem gdzieś daleko i pomyślę o domu, to widzę właśnie ten. Nie rodzinny czy nasze poprzednie mieszkania, tylko dokładnie to miejsce. Na pewno wpływa na to fakt, że dzieci się tutaj wychowywały, że każdy kroczek od piaskownicy do huśtawki stawiały właśnie tutaj. To sentymentalny powrót do tamtych chwil. Ten dom miał być przede wszystkim dla nich. Mieszkamy tutaj 13 lat, więc mam nadzieję, że nazbierały tych ciepłych wspomnień.

Nie zwracaliśmy dzieciom uwagi, że nie wolno skakać po kanapie albo rysować po ścianach. Na jakiś czas odpuściliśmy sobie projektowanie i czerpaliśmy radość z bycia ze sobą. Później jednak powoli pojawiały się jakieś pomysły.

Czy macie w planach jakieś zmiany?

Dorota: Pomysły na zmiany są zawsze, z tym nie ma problemu! (śmiech). Gorzej ze znalezieniem czasu. Mąż jest bardzo samodzielny i wszystko chce zrobić samemu. Jednak zdajemy sobie sprawę, że oboje pracujemy, więc zostają nam tylko weekendy i trzeba to pogodzić z innymi obowiązkami.

Przy samym domu mamy dużo pracy, trzeba przecież pielęgnować spory ogród! Jakakolwiek zmiana wiąże się zatem z długą rozmową i przedyskutowaniem wszystkich za i przeciw. Co pół roku mężowi nie trzeba przypominać (śmiech). Jeżeli coś zaplanujemy, to realizujemy.

Często wprowadzasz sezonowe zmiany?

Dorota: Myślę, że największe zmiany wprowadzam tak cztery razy w roku: wiosną, latem, jesienią i zimą. Ale najwięcej metamorfoz przechodzi nasz dom na Boże Narodzenie. Zależało mi na stworzeniu bazy, którą później dodatkami będę mogła modyfikować. W zależności od pory roku raz jest to faza niebieska, raz zielona, a czasem jeszcze inna. Dzięki tekstyliom, tkaninom, poduszkom nasz dom cały czas się zmienia. Z natury lubię, aby coś się działo i sama cały czas chciałabym poddawać nasz dom licznym metamorfozom. Różne dodatki pomagają mi tę potrzebę zaspokajać, a ja czerpię radość z nowych aranżacji.

Dzięki tekstyliom, tkaninom, poduszkom nasz dom cały czas się zmienia.

Co konkretnie się wtedy pojawia?

Dorota: W święta na pewno dużo światełek, ale też różne dekoracyjne drobiazgi: na parapetach, w kloszach, na stole albo gwiazdki na kominku, które zawsze przyklejamy. W miarę możliwości staram się też dużo rzeczy robić sama. Niektóre rzeczy wykonujemy wspólnie, np. gwiazdy w oknach, kwiaty, z których powstają kompozycje. Zimą jest nieco trudniej, bo nie ma ciętych roślin, ale zawsze można wykorzystać kawałek korzenia i fajnie go zaaranżować z kwiatami doniczkowymi i innymi elementami. Wiatrołap to takie miejsce, w którym permanentnie wymieniam zdjęcia i obrazki w naszej rodzinnej galerii. Wszystko dopasowuję do pory roku. Jeżeli ktoś odwiedzał nas zimą i zajrzy tu latem, to od razu zauważy różnicę.

Wspominałaś o ogrodzie, któremu poświęcasz wiele uwagi. To miejsce, w którym wspólnie wypoczywacie?

Dorota: Ogród generalnie wymaga dużo pracy. Rośliny ciągle rosną, czasami trzeba je przesadzić lub uzupełnić luki na trawniku czy rabatach. Z uwagi na częste wyjazdy, delegacje i bieganie staraliśmy się w miarę możliwości stworzyć ogród „samoobsługowy”, który nie pochłonie każdej wolnej chwili, a raczej ją umili.

Taras jest takim miejscem, w którym wygospodarowaliśmy miejsce do odpoczynku dla nas wszystkich. Postawiliśmy na taką formę sofy, żeby można się było na niej położyć, poczytać, poprzytulać, przyjemnie razem spędzić czas. Tutaj też się spełniam, aranżując donice z kwiatami, wykonując lampiony i inne ozdoby. Mam nawet ogródek warzywny – każdy własnoręcznie wyhodowany pomidorek czy rzodkiewka cieszy. Bardzo lubimy jeść na zewnątrz. Gdy pogoda dopisuje, siadamy przy dużym ogrodowym stole i spożywamy przy nim obiady, a w weekendy również śniadania.

Tutaj też się spełniam, aranżując donice z kwiatami, wykonując lampiony i inne ozdoby.

Gdzie w Waszym domu najchętniej spędzacie czas?


Dorota: Nasze życie toczy się głównie na dole, tu wszyscy się spotykamy. Zależało nam na tym, żeby salon z jadalnią były połączone, tak by mieć ze sobą kontakt niezależnie od tego, czy ktoś siedzi przy stole, czy odpoczywa na kanapie.

Przez lata nie mieliśmy telewizora, właściwie pojawił się tu dopiero trzy czy cztery lata temu, bo skupialiśmy się na tym, żeby wolny czas spędzać razem. Czy to na sofie, czy przy stole, gdzie można w coś razem pograć. To takie rodzinne miejsca, w których zazwyczaj się zbieramy.

Kiedy dzieci były mniejsze, w jadalni mieliśmy centrum malowania i rysowania. Później to kreatywne centrum przeniosło się do pokoju Agatki, która ma plastyczny talent. Na piętrze natomiast mamy swoje pokoje, sypialnie, tam odpoczywamy i wyciszamy się.

Zależało nam na tym, żeby salon z jadalnią były połączone, tak by mieć ze sobą kontakt niezależnie od tego, czy ktoś siedzi przy stole, czy odpoczywa na kanapie.

Wspólny posiłek raz dziennie to nasza zasada, której staramy się przestrzegać. W wolnym czasie wspólnie ze sobą rozmawiamy, śmiejemy się, gramy w planszówki, oglądamy filmy, po prostu jesteśmy razem.

Jakie macie pomysły na wspólne spędzanie czasu?

Dorota: Ostatnio z aktywnością sportową jest u nas trochę gorzej. Syn i córka mieli problemy z kolanami, są po operacjach. Wcześniej dużo jeżdziliśmy na rowerze, spacerowaliśmy z psem, graliśmy w badmintona czy ping-ponga. Bramka piłkarska w ogrodzie jest dla syna, który lubi sobie pograć w piłkę nożną, trampolina z kolei jest wspólna.

Z córką dużo wspólnie gotujemy, pieczemy, kombinujemy, co by tu zjeść. Agatka też często odpowiada za nakrycie stołu. W niedzielę zawsze staramy się, żeby posiłki były uroczyste. Wtedy córka ozdabia stół serwetkami i dodatkami. Wspólny posiłek raz dziennie to nasza zasada, której staramy się przestrzegać. W wolnym czasie wspólnie ze sobą rozmawiamy, śmiejemy się, gramy w planszówki, oglądamy filmy, po prostu jesteśmy razem.

Dużo czasu spędzacie w kuchni?

Dorota: Chyba tak. (śmiech) W dalszym ciągu prowadzę dwie kuchnie – dorosłą i dziecięcą! Zdarza mi się na obiad przyrządzać dwa zupełnie różne dania. Na szczęście lubię gotować, piec, gościć znajomych. Być może gdyby nie to pichcenie, znalazłoby się więcej czasu na inne aktywności, ale kulinarnie działamy głównie z córą, więc jest to bardzo przyjemne. Agatka przejawia chęci, widać, że to lubi. To też taki nasz wspólny czas, kiedy planujemy, co tym razem przyrządzimy nowego.

Czy zdarza Wam się majsterkować? Przerabiacie meble, aby nadać im szczególny charakter?

Dorota: Przemalowywanie i drobne modyfikacje odświeżające wygląd, owszem. Ostatnio kupiłam stołeczek pod kwiatek. Mebel pamięta czasy PRL i wymagał małego liftingu. Nie jestem obeznana we wszystkich narzędziach, więc skupiam się głównie na dodatkach. Zdarza się, że wymyślamy jakiś patent, który bywa albo udogodnieniem, albo fajną ozdobą dla wnętrza, jak wisząca doniczka z misek IKEA, którą zrobiliśmy wspólnie z mężem. Wystarczyło przewiercić kilka dziurek, zamocować skórzane pasy i gotowe. Czasem uszyję coś na maszynie albo uplotę z włóczki, lubię tworzyć ozdobne kompozycje. Niedawno zrobiłam stolik z metalowego kosza i deski do krojenia. Teoretycznie nie było to trudne, a jak cieszy. Stołu jeszcze nie zbudowałam, ale coś tam kombinujemy (śmiech).

Zdarza się, że wymyślamy jakiś patent, który bywa albo udogodnieniem, albo fajną ozdobą dla wnętrza, jak wisząca doniczka z misek IKEA, którą zrobiliśmy wspólnie z mężem. Wystarczyło przewiercić kilka dziurek, zamocować skórzane pasy i gotowe.

Pokój Waszej córki to oaza kreatywności. Tutaj również wprowadziłyście swoje autorskie pomysły?


Dorota: Przy aranżacji pokoju córka aktywnie pomagała nawet przy przykręcaniu mebli. W trakcie urządzania doszłyśmy do wniosku, że jeżeli pokój ma być też miejscem spotkań, to trzeba będzie gdzieś gości wygodnie posadzić. Do dyspozycji zostało głównie łóżko, a żeby uniknąć wrażenia, że koleżanki siedzą „w pościeli”, wymyśliłyśmy, jak zrobić z niego sofę.

Wystarczyło przymocować do ściany kilka poduszek, na łóżko zarzucić pled i gotowe. Zawiesiłyśmy też lampki, które wieczorem dodają przyjemnego, kameralnego klimatu. Pomieszczenie zdobią głównie prace Agatki: rysunki i papierowe ozdoby.

Do dyspozycji zostało głównie łóżko, a żeby uniknąć wrażenia, że koleżanki siedzą „w pościeli”, wymyśliłyśmy, jak zrobić z niego sofę. Wystarczyło przymocować do ściany kilka poduszek, na łóżko zarzucić pled i gotowe.

Czy sztuka gra ważną rolę w tym domu?

Dorota: Staramy otaczać się oryginalnymi rzeczami. Zwracamy uwagę, żeby wszystko utrzymywało się w jednej stylistyce. W wiatrołapie i salonie mamy np. zdjęcia rodzinne. W związku z tym, że trochę podróżujemy, fotografie mają ocieplić to nasze miejsce wspomnieniami, z którymi wracamy.

Czy oprócz licznych fotografii Wasz dom zyskuje coś po tych podróżach?

Dorota: Tak jak zauważyłaś, przywozimy dużo wspomnień utrwalonych na zdjęciach. Zdarza się, że wracamy z takimi klasycznymi drobiazgami, jak muszelki. Czasem przywieziemy coś ekstra, ale raczej w formie dodatków, jak figurka niedźwiedzia z Bieszczad czy lampka dekorująca wnętrze. W dużej mierze są to jednak zdjęcia.

A czy macie tutaj jakieś sentymentalne przedmioty, z którymi się nie rozstajecie?

Dorota: Obraz odziedziczony po rodzinie męża, którego przez lata się bałam i nie byłam przekonana do tego, aby zawisł w naszym domu. Przedstawiona na nim kobieta ma tak przerażony wzrok, że i u mnie wzbudzał on strach. Zdążyłam się jednak z nim oswoić i dziś bardzo lubię ten obraz. Z pewnością zostanie z nami.

Z ważnych przedmiotów, które budzą duży sentyment, mamy także anioła siedzącego na kominku. To bardzo ważna dla mnie gliniana figurka, bo zrobiła ją moja mama. Mąż natomiast kolekcjonuje stare radia. W salonie stoi jedno z nich, z 1946 roku. Chcemy je uruchomić, żeby grało i migało, umilając nam czas, który tutaj spędzamy.

Z ważnych przedmiotów, które budzą duży sentyment, mamy także anioła siedzącego na kominku. To bardzo ważna dla mnie gliniana figurka, bo zrobiła ją moja mama.

Mąż natomiast kolekcjonuje stare radia.W salonie stoi jedno z nich, z 1946 roku. Chcemy je uruchomić, żeby grało i migało, umilając nam czas, który tutaj spędzamy.

Jak liczna jest Wasza kolekcja?

Dorota: Myślę, że gdyby tak policzyć je wszystkie razem, to wyszłoby 200, a nawet 300 sztuk (śmiech). Na razie większość jest pochowana, ale w przyszłości chcemy wyeksponować je na piętrze. Przy tak pokaźnej kolekcji jest to dość problematyczne, ale należy im się specjalne miejsce. Ale wszystko powoli, krok po kroku. Staramy się szukać rzeczy z duszą, niepowtarzalnych, takich, które spodobają się nam obojgu. Wtedy dopiero wkraczają do naszego domu.

Czy też masz swoje kolekcje?

Dorota: Czy ja coś kolekcjonuję? Dobre pytanie. Mam bardzo dużo starych syfonów, ale czy to prawdziwy zbiór? Część z nich jest wystawiona w kuchni. Na pewno lubię i zbieram przeróżne stare urządzenia. Głównie „pomagajki” z gospodarstwa domowego, jak stary wyciskacz, maszynki do mielenia, obcinaczki do szparagów, jakieś takie dziwne, trochę śmieszne i ciekawe przedmioty sprzed lat. Z targu staroci zawsze z czymś się wraca (śmiech).

Jesteś ich stałą bywalczynią?

Dorota: Zdecydowanie. Ostatnio wynajduję dużo takich drobiazgów jak sztućce, stare talerze, szkło, tabliczki emaliowane… Jak to mówi mój mąż – różne duperelki, które przy aranżacji zdjęć dodają takiego klimatu i smaczku wszelkim fotografiom. Nasz dom jest już urządzony, więc pole do popisu w kwestii wyszukiwania perełek wśród staroci jest dość ograniczone. Zdarza nam się, że stoimy nad jakąś rzeczą i długo myślimy, gdzie można ją wyeksponować, a na końcu odchodzimy ze smutkiem i pustymi rękami. Okazuje się, że najpierw trzeba byłoby coś wyrzucić, aby zrobić miejsce dla czegoś nowego, a póki co nie chcemy się niczego pozbywać.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Dorota: Przeglądam sporo katalogów i gazety wnętrzarskie, także Internet, który traktuję jak kopalnię pomysłów. Nasze podróże również pozostawiają tu swoje ślady. Stylistyka i domy, które odwiedzamy czy mijamy, bywają wspaniałą inspiracją: ich różnorodność, kolorystyka, odmienność od tego co „nasze”. Myślę, że wiem, co mi się podoba i w jakim kierunku powinno to zmierzać. Lubię podglądać wnętrza, które są fajnie zaprojektowane, dopracowane w każdym calu i spójne, ale, prawdę mówiąc, nie chciałabym w nich mieszkać. Podobają mi się jako wykonanie, ale to zdecydowanie nie mój klimat i styl.

Jak określiłabyś charakter tego wnętrza?

Dorota: Nasze! (śmiech). Tak bym je określiła. Staramy się, żeby to miejsce było przytulne i nie tworzyło barier, a jednocześnie było zgraną całością. Miejsce, które łączy sporo starych i nowych elementów. Każdy pokój jest trochę inny, bo to jego mieszkaniec definiuje jego charakter. To przede wszystkim dom przyjazny mieszkańcom i służący do swobodnego spędzania wspólnego czasu.

W jakim klimacie czujesz się najlepiej?

Dorota: Podobają mi się wnętrza jasne, użytkowe. Na pierwszym miejscu muszą być funkcjonalne dla mieszkańców. Nie przepadam za przestrzeniami bardzo nowoczesnymi, przesadnie sterylnymi, w których bałabym się usiąść czy czegokolwiek dotknąć. Najlepiej czuję się tam, gdzie jest ciepło i sympatycznie. Na luzie.

Jaką funkcjonalność Waszego domu cenisz sobie najbardziej?

Dorota: Jestem bardzo zadowolona z dużych okien w salonie, przez które mogę podziwiać ogród. Nawet gdy jesteśmy w środku, to widzimy zieleń i czujemy się tak, jakbyśmy w niej byli. Bardzo cenię sobie otwartą przestrzeń parteru, ale też to, że z jednej strony salon otwarty jest na jadalnię, a jednocześnie nie graniczy z kuchnią. Ważne jest dla mnie, aby siedząc w pokoju dziennym, nie czuć się jak w kuchni i dzięki takiemu układowi udało się osiągnąć ten efekt. Jestem z tego bardzo zadowolona. Myślę, że dobrze nam się tutaj mieszka, również pod kątem użytkowym. Z pewnością czujemy się tu wygodnie!

Z jakich rozwiązań IKEA korzystasz?

Dorota: Cenię wzornictwo, dodatki oraz funkcjonalność, jakie zapewnia IKEA. Meble i produkty są tak przemyślane, by ułatwić życie użytkownikom. W swojej kuchni mam sporo dodatków i część zastawy. Pokój Agatki to w znacznej mierze zasługa produktów IKEA. Stoliczki, system przechowywania, lampki, pojemniki, organizery, poduszki... Łatwo też zestawiać je z innymi elementami, również starociami. Tak jak w naszym salonie, gdzie mamy stoliczki i mój ukochany fotel z widokiem na ogród, który idealnie wpasował się w tę przestrzeń! Sporo u nas dodatków, pufy oraz lampy fajnie dopełniają wnętrze.

Jestem bardzo zadowolona z dużych okien w salonie, przez które mogę podziwiać ogród. Nawet gdy jesteśmy w środku, to widzimy zieleń i czujemy się tak, jakbyśmy w niej byli.

Pokój Agatki to w znacznej mierze zasługa produktów IKEA. Stoliczki, system przechowywania, lampki, pojemniki, organizery, poduszki...