Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów


Co Was tutaj sprowadziło?

Ania: Nasz obecny dom stoi przy ulicy, przy której wychował się mój mąż. Tuż obok jest jego dom rodzinny, więc okolica jest nam bliska. Od zawsze znaliśmy ten dom z zewnątrz i bardzo nam się podobał. Mieszkali tu bardzo sympatyczni staruszkowie, którymi zajmowali się rodzice męża. Pomagali im nieco na starość ze względu na to, iż ich córki wyemigrowały do Stanów Zjednoczonych. Kiedy odeszli, zwróciły się do nas z propozycją kupna. Zdecydowaliśmy się bez namysłu, byliśmy pewni, że chcemy tutaj zamieszkać.

#

Jaka była przyczyna przeprowadzki? Potrzebowaliście zmiany?

Ania: Poprzedni dom znajduje się na wsi i odkąd nasze dziecko zaczęło swoją przygodę ze szkołą, jest nam o wiele łatwiej żyć w tym miejscu. Chętnie sprzedałabym tamten dom, jednak mąż twierdzi, że wrócimy tam na starość. Syn również jest do niego bardzo przywiązany, choć w obecnym czuje się równie dobrze.

Nasza okolica jest kameralna: głównie domki jednorodzinne.

Jak się tutaj mieszka?

Ania: Pomijając ulicę, która pozostawia sporo do życzenia, mieszka się super. Jest to również moja rodzinna okolica, więc bardzo mnie ucieszyło przeprowadzenie się właśnie tutaj. Wychodzenie po zakupy, spotykanie znajomych - wcześniej na wsi czułam się naprawdę wyobcowana, a lubię towarzystwo. Nasza okolica jest kameralna: głównie domki jednorodzinne. Na końcu ulicy mamy las i wał; tu na weekendowe spacery zjeżdża cały Wrocław.

Jak wspominacie początki? Z pewnością zdecydowaliście się na jakieś remonty?

Ania: Okazało się, że z zewnątrz dom jest pod nadzorem konserwatorskim. Wiązało się to z konsultacjami dotyczącymi zakresu remontu. Na szczęście konserwatorzy z wielkim entuzjazmem przyjęli nasz pomysł na przeszklenie werandy, a także zgodzili się na nowoczesne dachówki. Ta weranda już istniała, ale miała maleńkie okienka ograniczające dopływ światła, na którym nam bardzo zależy. Przeszklenia doskonale wpisują się w nasz modernistyczny styl i rozjaśniają całe pomieszczenie.

A co zmieniło się wewnątrz? Domyślam się, że dużo się tutaj zadziało.

Ania: Wewnątrz dom przeszedł gruntowną metamorfozę. Zmieniło się tutaj wszystko oprócz schodów, które z miejsca skradły nasze serce i bardzo chcieliśmy tę klatkę schodową zachować. Przemalowaliśmy je jedynie na biało. Reszta to połączenie naszych upodobań, potrzeb i moich inspiracji. Stworzyliśmy tu dom skrojony pod naszą rodzinę.

Uwielbiam rzeczy z przymrużeniem oka, które nadają wnętrzu niepowtarzalny charakter.

Zaglądając do Waszego domu, trzeba przyznać, że macie oryginalne pomysły. Skąd się biorą te nietypowe rozwiązania?

Ania: Kręcą mnie lata 60, bardzo lubię rzeczy wzbudzające kontrowersje. Tak jak kanapa w kształcie ust, którą mamy w pokoju na dole. Niektórzy mówią, że jest z pogranicza kiczu. Uwielbiam rzeczy z przymrużeniem oka, które nadają wnętrzu niepowtarzalny charakter. Jakiś taki żarcik przemycony do wnętrza, wywołujący uśmiech na twarzy, kiedy się na niego spojrzy.

Widać, że nie boisz się eksperymentować – nie obawiasz się czasem, że przekroczysz granicę?

Ania: Przy tak ekscentrycznych elementach rzeczywiście istnieje takie niebezpieczeństwo. Mogą one trafić w takie otoczenie, w którym będą wyglądały tragicznie. Nie wyobrażam sobie, żeby w domu, w którym nie ma innych rzeczy z przymrużeniem oka, taki przedmiot mógł znaleźć swoje miejsce. Staram się je gromadzić, więc te elementy wpisują się w nasze wnętrze w naturalny sposób. Mam taką lampę w kształcie kaktusa, której igiełki świecą na kolorowo. Czasami w trakcie imprez zapalamy tę lampkę, a wtedy wszystkim opadają szczęki (śmiech). Obecnie stoi w piwnicy z całą armią innych gadżetów, które czekają na cieplejsze dni. Kiedy przychodzi wiosna, urządzam nimi ogród i taras. Są to takie moje żarty w postaci starego żyrandola zawieszonego na drzewie, albo czegoś z podobnym dystansem. Bardzo lubię stroić takie żarty. Dla nas są to bezcenne smaczki, jak np. ściana w kolorowych guzikach mojej mamy. Ogromnie je lubię i postanowiłam coś z nimi zrobić, jakoś je wyeksponować. Dużo osób mówi, że nie wyobrażałoby sobie czegoś takiego u siebie w domu, ale „u mnie o dziwo to dobrze wygląda” (śmiech).

wnętrze wnętrze
wnętrze wnętrze wnętrze

Można powiedzieć, że Wasze wnętrze to wnętrze z dystansem, a jak jest z Tobą: kim jesteś i czym się pasjonujesz?

Ania: Mam podwójne zainteresowania. Chodziłam do szkoły plastycznej, stąd moje zamiłowania artystyczne. Następnie był czas, który poświęciłam na studia ekonomiczne i w tym nurcie pozostałam na długo. Teraz pomału zaczynam pomagać znajomym urządzać domy i strasznie mi się to podoba! Zastanawiam się, czy właśnie w tym kierunku nie pójść i temu poświęcić moje życie zawodowe. Skończyłam swoją przygodę z bankami, kompletnie mnie to znudziło, więc mam przestrzeń, aby spróbować czego innego. Prowadzę bloga wnętrzarskiego, bardzo podoba mi się opowiadanie innym o pomysłach na aranżacje, które zrodzą się w mojej głowie: o kompozycjach z poduszek i innych dodatków.

Skąd wzięła się u Ciebie pasja do urządzania?

Ania: Od dziecka miałam dużą swobodę w tym, co robiłam w swoim pokoju. Rodzice nie zabraniali mi malować po ścianach, więc realizowałam się, tworząc postaci z bajek. Kiedy byłam już nieco starsza, zabrałam się za malowanie pokoju oraz podłogi. Wolno mi było przemalowywać meble, co było wtedy ewenementem. Wychowałam się w latach 70. i 80., kiedy nie było ciekawych mebli, więc jeśli rodzice pozwalali majsterkować, zmieniać i przemalowywać, to było cudownie. Swój pokój zawsze starałam się dopasowywać do siebie. Mając mocno ograniczone w tamtym czasie możliwości, wiele rzeczy robiłam własnymi rękami. Później przyszły lata oglądania magazynów, a potem wyżywania się na swoich kolejnych domach. Nudzą mnie polskie magazyny, uwielbiam za to czasopisma z innych części świata, innych krajów. Ostatnio 2 przywiozłam z Hiszpanii. Jest w nich kolor, fantazja, po prostu super rzeczy! Nagle tyle pomysłów zaczęło we mnie kipieć, że poszłam do koleżanki i zaproponowałam jej pomoc w urządzaniu mieszkania. Zgodziła się i tak się zaczęło. Niewiele osób ma taki zasób pieniędzy, żeby zrobić wszystko za jednym zamachem, od początku do końca. Przechodzimy więc sobie z pokoju do pokoju. Koleżanka była początkowo nieufna, więc zaczęłam od dziecięcych pokoi. Kiedy zobaczyła efekt, współpraca rozwinęła się. Później porozmawiałam z kolejną i następną, i robię to do dzisiaj.


Lubisz urządzać dziecięce wnętrza?

Ania: Dziecięce pokoje są fantastyczne, można tam najbardziej puścić wodze wyobraźni! Pod jednym warunkiem, że chętne będą na to dzieci. Mój synek niestety już się nie godzi na metamorfozy, mówi mi: „mamusiu, nie chcę już zmian, tak jest mi dobrze!” (śmiech).

#

Często wprowadzasz metamorfozy do wnętrza?

Ania: Tak, bardzo często. Wystrój zmienia się z porą roku, czy nastrojem. Mam chyba ze 100 poduszek. Kiedyś próbowałam je policzyć, po 60 poszewkach znudziło mi się i przestałam. Wydaje mi się, że poduszkami i tekstyliami najłatwiej jest wprowadzać proste zmiany w wystroju, coś odświeżyć. Inaczej podchodzę do tego na Boże Narodzenie, kiedy w domu króluje choinka i wszystko jest kolorowe, a inaczej w okresie karnawału, kiedy pojawia się u nas więcej złotych akcentów. W okresie letnim nasz dom wychodzi coraz bardziej na zewnątrz. W ogrodzie lądują poduchy, kanapy, siedziska, które uwielbiam. Takie trochę marokańskie salony, w których kładzie się materace i zasiada się z misami pełnymi owoców. Bardzo mi się to podoba.

Wspomniałaś o swojej miłości do krzeseł, opowiedz o tym więcej.

Ania: Uwielbiam oglądać krzesła. Marzą mi się takie od znanych projektantów, na które nie bardzo mnie stać. Staram się wyszukiwać w Internecie oryginałów w przyzwoitych cenach. Na przykład to żółte krzesło ogromnie mi się podoba, darzę je wielkim sentymentem i jest właśnie taką moją zdobyczą. Metalowe krzesło, a raczej fotel, który stoi w korytarzu – podobnie. To ulubione z moich krzeseł, uwielbiam je. Najbardziej lubię kolorowe krzesła oraz twarde klasyki z drewna lub trwałych materiałów. Chociaż plastikowe też są niczego sobie (śmiech).


Zabawki w dziale IKEA i rzeczy do majsterkowania są mega pomysłowe.

Ładne wnętrze

W IKEA są super pomysły na przechowywanie, postanowiłam je wykorzystać.

A jak to zamiłowanie do klasyków, antyków i rarytasów łączysz z nowymi meblami, rozwiązaniami IKEA?

Ania: IKEA też ma kilka rarytasów! Meble IKEA to fajny design w dobrej cenie. Można tam wyłapać wiele smaczków, np. przedmioty o intensywnych kolorach, szeroka gama różnorodnych tekstyliów, czy fotele ogrodowe odlane z plastiku. Warto poświęcić czas na przejrzenie i poszperanie w ofercie IKEA, gdzie znajduje się dużo świetnych rozwiązań.

Co na przykład?

Ania: Pokój dziecięcy! Uważam, że na naszym rynku IKEA zwycięża. Meble te są niezwykle funkcjonalne i przemyślane. Dają dużo możliwości, począwszy od przechowywania, co w pokoju dziecięcym jest kluczowe, po aranżację.

Z czego skorzystałaś w pokoju swojego syna?

Ania: W IKEA są super pomysły na przechowywanie, postanowiłam je wykorzystać. Łóżko z ogromnymi szufladami, w których można schować nieużywaną pościel, czy zapasowe pościele dla odwiedzających kolegów, to jedne z tych rzeczy. Szafeczki z szufladkami na jakieś skarby, przytulanki do spania czy gierki przed snem lądują do zawieszki na ścianie obok łóżka. Mamy też bardzo zgrabne biureczko, które zmieściło się w malutkim wykuszu. Szafa mieści cały dziecięcy bałagan, gry, autka, które nie wyglądają zbyt atrakcyjnie, kiedy zapełniają cały pokój, więc są tam schowane. Drzwi szafy przyozdobione są naklejkami z IKEA, którymi bawimy się wspólnie z Teosiem. Uwielbiam naklejki, po których można malować kredą czy flamastrami. Używam ich zarówno w pokoju Teosia, jak i np. w naszej kuchni. Dzieci uwielbiają naklejki, ale kiedy wymknie się to spod kontroli – tragedia gotowa. Natomiast kiedy zajmujemy się tym razem z synem, to jest fajna zabawa. Takie miniprojektowanie - wspólne wyklejanie, pomysły, gdzie co nakleić, gdzie bucika, a gdzie jakąś chmurkę. Zabawki w dziale IKEA i rzeczy do majsterkowania są mega pomysłowe: flamastry, koraliki, zawieszki na drzwi. To są świetne dodatki z przymrużeniem oka, które dodają wiele uroku. Nie są drogie i można je co jakiś czas wymienić.

Teoś, a czym Ty lubisz zajmować się najbardziej?

Teo: Bardzo lubię układać klocki. Zacząłem, jak miałem 3 lata, kiedy dostałem pierwszy zestaw. Zawsze robiłem to sam, uwielbiałem robić coś ciekawego, tworzyć konstrukcje. Gdyby wszystkie policzyć, to na pewno moja kolekcja byłaby duża.

Masz swoje pomysły na urządzanie pokoju?

Teo: Zdaję się na mamę, ale ostatnio raziło mnie przy biurku słońce, więc wykorzystałem swój latawiec jako zasłonkę i tak to zostało. Lubię, jak mama urządza nasz dom, jest kolorowo i wesoło.

Gdzie najbardziej lubisz spędzać czas?

Teo: W moim pokoju i salonie, gdzie lubię sobie z mamą posiedzieć, poprzytulać się, posłuchać radio. Wtedy jest właśnie najfajniej. Tutaj spędzamy najwięcej czasu razem, a latem – w ogrodzie.

Ania, za co najbardziej lubisz ten dom? Jest pięknie – to jedno, czy jest też funkcjonalnie?

Ania: Jest bardzo funkcjonalnie! Ale jest to też nasza zasługa. To nasze trzecie mieszkanie i dobrze wiedzieliśmy, czego chcemy. Parter w całości przeznaczony jest do życia dziennego, góra jest sypialniana, a dół – klubowy z zapleczem gospodarczym. To takie miejsce dla syna i jego kolegów, bo właściwie my nie oglądamy telewizji. Jeśli chodzi o funkcjonalność, dom jest naprawdę świetny. No i uwielbiam to okno! Okno na świat. Jest fantastyczne. Codziennie rano pijemy tam z mężem kawę w towarzystwie psów, które się do nas dosiadają. Nawet kiedy nie ma pogody, fajnie jest zasiąść przed oknem i obserwować nawałnicę czy padający grad. Nie potrzeba telewizora.

Jak określiłabyś charakter Waszego domu?

Ania: Myślę, że jest tutaj bardzo na luzie. Chciałabym, żeby każdy, kto tutaj wchodzi, czuł, że kanapy są do siadania, poduchy do miętoszenia, a koce do przykrywania się, a nie, że wszystko służy wyłącznie do ozdoby. Nie lubię wnętrz, w których wszystko jest jak w muzeum, gdzie „tutaj proszę nie siadaj, tego nie dotykaj”. Dom ma być dla wszystkich: dla dorosłych, dzieci i zwierząt. Odradzam koleżankom rozwiązania, takie jak np. białe kanapy, które przy dzieciach są pomysłem bardzo ryzykownym. Ładna kanapa, ale stres i nerwy w domu gwarantowane. Na takie rozwiązania trzeba poczekać. Dom trzeba również dopasować do siebie i do tego, co już się ma. Ja strasznie pragnę dywanów, których niestety nie mogę mieć, bo mam już 2 w postaci dużych psów. Pogodziłam się z myślą, że dywany nie wchodzą w grę, więc gdzieś tam przemycam sobie te miłości. Na górze mam 2 ręcznie robione dywaniki z Egiptu: w pokoju gościnnym i dziecięcym, na tyle mogłam sobie pozwolić. W piwnicy jest skóra, bo stwierdziłam, że na niej sierść nie będzie taka najgorsza. Trzeba pomyśleć, zastanowić się, czy ten ulubiony mebel nie sprawi, że będziemy chodzić wokół niego, jak wokół muzealnego obiektu i nie stanie się sprawcą nerwów i krzyków.

To znaczy, że w Waszym domu wszystkie chwyty dozwolone?

Ania: I u nas są rzeczy święte. Nie można np. grać w piłkę w domu. Mam masę wazonów, które są dla mnie ogromnie ważne. Pochodzą z domu rodzinnego, od mojej babci. Myślę, że gdyby zbił się taki wazon, to naprawdę płakałabym po nim.


Zazwyczaj porywa mnie to, co odważne. Lubię rzeczy idące na przekór trendom.

Ładne wnętrze

Trzeba przyznać, że twoje wnętrze jest nietypowe. Gdzie znajdujesz inspirację do takich pomysłów?

Ania: Od lat oglądam gazety i książki. Myślę, że na bazie tego, co zobaczyłam, budzą się we mnie moje własne pomysły. Czasami zainteresuje mnie jakieś zestawienie kolorystyczne, ale lubię też zrobić coś na przekór. Sporo eksperymentuję, stąd te ciągłe metamorfozy. Mam już kilka własnych trików, np. wazony ustawiam zazwyczaj po 3, poduszki łączę w trójki, bo ładnie się ze sobą komponują. Przewieszę jakiś koc przez oparcie, czy zarzucę pled na fotel. Myślę, że literatura i albumy, które przejrzałam, pracują teraz w naszym wnętrzu. Zawsze lubiłam podglądać, jak robią to inni, śledzić ich oryginalne rozwiązania. Są takie mieszkania, od których dech mi w piersi zapiera i myślę sobie wtedy: „wow!”. Zazwyczaj porywa mnie to, co odważne, lubię rzeczy idące na przekór trendom. Panuje moda na biel i skandynawskie klimaty i to jest fajne. Ale ja lubię, jak widać w domu człowieka, więc coś tam od siebie muszę zawsze dodać. Jakąś rzecz poza panującym trendem. Coś co sprawi, że wnętrze nie będzie chłodne, ale przyjazne, dla ludzi. Obserwuję jedną artystkę – ilustratorkę ze Szwecji czy Danii. Tworzy świetne rysunki, a jej mieszkanie ma niepowtarzalny klimat. Jest tam prosto i skandynawsko, ale są w nim też smaczki w postaci kolorów. Dzięki temu to wszystko nie jest takie suche. Ostatnio mąż kupił mi 2 książki o HYGGE. W trakcie czytania pomyślałam, że nasz dom wpisuje się właśnie w tę filozofię. Nie jest może spod igły, na wysoki połysk, ale jest domem przytulnym, stworzonym do życia.

Panuje moda na biel i skandynawskie klimaty i to jest fajne.

Moją uwagę zwróciło to, że na parterze nie macie zasłon. Nie często widzi się tak otwarte domy.

Ania: Kiedy mieszkałam na wsi, miałam już dużo wnętrzarskich pomysłów oraz realizacji, ale nie miałam się komu nimi pochwalić. Mieszkaliśmy na uboczu, nikt tamtędy nie przechodził. Jak znaleźliśmy się tutaj, zaczęłam czerpać radość z tego, że ludzie zaglądają do naszego wnętrza. Ja sama lubię zaglądać przez okna, patrzeć, jakie inni mają obrazy, jakie wiszą tam lampy… Czemu nie? Oczywiście sypialnie i toalety staramy się mieć intymne i nie epatować prywatnością, natomiast tutaj, w części dziennej na parterze, chcę żeby przechodnie widzieli te rośliny w oknach, dodatki. Nawet specjalnie je eksponuję. We frontowym oknie mamy taką lampkę, którą zrobiłam z Teosiem i jego kolegą z lego. Kiedy były zimowe, ciemne poranki, specjalnie ją zapalałam, żeby ludzie mieli miły widok, idąc rano do pracy. Ja lubię zaglądać do innych, więc zachęcam, by zaglądano i do mnie.

Często zaglądają?

Ania: Zaglądają, komentują, są zainteresowani. Słyszałam opinie, że mam ciekawe lampy. Często dekoruję schody wejściowe, więc one również zwracają uwagę sąsiadów. Znajoma powiedziała, że gdyby miała schody, to na pewno byłabym jej inspiracją. Widziałam też sąsiadkę, której do tej pory nie poznałam i z którą nie rozmawiałam. Przechodząc obok, popatrzyła na tę lampkę z lego i uśmiechnęła się – fajnie jest, nawet chwilowo, wnosić trochę uśmiechu w czyjeś życie.

Co powiesz o Waszej kuchni?

Ania: Kuchnia dopasowana jest w 100% do mojego męża i on miał tutaj decydujące zdanie. Ja zażyczyłam sobie jedynie, aby na pewno była ona biała. To mąż tutaj działa i dla niego jest ona zrobiona. Jest wysoki i chciał mieć swoje standardy, wymierzył wyspę, którą bardzo dopasował do siebie. Nie szaleję tutaj z aranżacjami, bo chcę, żeby łatwo było w niej utrzymać porządek. Jest trochę dodatków, które akcentują tę przestrzeń i wpisują się w nią.

Z jakich rozwiązań IKEA korzystasz?

Ania: Uwielbiam pudełka, skrzyneczki i półeczki IKEA. Bardzo ułatwiają utrzymanie porządku na półkach i w szafkach. Dodatki do kuchni ratują moje życie – nie zniosłabym, gdyby wszystko stało tu luzem. Dzięki pudełkom i pojemnikom łatwo utrzymać porządek i wszystko dobrze wygląda. W kuchni mamy bardziej minimalistyczne akcesoria, ale za to bardzo funkcjonalne.




#