Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Jak to się stało, że wybrałaś Krzyki na miejsce zamieszkania?

#

Kasia: To przede wszystkim bardzo fajna dzielnica, którą znałam już od dziecka. Poruszałam się po tych terenach jako mała dziewczynka, więc był to powrót do czegoś, co jest mi bliskie.

Na pewno jest tu bardzo spokojnie, a jednocześnie nie jest daleko do centrum. Dużo czasu spędzamy na Krzykach, po przedszkolu odbieramy córkę i bawimy się w pobliskim parku, część moich znajomych mieszka niedaleko, nasze życie toczy się więc głównie tutaj. Równocześnie mamy to, czego najbardziej potrzebujemy, czyli dostęp do wszystkiego, co niesie ze sobą duże miasto. Natomiast ten spokój i cisza to coś, czego szukam na co dzień i mimo, że na uboczu to powoli zaczyna mi doskwierać duże miasto.

Czy utożsamiasz się z dzielnicą, na której mieszkasz?

Kasia: Prawdę mówiąc, utożsamiam się z każdą dzielnicą, na której mieszkam. Mam też łatwość nawiązywania kontaktu z ludźmi, którzy są wokół. W tym momencie na Krzykach mam wielu znajomych, panie w sklepie, w warzywniaku, rodziców w przedszkolu, do którego uczęszcza moja córka. To cenne, że ta dzielnica nie jest dla mnie obca, w głównej mierze dzięki ludziom, którzy tutaj mieszkają. Być może nie jest to kwestia samej dzielnicy, ale i otwartości na to, co nas otacza.

Co spowodowało, że zdecydowałaś się na to konkretne mieszkanie?

Kasia: Los sprawił, że się tutaj znaleźliśmy. Póki co jest to docelowe miejsce zamieszkania, ale moim cichym marzeniem jest mieszkać z dala od miasta, na łonie natury, blisko lasów i przyrody. Są to jednak dalekosiężne plany, najbliższą przyszłość planujemy więc tutaj.

To cenne, że ta dzielnica nie jest dla mnie obca, w głównej mierze dzięki ludziom, którzy tutaj mieszkają. Być może nie jest to kwestia samej dzielnicy, ale i otwartości na to, co nas otacza.


Czym się inspirujesz podczas urządzania mieszkania?

#

Kasia: Na pewno wprowadzam elementy z wielu podróży. Przede wszystkim nie potrafię się zdecydować na jeden styl, być może też nie chcę. Przez to, że dużo jeżdżę po świecie, bardzo inspiruję się elementami folklorystycznymi danego regionu.

Myślę, że przekłada się to na mnogość stylów, które są widoczne w moim domu. Czasem przywożę coś sama, zdarza się jednak, że dostanę w prezencie coś od znajomych. Zawsze staram się dodawać te elementy i wpleść je w nasze wielobarwne kąty.

Dużo podróżujesz?

Kasia: Aktualnie mniej, ale rzeczywiście jest tak, że wyprawy to istotna część naszego życia. Podróżujemy w każdym kierunku i choć Europa jest nam bliska, to im bardziej dziko, z dala od turystów, tym dla nas bardziej ciekawie. To, co najbardziej cenię w podróżach, to poznawanie ludzi, ich historii, kultury, smaków, ale i dzielenie się własnym światem w zamian. Ścieżki poza utartymi szlakami wybieramy dlatego, że nie brakuje w nich prawdziwości, miejsca na otwartość, szczerość i naturalność.

Czy w swoim mieszkaniu masz jakieś pamiątki z podróży?

Kasia: Największymi i najcenniejszymi pamiątkami są dla mnie zdjęcia, którymi w przyszłości chciałabym obwiesić całą ścianę w salonie, może z czasem pojawi się coś w sypialni. Rozpoczęłam ten proces, który póki co trwa. Od jakiegoś czasu fotografuję, zbieram zdjęcia do rodzinnego albumu. Najczęściej są to podróże i dzieci złapane w kadrze w codziennych sytuacjach, naturalnych momentach. Bardzo to lubię, sprawia mi to wiele frajdy, jednocześnie rejestruję niezapomniane chwile naszego życia.

W Twojej sypialni dość istotne miejsce zajmuje kapa ze słoniem. Czy to również pamiątka z podróży?

Kasia: Słonia przywiozłam z wyprawy do Indii. Przez kilka lat mieszkał ze mną w różnych miejscach: we Francji, Wrocławiu, teraz jest tutaj. Tę ręcznie szytą dekorację kupiłam w Arambolu. Kojarzy mi się z Indiami, jakie poznałam, kolorowymi, różnorodnymi – trochę jak moje mieszkanie. Przypomina mi fantastycznych ludzi, których spotkałam, i magię indyjskiego wybrzeża.

Ładne wnętrze

Słonia przywiozłam z wyprawy do Indii. Tę ręcznie szytą dekorację kupiłam w Arambolu. Kojarzy mi się z Indiami, jakie poznałam, kolorowymi, różnorodnymi – trochę jak moje mieszkanie.

Ładne wnętrze

W pokoju dziecięcym jedną ścianę zdobi bajkowy las, czy to Twoje dzieło?

#

Kasia: Rzeczywiście, las namalowałam sama. Pierwszy w pokoju zabaw pojawił się domek, który smutno wyglądał na pustej ścianie.

Chciałam, aby powstało tam coś, co będzie go dopełniać i tworzyć bajkową atmosferę, jakiś spójny świat, w którym dobrze czują się dzieci. Las wydawał się dobrym pomysłem.

Czy ściana z piórkami była kontynuacją pomysłu?

Kasia: Ściana z piórkami powstała jako pierwsza. Miała dodać pokojowi małej dziewczynki subtelnego i marzycielskiego charakteru. Delikatne piórka tworzą pewną ulotność i lekkość. Kojarzą mi się z latem i leżeniem na łące, wprawiają w pogodny nastrój. Starałam się więc otoczyć tym moją córkę, przenosząc ten motyw do jej pokoju. Łapacz snów strzeże ją przed złymi snami, wychwytuje je i zatrzymuje, a kapa, która pokrywa łóżeczko, wywołuje te dobre. Uszyłam ją latem ubiegłego roku ze specjalnie dobranych materiałów, z których wykonuję hippie ubranka dla dzieci.

Czy każdy z domowników ma swoje ulubione miejsce? Jak dzielicie przestrzeń między siebie?

Kasia: Lubimy przebywać razem, stąd wszystkie pomieszczenia są dostępne dla każdego. Podział jest bardzo umowny i można powiedzieć, że definiuje go raczej przeznaczenie danych mebli niż samo podporządkowywanie miejsca konkretnym domownikom.

W salonie, który jest strefą dzienną, mamy też wydzieloną część do pracy. Wieczorową porą, kiedy włączamy filmy, staje się natomiast strefą relaksu. Większość czasu spędzamy więc w salonie. Myślę, że jest to kwestia przestrzeni i tego, że możemy być tutaj wszyscy razem.

Nasza sypialnia to miejsce, w którym możemy pobyć sami. Jeżeli jest taka potrzeba, służy jako miejsce wyciszenia i medytacji, pomaga w uporządkowaniu myśli. Z kolei pokój Wiktorii to zdecydowanie jej miejsce, w którym szuka spokoju i ma odrobinę prywatności.

Często miewacie gości?

Kasia: Owszem! (śmiech). Zdarza się nam mieć gości przez tydzień, miesiąc czy dłużej. Często są to ludzie, którzy przejeżdżają przez Wrocław i zatrzymują się w drodze. Mogę powiedzieć, że goście są u nas stałym punktem programu. Wychodzi to naturalnie. Z racji tego, że mam dużo przyjaciół, którzy podróżują i lubię być z ludźmi, uwielbiam też z ludźmi mieszkać. Zawsze zachęcam znajomych, którzy przyjeżdżają do Wrocławia, żeby zatrzymali się u mnie. Ostatnio gościłam na raz pięć przyjaciółek z dziećmi, z których trzy akurat są w ciąży (śmiech). I my, i nasz dom jesteśmy otwarci na takie sytuacje.

Ładne wnętrze

Często gotujecie w domu, znajdujecie miejsce na zdrowe gotowanie?

Kasia: Najczęściej gotujemy w domu. Wynika to z tego, iż staramy się zdrowo odżywiać i dbać o to, co spożywamy. Wielką radość sprawia nam, oczywiście, jedzenie w innych miejscach, w plenerze.

Czy kuchnia jest zatem centrum domowego ogniska?

Byłaby, gdyby nie była taka mała i odizolowana. Nie lubię spędzać tam czasu, ponieważ jestem tam w pojedynkę. Sama kuchnia mi nie przeszkadza, jednak jej mankamentem jest to, że jest daleko od centrum życia. Jest mała, nie mieści się tam wiele osób. Z tego względu, jeśli gotuję, może być przy mnie tylko jedna osoba, ale zazwyczaj kończy się to na tym, że większość osób czeka w salonie. To sprawia, że staram się przyrządzić dania i jak najszybciej wrócić do wszystkich, do pokoju dziennego, gdzie spędzam czas w trakcie gotowania. Od czasu do czasu idę do kuchni doglądać, czy wszystko jest w porządku.


Ściana z piórkami powstała jako pierwsza. Miała dodać pokojowi małej dziewczynki subtelnego i marzycielskiego charakteru.

Ładne wnętrze

Czy planujecie w najbliższym czasie jakieś zmiany w mieszkaniu?

#

Kasia: Jesteśmy w trakcie oczekiwania na zmiany. W sypialni ma powstać platforma, która będzie łóżkiem, oraz regały pod oknem. To pierwsza rzecz, którą chcemy zrobić jak najprędzej i oczekujemy na realizację zamówienia u stolarza. Tych zmian naprawdę nie mogę się doczekać.

Zależałoby mi też na regałach w kuchni, aby zyskać więcej miejsca na przechowywanie, oraz dobrze zorganizowanej przestrzeni do pracy. Długi blat na dwa stanowiska pracy to coś, co chodzi mi po głowie. Myślę, że Wiktoria, która niebawem kończy 5 lat, też potrzebuje już swoją przestrzeń roboczą, więc i na biurko dziecięce w najbliższym czasie przyjdzie pora. Z czasem na pewno pojawi się więcej zdjęć na ścianach, marzy mi się też prawdziwa sztuka (śmiech).

O jakim domu na przyszłość marzysz?

Kasia: Najbardziej marzy mi się naturalny dom z drewna, gliny i słomy. Otoczony lasem, znajdujący się w dużej przestrzeni, ale w bliskim sąsiedztwie serdecznych ludzi. Natura to coś, czego brakuje mi w tej chwili najbardziej, więc z pewnością w niej szukałabym swojego miejsca. Nasz wymarzony dom powinien być też ciepły. Niekoniecznie chodzi o odczucia cielesne, ale raczej atmosferę i klimat. Taki, do którego chce się wracać i czuje się w nim przyjemnie.

Co buduje atmosferę Waszego domu?

Kasia: Myślę, że elementy, które dodaję od siebie, nadając im szczególny charakter. Bardzo lubię różne rzeczy przerabiać i być może to tworzy atmosferę, jeśli chodzi o wnętrze. Zdarzyło mi się przerobić krzesło, obiłam je kolorowym materiałem, zmieniłam barwę nóżek, trochę tchnęłam w nie nowego ducha. Podobnie było ze starą komodą, która w nowym żółtym kolorze zyskała blasku. Szczególną sympatią darzę bieliźniarkę stojącą w sypialni. Każdą z jej szuflad obiłam innym materiałem. Taki prosty zabieg, a stała się zupełnie nie do poznania. Teraz pasuje do nas w stu procentach.

Zdarzyło mi się przerobić krzesło, obiłam je kolorowym materiałem, zmieniłam barwę nóżek, trochę tchnęłam w nie nowego ducha. Podobnie było ze starą komodą, która w nowym żółtym kolorze zyskała blasku.

Ładne wnętrze

Można powiedzieć, że lubisz eksperymentować z kolorami?

Kasia: Bardzo lubię kolory, uwielbiam się nimi bawić i mieć ich dużo we wnętrzu. Była to tylko kwestia czasu, zanim brązowe krzesła, które tutaj zastaliśmy, stały się kolorowe, na ścianach zagoszczą zdecydowane tony i grafiki, a stara komoda przybierze jaskrawożółty kolor (śmiech). Kiedy ją przemalowałam, od razu zobaczyłam, że będzie wspaniale pasować do fioletu i muszę te dwa kolory połączyć. Tym sposobem fiolet pojawił się na ścianie w naszym salonie.

Jak określiłabyś charakter Waszego mieszkania? Kto decydował o urządzaniu przestrzeni?

Kasia: Nie potrafię jednoznacznie określić stylu naszego mieszkania, choć to ja decydowałam o jego wystroju. Mój partner zdał się na mnie. Lubię te kolory, czuję się w nich bardzo dobrze, naturalnie. Z drugiej strony bardzo podobają mi się naturalne materiały, takie jak drewno czy biel. Ciężko mi się zdecydować, stąd myślę, że każde pomieszczenie ma swój indywidualny charakter.

Jakie przestrzenie lubisz, jakie Ciebie inspirują?

Kasia: Najbardziej lubię przestrzenie ciepłe, kolorowe, w stylu boho i hippie, w których dużo się dzieje. Przyciąga mnie do nich bogactwo tekstur, faktur, wielość materiałów, które można ze sobą łączyć i które tworzą wokół człowieka ciepło. Inspirują mnie takie wnętrza, w których każdy czuje się swobodnie, przytulnie i jak u siebie. Ważne jest dla mnie też, aby oprócz elementów dekoracyjnych było dużo miejsca i dla nas, i dla przyjaciół, z którymi spędzamy czas. Nie lubię zimnych, minimalistycznych przestrzeni, gdzie wszystko jest sterylne. Paradoksalnie czuję się tam ograniczona i skrępowana.

Czy gromadzisz dużo rzeczy?

Kasia: Mam potworną skłonność do gromadzenia, staram się z tym walczyć, jak tylko mogę. Mam wrażenie, że moje studenckie mieszkania były jednak bardziej zagracone, więcej było pamiątek, przedmiotów. Z jednej strony to miłe, że stały i przypominały mi o czymś, co wspominałam z sentymentem. Aktualnie staram się jednak większość rzeczy chować i ograniczać ilość przedmiotów, które są na wierzchu, aby wyczyścić przestrzeń.


Najbardziej lubię przestrzenie ciepłe, kolorowe, w stylu boho i hippie, w których dużo się dzieje. Przyciąga mnie do nich bogactwo tekstur, faktur, wielość materiałów, które można ze sobą łączyć i które tworzą wokół człowieka ciepło.


Każdą z szuflad bieliźniarki obiłam innym materiałem. Taki prosty zabieg, a stała się zupełnie nie do poznania.

Ładne wnętrze

Bardzo lubię kolory, uwielbiam się nimi bawić i mieć ich dużo we wnętrzu.




#