Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Czy z Twoim domem związana jest jakaś historia?

#

Malwa: Dom, w którym mieszkam, to nasz dom rodzinny. Zbudowali go moi dziadkowie w latach głębokiego PRL-u. Jest taki, na jaki mogli sobie wtedy pozwolić. Moja mama zajmuje najwyższe piętro, ja zaadaptowaną na mieszkanie piwnicę. Spotykamy się na środkowym piętrze, zawsze w kuchni. Kiedyś dookoła domu stały budynki Państwowych Gospodarstw Rolnych, był to dom na uboczu, a dookoła błoga cisza…

Miasteczko się rozrosło, PGR wyburzono i aktualnie mieszkam w samym centrum. Wystarczy jednak pięć minut powolnym spacerem z psem i jesteśmy na łąkach, a dziesięć i trafiamy do lasu. To bardzo kojące być blisko natury. Choć to dom rodzinny, nie mieszkałam tu całe życie. Dzieciństwo spędziłam na blokowisku, w czasach licealnych przeprowadziliśmy się tutaj, później były studia w Poznaniu i kamienica nad Rynkiem Jeżyckim. Kolejno wynajmowane mieszkania w miastach, w których pracowałam, i zupełnie nieplanowanie znowu jestem tutaj.

Skąd pomysł na aranżację piwnicy pod mieszkanie?

Malwa: Piwnicę na mieszkanie przerobił mój brat w młodocianym wieku. Mieszkał tu sam z „babcią nad głową”. Bardzo mu zazdrościłam tej niezależności. Gdy wyjechał, przeprowadziłyśmy się tutaj z mamą. Od początku „czaiłam się” na piwnicę: niezależne wejście, własna łazienka i kuchnia. Mieć swoje własne mieszkanko w wieku 16 lat to było coś! Gdy nastąpiło „przejęcie”, długo szukałam idealnego ustawienia, średnio dwa razy w roku coś przestawiałam, przemalowywałam, przerabiałam. Od zawsze chodziłam po lumpeksach i kupowałam tam rzeczy do domu, perełki, w których widziałam coś więcej niż przedmiot użytkowy.

Czy któraś z tych perełek towarzyszy Tobie do dzisiaj? Twoje mieszkanie zdaje się wskazywać, że jesteś sentymentalną osobą. Czy masz w nim jakieś pamiątki, cenne znaleziska z lumpeksów?

Malwa: To prawda. Większość przedmiotów, którymi się otaczam, ma jakąś historię. Komody po babci, meble od taty, które otrzymał od znajomych, łóżko z autorskim zagłówkiem, zdobyczny stolik, wojskowa skrzynia czy lampa z lumpeksu. Na życiowej drodze przedmioty się rozpierzchły, ale śliwkowa lampa jeździ ze mną zawsze i wszędzie. Stała na ladzie u Pani w „lumpie”, do którego zaglądałam od czasu do czasu. Pojawiła się tam przy okazji kolejnej dostawy. Pani, widząc moje zafascynowanie i to jak bardzo mi się lampa podoba, oddała mi ją za 5 zł! Do dzisiaj trudno mi się temu nadziwić.

Przez lata zbieractwa nagromadziłam wiele różności. Trochę czasu zajęło mi uporządkowanie tych materiałów, ale spisują się świetnie. Teraz, gdy tylko najdzie mnie wena na szycie, rozkładam stół, maszynę, szufladki, które są nie tylko świetnymi ozdobami, ale również organizatorami, i działam.

Moją uwagę przykuła skrzynia na kółkach, która służy Ci jako stolik. Czy to również pamiątka, czy może zdobycz z pchlego targu?

Malwa: Kupiłam ją na giełdzie staroci. Pokryta grubą warstwą farby olejnej nie wyglądała zbyt przystępnie, ale wiedziałam, że pod spodem kryje się coś ciekawego. Od razu postanowiłam zedrzeć z niej tę niefortunną powłokę, o co poprosiłam znajomego. Po piaskowaniu ukazało się drewno z okazałymi słojami. Na gładko doszlifowałam ją ręcznie papierem ściernym. Pomalowałam białym impregnatem do drewna, a wnętrze wyłożyłam materiałem, dokręciłam kółka i voila! W poprzednim mieszkaniu skrzynia wojskowa była stolikiem nocnym. Obecnie pełni rozmaite funkcje, w zależności od potrzeby. Czasem jest siedziskiem, szafką na RTV, kiedy przyjeżdża mój chłopak i robimy kino domowe z projektora, a czasem stolikiem kawowym. Bardzo często jest też moim podłożem podczas sesji produktowych.

Ładne wnętrze

Z sentymentalnych elementów wystroju mam też lustro. Pochodzi z toaletki mojej babci, którą w latach pierwszych podrygów majsterkowania przemalowałam matowym sprejem na biało. Efekt marmuru wyszedł przypadkowo. Dolna część toaletki stoi w garażu i czeka na lepsze czasy, kiedy będę miała dłuższą chwilę, aby się nią zająć. Wtedy będę próbowała ratować ją na nowo.

Większość przedmiotów, którymi się otaczam, ma jakąś historię. Komody po babci, meble od taty, które otrzymał od znajomych, łóżko z autorskim zagłówkiem, zdobyczny stolik, wojskowa skrzynia czy lampa z lumpeksu.

Teraz, gdy tylko najdzie mnie wena na szycie, rozkładam stół, maszynę, szufladki, które są nie tylko świetnymi ozdobami, ale również organizatorami, i działam.

Ładne wnętrze

Często zdarza Ci się przerabiać meble, czy to jedyne takie przykłady?

#

Malwa: Nie tak często, jak bym chciała. Praca z drewnem to dla mnie przyjemność i pewnego rodzaju hobby. Swojego czasu robiliśmy z kolegą trochę mebli z palet, przede wszystkim stoły.

Wykonaliśmy ich około 20. Były też siedziska. To była fajna praca. Przerabialiśmy stare krzesła pod charakter restauracji. Na zrobienie mebli dla samej siebie zawsze brakuje mi jednak czasu.

Staram się wprowadzać elementy, które dodadzą meblom nowego charakteru, tak jak komoda, do której dokręciłam kolorowe gałki. Drewniane szafki malowałam z kolei pod dywan z IKEA, jaki miałam we wcześniejszym mieszkaniu. Tam wszystko było oparte na dużych kontrastach, we wnętrzu i w życiu. Może dlatego tutaj dominuje białoszarość. Wzór geometryczny dywanu zainspirował mnie do ozdobienia szafek. Chwilę się zastanawiałam, jak przyklejać taśmę, żeby otrzymać zamierzony wzór, i przy trzeciej szufladzie się udało.

Wygląda na to, że wiele rzeczy tworzysz sama. Czy z remontem również poradziłaś sobie samodzielnie?

Malwa: W zasadzie wszystko zrobiłam sama. Uwielbiam remonty. Malowanie, tapetowanie, ach! Tym razem wszytko zaplanowałam na biało, więc poszło super sprawnie. Półki mocowałam sama. Zwykłe, najtańsze dechy z tartaku oszlifowane i zagruntowane. Nie dopasowałam kątowników, więc chylą się ku dołowi. Ja to nazywam efektem Gaudiego, chociaż to bubel (śmiech). Plakaty robiłam sama do poprzedniego mieszkania, potrzebowałam motywacji, więc dobrałam czcionki i plakaty gotowe. Tak się to uzbierało, że na remont wydałam około 200 zł.

Ładne wnętrze

Jaki był pomysł na aranżację tej przestrzeni?

Malwa: Z biegiem lat układ tego pomieszczenia został chyba wyeksploatowany. Łóżko stało już przy każdej ścianie. W jednej z wersji biurko w kształcie falistej L, które projektowałam dla stolarza na brystolach w wersji 1:1, zajmowało dwie ściany pokoju. Sporo się tutaj działo. Kiedyś dużo szyłam, bawiłam się w robienie biżuterii, więc potrzebowałam konkretnego blatu roboczego. Teraz zależało mi przede wszystkim na spokojnym wnętrzu, które w zależności od potrzeby będzie można zaadaptować. W pokoju wydzieliłam strefy do pracy, relaksu, a nawet „spotkania”. Chciałam, żeby wnętrze było spójne i w miarę możliwości proste.

Gdy się tu wprowadzałam, byłam w finansowym dołku, zbierałam więc meble z różnych miejsc. Mając budżet „0 zł”, jakoś z tego wybrnęłam. Mam komodę po babci, fotele po obywatelach Niemiec, które przywiózł mi mieszkający tam tata. Stolik wyniosłam z mieszkania mojego kolegi, któremu pomagałam podczas remontu cztery lata temu, w myśl zasady, że „kiedyś się jeszcze przyda – ma dobry design”. I tak stosując przede wszystkim selekcję, udało mi się stworzyć przestrzeń, w której odpoczywam i pracuję.

Wzór geometryczny dywanu zainspirował mnie do ozdobienia szafek.

Ładne wnętrze

Co w urządzaniu wnętrza jest dla Ciebie kluczowe?

#

Malwa: W wystroju cenię komfort i przytulność. Urządzając przestrzeń, staram się pamiętać o funkcjach, jakie ma pełnić. To przede wszystkim. Moje otoczenie musi być kojące dla oka, najlepiej żeby sprawiało mi przyjemność, gdy na nie patrzę. A więc w kolorach i stylu, w jakich czuję się najlepiej.

Lubię przebywać w ładnym otoczeniu. Ładnym, czyli takim, do którego nie mam zastrzeżeń, w którym z chęcią mogę robić zdjęcia, bo nie ma niczego, co by mi „nie pasowało”. Nie musi być ozdobne. Myślę, że nie bez powodu minimalizm zyskuje na popularności. Przy natłoku bodźców, obrazków, kolorów i wzorów w domowej przestrzeni potrzebna jest harmonia, a tę najprościej uzyskać, kierując się zasadą „mniej znaczy więcej”. Moje wnętrze tutaj to minimalizm ekonomiczny.

Jakie mankamenty mieszkania w tego rodzaju przestrzeni dostrzegasz?

Malwa: Staram się skupiać na pozytywach. Mankamentem tej przestrzeni jest jednak to, iż ma małe okna i niskie położenie, co bardzo ogranicza dopływ dziennego światła. Kiedyś nie miało to dla mnie większego znaczenia, pokój był brązowy, szary, a nawet turkusowy. Teraz przyświeca mi jeden cel – rozjaśnić pomieszczenie.

Gdybym mogła, w miejsce ściany z półkami wstawiłabym okna do samej ziemi. Wyburzyła kilka ścian, zmieniła układ mebli i otworzyła przestrzeń na ogród, ale póki co jest to trudne technicznie i bardzo kosztowne.

Wspominałaś, że często coś zmieniasz, przestawiasz, że lubisz remonty. Masz jakieś plany na rearanżację wnętrza?

Malwa: W najbliższym czasie planujemy z mamą remont kuchni. Ta obecna ma już ponad 15 lat i potrzebuje odświeżenia. Chcemy zmienić jej układ tak, aby był bardziej ergonomiczny. Aktualnie ilość atrybutów znacznie przekracza możliwości tej przestrzeni. Potrzebujemy więcej szafek, doniczek na zioła… Bardzo chciałabym też zrobić duże okno i dobudować taras z zejściem na trawę. Jeść śniadanie i móc zrywać sobie gruszki z drzewa… Tak, taka perspektywa mi się marzy.

Na ten moment w sferze marzeń pozostaje również domowe spa z wanną i może sauną. Chciałabym je kiedyś zrobić w łazienko-garderobie, która ze względu na przestrzeń stanowi dla mnie wyzwanie.

Jak sądzisz, co buduje klimat Twojego mieszkania?

Malwa: W lecie jest tu zawsze kojący chłodek, a wieczorne oświetlenie w różnych punktach pokoju sprawia, że czuję się tu bezpiecznie. Zimą rozstawiam świeczki, co dodatkowo ociepla wnętrze. Wszystkie meble i ozdoby mają jakąś historie. Atmosfera tego miejsca jest zmienna. Gdy coś robię, angażuję całą przestrzeń. Gdy szyję, rozkładam stół, przestawiam lampę, wszędzie są kawałki materiałów i panuje artystyczny nieład twórczy. Z kolei gdy pracuję zawodowo, wszytko musi być pochowane. Dobrze oświetlone biurko wróży pracę przy komputerze. Rozłożone prześcieradło na ścianie z półkami oznacza seans kinowy.


Atmosfera tego miejsca jest zmienna. Gdy coś robię, angażuję całą przestrzeń. Gdy szyję, rozkładam stół, przestawiam lampę, wszędzie są kawałki materiałów i panuje artystyczny nieład twórczy.

Ładne wnętrze

Myślę, że nie bez powodu minimalizm zyskuje na popularności. Przy natłoku bodźców, obrazków, kolorów i wzorów w domowej przestrzeni potrzebna jest harmonia, a tę najprościej uzyskać, kierując się zasadą „mniej znaczy więcej”.




#