Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Opowiedzcie mi, proszę, trochę o historii swojej rodziny. Jak to się stało, że zamieszkaliście w tym domu?

Magda: Sprowadził nas tu Wojtek. Teraz mieszka nas tu na 90 metrach kwadratowych sześcioro – ja, Wojtek, dwuletni Gucio, trzymiesięczna Róża, nasz kot Fela i pies Pipi.

Wojtek: Mój dom rodzinny to duża kamienica, w której kiedyś mieszkali lokatorzy z przydziału – na początku mieszkaliśmy całą rodziną w jednym mieszkaniu, teraz zajmujemy oddzielne mieszkania, a po drugiej stronie korytarza mamy rodzinne biuro. Tylko na samej górze na poddaszu została starsza pani, która mieszka tu od pokoleń i nie chcieliśmy jej stąd wyganiać. Jest to niezwykłe miejsce, kiedyś mieszkał tu pan, który codziennie pompował wodę do zbiornika, żeby wszyscy mieli wodę. Drugie mieszkanie ma dostęp do własnego strychu i właściwie do dzisiaj nie wiemy, czemu ma to służyć…

Czym się zajmujecie?

Magda: Jestem architektem i według mojej specjalności powinnam projektować budynki, ale za tym nie przepadam. Projektuję więc wnętrza, i „starociowe” mebelki.

Wojtek: A ja „robię Internet”. Pracuję dla firmy, która ma produkt z branży geolokalizacyjnej.

Już wiem, dlaczego wybraliście tę kamienicę, a od kiedy mieszkacie tutaj razem? Od czego zaczynaliście?

Magda: Mieszkamy tu od siedmiu, ośmiu lat. Gdy się tu wprowadziliśmy, to mieszkanie było totalnym chaosem. Zatrudniliśmy fachowca, żeby wycyklinował nam podłogi, za co nas znienawidził (śmiech). Wszystko dlatego, że były pomalowane kilkoma warstwami takiej okropnej, brązowej, olejnej farby.

Wojtek: W każdym innym mieszkaniu jest parkiet, tylko nie w tym. Bo ludzie z przydziału uznali, że jak im klepka wypadła, to sobie wstawią deski.

Magda: Pokój, w którym siedzimy, był lokalem szewca. Nie dało się do niego wejść z domu. Tam, gdzie była kuchnia, był korytarz, wszystko było totalnie inaczej. Najpierw wprowadziliśmy się do tego, co było. Zrobiliśmy tylko remont podłóg i odmalowaliśmy mieszkanie. Był kolorowy hard core – bordowo, granatowo... Wszystko urządziliśmy IKEĄ od początku do końca – panowie z transportu przyjeżdżali do nas chyba trzy razy.

Pokój, w którym siedzimy, był lokalem szewca. Nie dało się do niego wejść z domu. Tam, gdzie była kuchnia, był korytarz, wszystko było totalnie inaczej.


Wszystkie pokoje zmieniły swoje drzwi i przejście, wcześniej przypominały gabinety lub pokoje hotelowe. Teraz dom jest otwarty, połączyliśmy ze sobą niektóre pomieszczenia.

Ładne wnętrze

I jak to postępowało? Zaplanowaliście wszystko jednego dnia czy mieszkanie zmieniało się stopniowo – rok po roku, miesiąc po miesiącu?

Magda: W końcu usiedliśmy i stwierdziłam: „Może zrobię plan własnego domu?”.

Wojtek: Dokonaliśmy radykalnych zmian. Wszystkie pokoje zmieniły swoje drzwi i przejście, wcześniej przypominały gabinety lub pokoje hotelowe. Teraz dom jest otwarty, połączyliśmy ze sobą niektóre pomieszczenia, ale to jedyne mieszkanie z takim układem w tej kamienicy.

U Was wchodzi się z butami do kuchni…

Magda: Właściwie mamy dwa wejścia, ale nikt nigdy nie wie, jak do nas trafić.

A w której części domu spędzacie najwięcej czasu?

#

Magda: Przy stole. Zawsze, gdy nasi znajomi do nas przyjeżdżają, to życie toczy się wokół niego: przy nim jemy i gotujemy. To jest takie salono-jadalnio-wszystko.

Wojtek: I można sobie wyjrzeć na zieleń.

Czyli lubicie gotować? Celebrować posiłki, spędzać tak razem czas?

Magda: Jesteśmy niewolnikami i zwolennikami śniadań, zawsze musimy je zjeść razem. I cała nasza rodzina, Wojtka brat, jego dziewczyna i jego rodzice, śmieją się z nas, że na śniadanie zastawiamy stół jak na wigilię, chyba że jemy owsiankę. Jest to też komfort tego że pracujemy po drugiej stronie korytarza. Gucio nie chodzi jeszcze do przedszkola, więc zmienia mnie nasza kochana niania.

Przykładacie wielką wagę do zdrowych posiłków? Czy jest to dla Was istotne?

Magda: Jesteśmy trochę fanatykami zdrowego jedzenia. W ogóle nie toleruję przetworzonych rzeczy, więc nigdy nie kupowaliśmy dla dzieci słoiczków, wszystko gotowaliśmy. Wojtek jest wegetarianinem, więc prawie nie jemy mięsa. Dwuletni Gutosław został wegetarianinem z wyboru, chociaż moja mama nadal próbuje mu przemycać mięso pod kluseczkami (śmiech).

Wojtek: Dużo gotujemy, więc zainwestowaliśmy w bardzo dużą płytę, która i tak bywa dla nas za mała. Ważny był dla nas też spory blat roboczy.

Macie też trochę otwartych półek w kuchni. Jak Wam się to sprawdza?

Wojtek: Od kiedy pojawił się Gustaw, nie najlepiej – planujemy zabudować taki modulik i zagospodarować miejsce na gry planszowe, które aktualnie nie mają swojego miejsca.

Magda: Kiedyś mieliśmy też krzesło barowe do picia kawy, ale sprzedałam je – robię krzesła ze starych siedzeń z traktorów znalezionych na skupach złomu.

A co się zmieniło, od kiedy w domu pojawiły się maluchy?

Magda: Stwierdziliśmy, że musimy mieć same zamknięte półki, noże przenieśliśmy na wyższe piętra.

Wojtek: Musieliśmy założyć ochronę dookoła piecyka, bo w chłodne miesiące dużo w nim palimy. Pozakładaliśmy też blokady na szuflady z lekami. Dopóki Gutek nie potrzebował swojego pokoju, ja miałem tam biuro. Teraz pracujemy w analogicznym mieszkaniu po drugiej stronie korytarza razem z Magdą i moim bratem.

Dużo gotujemy, więc zainwestowaliśmy w bardzo dużą płytę.

Ładne wnętrze

Najwięcej czasu spędzamy przy stole. Zawsze, gdy nasi znajomi do nas przyjeżdżają, to życie toczy się wokół niego: przy nim jemy i gotujemy.

A czy planujecie teraz jakieś zmiany w tym mieszkaniu? Macie konkretne projekty, pomysły?

#

Magda: Zaczynamy „projekt łazienka”: wstawiamy szybę, „wylewamy” kafelki z łazienki na korytarz, wymieniamy meble, tam, gdzie jest prysznic chcemy zrobić ścianę. Wcześniej zrobiliśmy eksperyment – tak naprawdę to nie jest beton, tylko klej pomieszany z cementem.

Wojtek: Połowa ludzi mówi: „Dlaczego nie skończyliście łazienki?”, a druga: „Ooo, jaki super beton!”.

Dużo przedmiotów w domu jest Waszego autorstwa. Pochwalcie się, co jeszcze zrobiliście sami?

Wojtek: Ja zrobiłem stół do jadalni, Magda sama robi hokery, sporo rzeczy przemalowujemy, wyszukujemy rzeczy ze złomu, w sieci, fotele mamy obite starymi workami po kawie – dostaliśmy je od kolegi, który pracował w kawiarni. Jeśli jednak coś jest w bardzo złym stanie, to wolimy to przekazać profesjonalistom.

Magda: Uważam, że mamy trochę za dużo rzeczy, ale nie umiemy się ich pozbyć. Mamy też lampy, które kocham, od polskiej projektantki Darii Burlińskiej.

A gdyby nie ograniczały Was finanse i nie było maluchów w domu, to co byście zrobili?

Magda: Mam na przykład kilka projektów abażurów do wykonania. I nawet mam składowe na te lampy. Może kiedyś zrobię jakieś fajne malowanie – mam często zajawkę na mocne kolory i geometrię. Teraz podoba mi się połączenie białego i błyszczącego czarnego. Jesteśmy też nastawieni na recykling, pisałam o tym nawet pracę. Zbieramy dużo rzeczy, żeby później coś z tego zrobić. Wiemy co, ale nie mamy kiedy.

Czy każde z Was ma szafę, swoją oddzielną przestrzeń do składowania i życia?

Wojtek: Mamy ścianę szafową w sypialni i strych, ale raczej nie dzielimy naszej przestrzeni, śpimy w piątkę razem z kotem.

Widzę tu też bardzo dużo instrumentów muzycznych. Opowiadałaś, że pianino oddaliście do naprawy. Kto najczęściej korzysta z instrumentów?

Wojtek: Kiedyś grałem dużo więcej, teraz trochę mniej. Gram w zespole, ale instrumenty, z których korzystam, są raczej w studio. Teraz gramy trochę z Guciem, czekamy też na powrót pianina, które bardzo lubimy.

Sporo rzeczy przemalowujemy, wyszukujemy rzeczy ze złomu, w sieci, fotele mamy obite starymi workami po kawie.

Ładne wnętrze

Mamy ścianę szafową w sypialni.

Ładne wnętrze

Co jest takim najcenniejszym przedmiotem w Waszym domu?

Wojtek: Nie mamy żadnych historycznych rzeczy, najbardziej cieszę się z tej ściany z kozą. To, moim zdaniem, decyduje o klimacie tego mieszkania.

Magda: Teraz spędzamy tam dużo czasu, czytamy książki. Często siedzę tam z Różą. Uwielbiam też pianino – Gutosław zmotywował nas do jego naprawy, bo często siadał i zaczynał na nim grać.

Wojtek: Pianino to naprawdę wyjątkowa rzecz, jest po moim dziadku, który kupił je od jakiegoś grajka po II wojnie światowej. Instrument jest u nas od wielu lat, a my zupełnie nie znaliśmy jego wartości. Gdy przyjechali panowie od jego naprawy, otworzyli szeroko oczy ze zdumienia i zachwytu. Okazało się wówczas, że jego wartość jest kosmiczna.

Lubicie przywozić pamiątki z podróży?

Wojtek: Koty, stickersy, no i magnesy – ostatnio zdjęliśmy ich trochę, bo pokrywały całą lodówkę.

Wojtek: Kiedyś mieliśmy bardzo dużo kotów, ale zostały zdominowane przez Gutka. Częściej jednak przywozimy z podróży jedzenie, przyprawy, wina, oryginalne przepisy.

Powiedzcie mi, proszę, co najbardziej lubicie w tej okolicy? Co Wam się w Piastowie podoba, a co nie?

#

Magda: Ogólnie to bardzo lubimy nasz domek i podwórko. Tak naprawdę Piastów jest totalną sypialnią. Jest tu bardzo mało atrakcji. Brakuje kawiarni, miejsca, do którego można się przejść i po prostu posiedzieć.

Wojtek: Mi brakuje typowej zabudowy miejskiej, takiej, gdzie twoi znajomi mieszkają dwie przecznice od ciebie i można się spotkać. Tutaj niby buduje się nowe osiedla, ale ludzie mają mieszkanie na kredyt i dojeżdżają do pracy w Warszawie, najczęściej do korporacji. Nikogo nie interesuje miniwegańska restauracyjka w starym budynku.

Miewacie tutaj gości?

Wojtek: Zanim pojawiły się dzieci, nasze mieszkanie było centrum rozrywki.

Magda: Teraz trochę rzadziej, ale urządzamy sobie niedzielne party z jedzeniem w domu lub ogrodzie. Tu jest trochę jak na wakacjach.

Wykorzystujecie swój ogród? Zwracacie uwagę na ekologię? Widziałam, jak dzisiaj sadziłeś pomidory.

Wojtek: Panowie robią właśnie nawadnianie warzywnika, w tamtym roku z 15 m2, czyli z małego ogródka, zebraliśmy plony, które starczyły nam aż do stycznia. Zrobiliśmy przeciery. Nasz dom jest drogi w utrzymaniu, ma ponad 3 metry wysokości, nie jest zaprojektowany tak, żeby był energooszczędny, więc staramy się go usprawnić, myślimy o bateriach słonecznych. Używamy tylko roślinnych detergentów, oszczędzamy wodę, od lat segregujemy śmieci, mamy żarówki LED-owe.

A co najbardziej lubicie w tym mieszkaniu?

Wojtek: Lubię to, że jest nasze. I ma klimat.

Magda: Chyba fajne jest to, że wprowadziliśmy się tu bardzo dawno temu i wszystko zrobiliśmy sami. Wszystko! Mój tato pomagał nam układać kafelki w łazience. Mam takie podejście do domu, że to nie jest miejsce, w którym mieszkasz, tylko rodzina. W tamtym roku przeprowadziliśmy się na rok na Sardynię i też było fajnie, ale dobrze jest nam także po prostu w domu.

Chcecie tutaj zostać już na zawsze?

Magda: Nie, chcemy wyprowadzić się na wieś.

Wojtek: Mamy na ten cel fundusze, ale łatwiej podjąć taką decyzję, kiedy dzieci trochę podrosną. Marzy mi się taki dom na „młodą starość”, ze stodołą, która patrzy dużą przeszkloną ścianą w las. Najlepiej nad rzeką lub w górach, na południu Polski. Na pewno nasz teraźniejszy dom to miejsce takiego zaczepienia, żeby dzieci chodziły tu do szkoły. Kocham go bardzo, tu się wychowałem i nie wyobrażam sobie, że się stąd wyprowadzę, więc na razie jeździmy palcem po mapie.

Ładne wnętrze