Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Jak to się stało, że tutaj mieszkacie?

Kasia: Ze względu na mój zawód mieszkaliśmy już w różnych miejscach Polski. Pracowałam w dużych firmach, w których projektowałam odzież. Przenosiliśmy się więc tam, gdzie w danym momencie była praca: do Wrocławia, Gdańska, kolejnym etapem była Warszawa. Wynajmowaliśmy kolejne mieszkania, między innymi jedno w bardzo dużym wieżowcu, co zdecydowanie nam nie pasowało. Spędziliśmy tam rok.

Oboje wychowaliśmy się w blokach, w wielkiej płycie, wiedzieliśmy więc, że takie rozwiązanie odpada. Jesteśmy razem 17 lat i trochę w różnych mieszkaniach wspólnie pomieszkaliśmy. To jest nasze dziewiąte. Zawsze ciągnęło nas jednak do starych kamienic. Pierwszą okazję mieliśmy w Gdańsku, mieszkaliśmy w kamienicy na ul. Długiej, przy samej Złotej Bramie. Przekonaliśmy się, że jeśli kiedykolwiek kupimy mieszkanie, to na pewno będzie to stara kamienica.

Maciek: Przenosząc się do Warszawy, musieliśmy szybko wybrać mieszkanie do wynajęcia – znaleźliśmy w nowym wieżowcu, z podziemnym garażem, blisko centrum. Szybko jednak przeprowadziliśmy się na Powiśle, do przedwojennej kamienicy. Wybór dzielnicy, w której mieszkamy, to przypadek. Stary Mokotów, Saska Kępa czy Żoliborz odpadały z uwagi na cenę. Szukając mieszkania, mieliśmy proste kryteria. Musiało być słoneczne, z salonem od południowej strony, który cały dzień oświetla słońce. Na ostatnim piętrze, żeby nikt nad nami nie biegał, nie tupał, żebyśmy mieli spokój po pracy i żeby był balkon, na który wieczorem można wyjść, usiąść i się zrelaksować.

Kasia: W starej kamienicy przede wszystkim!

Maciek: Przyznam, że ofert spełniających te kryteria znaleźliśmy niewiele, obejrzeliśmy zaledwie kilka mieszkań.

Kasia: Szybko trafiliśmy na to idealne do naszych wymagań, więc nie mogliśmy się nie zdecydować.

Maciek: Znaleźliśmy nasz nowy dom w zielonej okolicy. Bardzo nas to zaskoczyło, nie spodziewaliśmy się, że w tej części Warszawy jest aż tak zielono.

Kasia: I blisko centrum! Z dobrym dojazdem.

Maciek: Z bardzo dobrym dojazdem. Dodatkowo możemy korzystać z ogrodu, co też jest ogromną jego zaletą. Mamy dziecko i bardzo to doceniamy, że możemy wyjść w weekendy i spędzić trochę czasu niby pod domem, ale jednak w zupełnie innych okolicznościach. Trawa, krzewy, uprawiamy pomidory... Latem cieszymy się z z choćby najmniejszych plonów, zrywamy groszek, pomidory, truskawki, własną rukolę, miętę. To są takie rzeczy, które raczej w Warszawie nie są powszechne, a my je mamy na co dzień.

Jak Wam się tutaj mieszka?

Maciek: Bardzo przyjemnie. Jest niezwykle cicho i spokojnie. Ulica, na której mieszkamy, nie zmieniła się od lat 30., poza tym, że pojawiło się na niej kilka budynków. Krótko po wojnie wszędzie były tutaj sady, biegały króliki, bażanty, a dookoła rozpościerały się łąki. Z biegiem czasu na naszej ulicy zbudowano kilka domów jednorodzinnych, dzięki czemu zachowała charakter przedmieść. Śmiejemy się, że gdy naszą ulicą przejeżdża jakiś samochód, to wszyscy wychodzą na balkon zobaczyć, co się dzieje. Niestety, szalone budownictwo lat 70. zrobiło swoje i w promieniu kilkuset metrów mamy blokowiska. Nasza i kilka ulic dookoła są taką oazą niskich budynków z ogrodami i zielenią, którą otaczają wysokie bloki. Żeby do tej naszej małej enklawy się przedrzeć, trzeba minąć blokowiska, które nie są już tak urokliwe.

Kasia: To jest też taka ulica, która na akustycznej mapie Warszawy należy do najcichszych.

Maciek: Zupełnie przez przypadek trafiłem na tę mapę i odkryłem, że nasza ulica i jeszcze jedna na dalekim Bemowie to dwie najcichsze ulice w całym mieście. Tutaj praktycznie miejskiego zgiełku nie słychać, jest cisza, spokój i ćwierkają ptaki.

Ulica, na której mieszkamy, nie zmieniła się od lat 30., poza tym, że pojawiło się na niej kilka budynków. Krótko po wojnie wszędzie były tutaj sady, biegały króliki, bażanty, a dookoła rozpościerały się łąki. Z biegiem czasu na naszej ulicy zbudowano kilka domów jednorodzinnych, dzięki czemu zachowała charakter przedmieść.


Samo mieszkanie nie wyglądało tak jak obecnie. Salon jest jest połową pierwotnego. Obecny pokój dziecka i salon były jednym pomieszczeniem.

Jak wspominacie zmiany w Waszym domu, kiedy pojawił się Julek?

#

Kasia: Samo mieszkanie nie wyglądało tak jak obecnie. Siedzimy w salonie, który jest połową pierwotnego. Obecny pokój dziecka i salon były jednym pomieszczeniem. Miało ponad 30 metrów kwadratowych.

Maciek: Mieszkaliśmy w takim dużym salonie do chwili, kiedy Julek skończył dwa latka. Wtedy uznaliśmy, że musi mieć własną przestrzeń życiową. Każde dziecko w pewnym momencie ma potrzebę terytorialności, więc nie chcieliśmy, żeby dłużej bawił się trochę w salonie, trochę w sypialni, a trochę nie wiadomo gdzie. Podzieliliśmy się przestrzenią mniej więcej po połowie, zachowując takie proporcje, żeby Julek miał duży pokój, a my w miarę duży salon. Obawialiśmy się nieco, że dopadnie nas uczucie klaustrofobii, ponieważ ta otwarta przestrzeń była naprawdę przyjemna, siedziało się i oddychało pełną piersią. Po przebudowie zrobiło się jednak przytulnie i przyjemnie, jakby było tak od zawsze.

Co buduje nastrój Waszego mieszkania?

Kasia: My (śmiech).

Maciek: Sądzę, że sztukateria, którą wykonaliśmy samodzielnie, która miała nadać styl i klimat taki trochę z przeszłości, Czasami jak na nią patrzę, to wydaje mi się, że jest tutaj od zawsze. Odwiedzający nasz dom nie podejrzewają, że jest zrobiona przez nas, kilka lat temu. Podłoga, po której chodzimy, to z kolei oryginalna podłoga z lat 30. Deski zostały wycyklinowane przez nas po raz pierwszy. Poprzedni właściciele zostawili na nich wiele warstw farby i betonową wylewkę, na którą ostatecznie położyli panele.Pierwszą rzeczą, którą Kasia zrobiła tuż po wejściu do pustego domu, było odkrywanie starej podłogi. Dosłownie w godzinę zerwała panele, żeby zobaczyć, co jest pod spodem. Było to trochę zagranie va banque, bo nie mieliśmy pewności, co znajdziemy, ale się opłaciło!

Kasia: Przed wojną nie było tutaj centralnego ogrzewania, więc istniało duże ryzyko, że hydraulicy, kładąc rury, kompletnie zniszczyli starą podłogę, która i tak miała zostać przykryta betonem. Zaryzykowaliśmy i okazało się, że było warto.

Maciek: Podłoga miała, co prawda, pewne ubytki, ale udało nam się znaleźć identyczne deski z lat 30. Solidne stare deski kupiliśmy na warszawskiej Pradze. Wycyklinowaliśmy je, pobieliliśmy i wpasowaliśmy w całość. Oryginalna drewniana podłoga zdecydowanie sprawia, że jest tutaj bardzo przyjemnie, ciepło i cicho. Mamy zatem kilka oryginalnych elementów, takich jak ta stara podłoga, stare mury plus to, co staraliśmy się dodać od siebie, czyli sztukateria gipsowa w starym stylu. Mamy wrażenie, że udało nam się przywrócić duszę temu mieszkaniu.

Czy mieszkanie zyskuje coś po Waszych podróżach?

Kasia: Obrazki na ścianach - to jest to, co według mnie dodaje osobistego charakteru naszemu mieszkaniu. Dom żyje dzięki obrazkom – temu, co jest na ścianach.

Maciek: Niekoniecznie Gauguin i Wyspiański, ale zdjęcia, których mamy mnóstwo. Naszych osobistych, głównie z Paryża, gdzie bywaliśmy często. Bardzo lubimy stolicę Francji, co pewnie można dostrzec w naszym mieszkaniu. Z każdego wyjazdu przywozimy trochę zdjęć, które wywołujemy i oprawiamy w ramki, aby przypominały nam miejsca, które odwiedziliśmy. W sypialni z kolei są zdjęcia z okresu tuż przed narodzinami syna.

Czy oprócz sztukaterii, którą wykonaliście sami, zdarza Wam się majsterkować, przerabiać meble?

Maciek: Mamy krzesło przerobione wtedy, gdy Kasia była jeszcze w ciąży. Pamiętam ją z ogromnym brzuchem zrywającą tapicerkę i szlifującą oparcie papierem ściernym. To było najzwyklejsze hotelowe krzesło kupione w Internecie za grosze, w barwach pomarańczowo-bordowych. Wykończyliśmy je samodzielnie, nadając nowe kolory. Czasem staramy się robić drobne rzeczy, ale nie jest tego wiele.

Kasia: Moglibyśmy więcej, ale krzesło jest przykładem na to, że jeżeli chcemy, to możemy (śmiech). Pomysły, żeby coś zmieniać, wychodzą raczej ode mnie, Maciej nie jest fanem remontów. Chociaż, jeżeli ja zaczynam nad czymś pracować, to ostatecznie on pomaga mi we wszystkim, tak jak było to z krzesłem.

Czym się inspirujecie, urządzając wnętrze?

Maciek: Kasia nadaje ton wystrojowi naszego wnętrza, jest moim osobistym designerem.

Kasia: Dawniej przeglądałam blogi, teraz już mi się opatrzyły. Mam wrażenie, że wszędzie jest to samo. Bardzo lubię klasyczne, francuskie, miejskie wnętrza, w tych czuję się najlepiej, więc z nich czerpię inspirację. Zdaję sobie sprawę, że nie sposób osiągnąć tego, co mają paryskie kamienice, tego niepowtarzalnego klimatu. Tam przede wszystkim gra autentyczna sztukateria. Wystarczy, że postawi się samą sofę, a wnętrze jest tak piękne i słoneczne, że już tworzy się wyjątkowy nastrój. Ciężko coś takiego osiągnąć w naszej skromnej architekturze, ale z pewnością to jest to, co mnie mocno inspiruje. Staram się więc zawsze dodać jakiś detal, drobnostkę, żeby udało się do nas przemycić odrobinę takiego klimatu.

Z każdego wyjazdu przywozimy trochę zdjęć, które wywołujemy i oprawiamy w ramki, aby przypominały nam miejsca, które odwiedziliśmy.

Ładne wnętrze
Ładne wnętrze

Czy w związku z tym planujesz w najbliższym czasie jakieś zmiany?

#

Kasia: Bardzo chciałabym zmienić klamki okienne na takie, jakie są we francuskich oknach, z delikatnym, stylowym zdobieniem. To nie to samo co piękne, drewniane, francuskie okno, ale chciałabym, aby chociaż wprowadzić ten detal. Niecierpliwie czekam też na remont łazienki, który będzie dużym wyzwaniem, ale i dopełni całości.

Co zadecydowało o doborze koloru, który dominuje w Waszym mieszkaniu?

Maciek: Kiedy się tu zjawiliśmy, dom był różowy (śmiech). My postawiliśmy na złamaną biel, jak w paryskich kamienicach, to zdecydowanie to, w czym czujemy się najlepiej. Ten kolor jest tu z nami od lat, mimo kilku remontów po drodze.

Kasia: Myślę, że spójność kolorystyczna ma duże znaczenie. Mieszkanie utrzymane jest w jednym klimacie, nie jest tak, że każdy pokój jest z innej bajki. Pokój dziecięcy również staraliśmy się dopasować do całości. Meble są tam, co prawda, nieco inne, w różnym odcieniu, jednak komponują się z resztą przestrzeni.

Czy macie w domu jakieś przedmioty, do których czujecie sentyment?

Kasia: Każde wynajmowane mieszkanie wybieraliśmy w stanie pustym. Mieliśmy poczucie, że nawet jeśli mury nie są nasze, to muszą się tam znaleźć nasze przedmioty. Wszystkie przeprowadzki wiązały się z tym, że wieźliśmy ze sobą cały nasz dobytek.

Maciek: Zaczęło się od tego, że potrafiliśmy przeprowadzać się z plecakiem i kilkoma reklamówkami, jak tragarze (śmiech), a skończyło na tym, że do tego domu wiozły nas dwie ciężarówki. Trochę tego towaru mamy i ciągle przybywa (śmiech).

Kasia: Najcenniejszą dla nas rzeczą jest ponad 100-letni piecyk moich pradziadków, który uratowaliśmy przed przetopieniem. Kiedy zmarł mój dziadek, babcia musiała wyprowadzić się z wynajmowanego domu, trzeba więc było pozbyć się mnóstwa rzeczy. Jedną z nich był uszkodzony piecyk, miał trafić na złom.

Maciek: Kasia zadecydowała, że absolutnie się na to nie zgadza i miała całkowitą rację! Zachowaliśmy ten zabytkowy piecyk, który przywołuje wspomnienia przeszłości i dziadków Kasi. Naszym marzeniem byłoby podłączyć tę małą kozę, żeby grzała w jesienne wieczory, ale obawiam się, że, niestety, już się do tego nie nadaje. Mimo wszystko jest dla nas ważnym i wyjątkowym elementem naszego mieszkania.

Kasia: Mamy też stary, niemal stuletni zegar, który ciągle czeka na renowację, porcelanę po mojej babci, filiżanki, z których korzystamy przy szczególnych okazjach.

Najcenniejszą dla nas rzeczą jest ponad 100-letni piecyk moich pradziadków, który uratowaliśmy przed przetopieniem.

Ładne wnętrze

Spójność kolorystyczna ma duże znaczenie. Mieszkanie utrzymane jest w jednym klimacie.

Jak dzielicie przestrzeń w Waszym domu?

#

Maciek: W salonie spędzamy najwięcej czasu, bawimy się, gramy w planszowe gry, zdarza się, że pracujemy. Julek większość czasu spędza w swoim pokoju, który bardzo lubi. Czasami zabawa, budowanie z klocków czy rysowanie potrafi pochłonąć go na kilka dobrych godzin. Wydaje się więc, że ten pokój jest też jego azylem, lubi tam spędzać czas. Udało nam się wypracować taki model, że zabawki zostają w jego pokoju. Ma sporo miejsca, może tam swobodnie eksperymentować, lubi to robić u siebie. To fajny podział.

Kasia: W dużym pokoju lubimy grać między innymi w chińczyka, czytać, od czasu do czasu bawimy się więc i tutaj. To pokój rodzinny. Często się mówi, że w domach, które są uporządkowane, dziecko się nie rozwija. My uważamy odwrotnie. Gdy panuje porządek, dziecko jest bardziej kreatywne, łatwo mu sięgnąć po różne przedmioty niezbędne do zabawy. Ja natomiast od kilku lat mam wydzielony kącik, w którym szyję. Wcześniej robiłam to w salonie przy stole, jednak ilość pracy w domu sprawiła, że przyszedł czas na wydzielenie przestrzeni do szycia. Z czasem jedna, druga, trzecia maszyna stojące na widoku stały się uciążliwe, powodowały, że robił się bałagan i przestrzenny chaos. Postanowiliśmy, że znajdziemy im jakieś inne miejsce i wypadło na sypialnię. Maciej trochę mi dokucza, że robię mu pracownię krawiecką w sypialni, ale chyba się już troszkę przyzwyczaił (śmiech). Wie, że z tym nie wygra. Julek natomiast lubi, kiedy wyciągam maszynę, chętnie angażuje się w szycie, pomaga mi. Interesuje się tym, co robię.

Maciek: Jest miejsce dla dziecka w domu, są salon i kuchnia, które stanowią przestrzeń wspólną i w których życie w przelocie się toczy, i jest nasza sypialnia, którą od czasu do czasu odwiedza Julek, na przykład przy okazji krawieckich robótek.

Ładne wnętrze

Gdzie spędzacie najwięcej czasu?

Kasia: Salon jest naszym miejscem spotkań i odpoczynku, a w razie odwiedzin rodziny również miejscem snu (śmiech). Wygodnie nam tu na co dzień i od święta. Bardzo dużo czasu spędzamy przy stole, przy którym spotykamy się codziennie. Staramy się, aby wszystkie posiłki spożywać właśnie tutaj.

Maciek: Nasza kuchnia nie jest tylko miejscem, gdzie zatrzymujemy się w przelocie. Jak już przyrządzamy posiłek, to staramy się te przygotowania celebrować. W dzisiejszych czasach bardzo szybko się żyje i często nie ma miejsca na chwilę dla rodziny, nie mówiąc już o tej dla siebie. My przynajmniej raz dziennie staramy się usiąść przy stole całą rodziną. Późny obiad czy kolacja jest dla nas okazją na wspólny posiłek i spokojną rozmowę.

Kasia: Nawet jeśli nie jemy wszyscy, bo tak się zdarza, to staramy się usiąść wspólnie. Stół pełni w naszym domu szczególną rolę – to takie nasze centrum dowodzenia. Przy nim nie tylko jemy, ale rozmawiamy, wspominamy, planujemy, bawimy się i czasem pracujemy. Przy nim wspólnie podejmujemy też decyzje. To bardzo ważne miejsce w naszym domu.

Maciek: Stół jest fajny, bo jest okrągły – nigdy nie wiadomo, kto siedzi bliżej kogo.

Kasia: Wcześniej miewaliśmy kwadratowe, prostokątne stoły i wiedzieliśmy, że „ten nasz” musi być okrągły.

Czego jeszcze nauczyły Was przeprowadzki?

Maciek: To doświadczenie przeprowadzania się i poniekąd dopasowywania do warunków zastanych spowodowało, że dobrze wiedzieliśmy, czego chcemy. Zdawaliśmy sobie sprawę, jak będzie wyglądało nasze własne mieszkanie i czego z pewnością chcemy uniknąć. Dzięki temu wiedzieliśmy, jak stworzyć dla siebie „dom idealny”. Wiedzieliśmy, że stół po prostu musi być okrągły czy w którą stronę mają otwierać się drzwiczki do śmietnika (śmiech). Stoliczek w kuchni maleńki, ale musiał się znaleźć. Ktoś robi posiłek, a druga osoba może w tym czasie sobie przycupnąć i towarzyszyć w przygotowaniach, pogadać, a wieczorem sączyć lampkę wina. Takie drobne rzeczy, jakie życie nam podpowiedziało, działają doskonale.

Kasia: Liczne przeprowadzki pozwoliły nam wypracować model domu, w którym wiemy, czego chcemy. I to się sprawdza.

Jaką funkcjonalność w Waszym domu cenicie najbardziej?

#

Maciek: Nasze mieszkanie jest praktyczne, wszystko jest pod ręką, ale nie znajduje się na wierzchu. Nie jest tak, że coś leży i się o to potykamy, ale wszystko jest łatwo dostępne. Jeżeli czegoś potrzebujemy, to nie musimy się przez nic przekopywać, zaglądamy do jakiejś półki i to po prostu tam jest, na swoim miejscu. Lubimy to, że mieszkanie jest otwarte, drzwi są tylko tam, gdzie trzeba, czyli do sypialni i do toalety, nie oddzielamy salonu, przedpokoju, kuchni.

Jakie rozwiązania związane z przechowywaniem stosujecie?

Kasia: Z tym zawsze jest problem, bo wydaje się, że miejsca jest ciągle za mało i chciałoby się więcej.

Maciek: Mamy jednak bardzo pojemne szafy w sypialni, które częściowo rozwiązują ten problem. Mamy miejsce na buty, do których łatwo sięgnąć, w przedpokoju czy w sypialni. Kupiliśmy sofę, która docelowo również jest schowkiem, choćby na pościel dla gości, a nie tylko meblem zajmującym przestrzeń. Pod łóżkiem w sypialni mamy zaimprowizowane szuflady, żeby tego miejsca było więcej. Niby spore, ale jednak nie tak duże jest nasze mieszkanie. Staramy się więc racjonalnie wykorzystywać każdy kąt.

Kasia: Kuchnia jest też takim miejscem, w którym udało się dobrze pozarządzać przechowywaniem. Garnki wiszą na zewnątrz, nie potrzeba na nie szafek, można bezpośrednio po nie sięgnąć. Kubki również nie stoją pozamykane w szafkach, tylko na półce i mamy do nich swobodny dostęp.

Maciek: Kiedy się tu wprowadzaliśmy, kuchnia wyglądała zupełnie inaczej. Mieliśmy jednak nakreślony plan, co i gdzie powinno się znajdować, ile powinno zajmować miejsca, jaki powinien być układ. Wiedzieliśmy, że potrzebny będzie drewniany blat, który zniesie wszystko. Nasz dębowy od kilku lat dobrze się trzyma i jest odporny na naprawdę wiele kuchennych rewolucji. Przy okazji ostatniego remontu z pokoju dziecka przenieśliśmy regały, które teraz świetnie sprawdzają się w kuchni. To takie miejsce, gdzie wszystko musi być bardzo praktyczne, łatwe do ogarnięcia, ponieważ dużo się tu dzieje. Kasia ma zawsze taki priorytet, żeby było ładnie, a ja – funkcjonalnie. Staramy się więc te dwie rzeczy łączyć i wydaje nam się, że póki co się to udaje.

Kasia: Pomimo że z Maćkiem nie zawsze się zgadzam, tutaj osiągnęliśmy idealny kompromis.

Często spędzacie czas w kuchni?

Kasia: Gotuje głównie Maciej, bo ja nie potrafię. Nauczyłam się piec tarty w pięciu, sześciu smakach oraz muffinki.

Maciek: Ale robisz wyjątkowe schabowe (śmiech).

Kasia: Nauczyłam się, kiedy polubił je Julian, ale to nie jest wyszukana kuchnia, mam do niej kompletnie dwie lewe ręce. Dla mnie to czarna magia, żeby wiedzieć, jak wszystko połączyć i jakich proporcji użyć. Z tego też względu gotuje Maciej. Lubimy kuchnię włoską, a Julian również lubi jeść kolacje o godzinie dwudziestej pierwszej, dwudziestej drugiej, więc śmiejemy się, że to dziecko Południa. Najlepiej, żeby były to grzanka, pomidory, mozzarella i oliwa. Dużo w naszej kuchni jest oliwy, bazylii, ziół, z którymi potrawy zjada bardzo chętnie, choć z reguły jest niejadkiem.

Ładne wnętrze

Kuchnia jest też takim miejscem, w którym udało się dobrze pozarządzać przechowywaniem. Garnki wiszą na zewnątrz, nie potrzeba na nie szafek, można bezpośrednio po nie sięgnąć.

Ładne wnętrze