Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Kasiu, opowiedz, proszę, kim jesteście i dlaczego wybraliście dla siebie właśnie to miejsce?

Kasia: W naszym domu mieszka jeden architekt, jedna menedżerka biura, jeden 15-miesięczny brzdąc i jeden rudy pies o ognistym temperamencie. Jesteśmy tu już półtora roku, wcześniej mieszkaliśmy na drugim końcu Wrocławia, w 50-metrowym mieszkaniu, które też było wspaniałe i świetnie położone. To chyba kwestia właściwego spojrzenia i energii, które powodują, że nigdzie i nigdy się nie nudzimy, chociaż lubimy również posiedzieć w domu. Tacy z nas aktywni domatorzy.

Nowej dzielnicy nie wybieraliśmy, zdecydowaliśmy się na dom. Twierdzę, że to przeznaczenie. Zaczęliśmy szukać zupełnie innych nieruchomości, pomysł wyjściowy był kompletnie odmienny, ale przez pół roku poszukiwań ewoluował i ostatecznie wyszło najlepiej, jak mogło.

Rafał, jakie były początki, jak wspominacie remont?

Rafał: Początki nie były łatwe. Każdy, kto oglądał nasz dom przed remontem, a właściwie przebudową, pytał, w co się pakujemy. Rzeczywiście, była to niezła ruina. Znajomi pukali się palcem w czoło. Rzeczoznawca uznał, że nie jest jednak tak źle i że ludzie gorsze rzeczy kupują (śmiech). Nawet elektryk swoimi komentarzami podcinał nam skrzydła. Zanim zdecydowaliśmy się na kupno, wiedziałem jednak, jaki ma być finalny efekt i że przestrzeń, jaką tutaj wygospodarujemy, będzie taką, jakiej potrzebujemy i jaka nam odpowiada. Podjęliśmy więc decyzję, że to robimy. Zburzone zostało właściwie wszystko.

Jak zatem wyglądał dom przed przebudową?

Rafał: Kiedy do niego weszliśmy, miał zaledwie dwa niewielkie okna na każdej kondygnacji. Pamiętam przestarzałą żółtą lamperię pomalowaną farbą olejną. Wszystko było szare, brudne i brunatne. Wnętrze było ciemne. Jednym słowem, panowała tutaj przygnębiająca atmosfera. Labirynt ze ścianek działowych, które z miejsca postanowiliśmy wyburzyć i otworzyć mieszkanie, zastąpiła jasna przestrzeń. Zależało nam na jak największej ilości światła, stąd jako pierwsze pojawiły się duże okna oraz odbijająca wpadające przez nie światło biała podłoga. To pierwszy remont od 1964 roku, jaki przytrafił się w tym domu, więc przedsięwzięcie było dość poważne.

Co jest fajnego w tej dzielnicy? Za co lubicie Brochów?

Kasia: To sam koniec Brochowa, przy parku, wśród zieleni, jest tu spokojnie, czuć atmosferę przedmieść, a z drugiej strony cały czas jesteśmy w mieście, takie dwa w jednym. Nasza ulica to stara poniemiecka aleja kasztanowa, która kiedyś nosiła nazwę Parkstrasse. Z czasem zmieniono ją na znacznie mniej urokliwą. Mamy tu trzy parki, z czego jeden przy samym domu, sarny podchodzą nam pod płot, bażanty przylatują do ogrodu, jest dużo możliwości spacerowo-rekreacyjnych oraz cała niezbędna infrastruktura, jak chociażby pediatra, do którego można się dostać w każdej chwili, a to olbrzymi plus przy małym dziecku. Przydałby się jeszcze market i restauracja na wyższym poziomie.

Rafał: Brochów znałem już wcześniej i wiedziałem, że negatywne komentarze są na wyrost – nie obawiałem się tutaj zamieszkać. Jest jak na wsi, a jednak jesteśmy w mieście.

Skąd zmiana mieszkania?

Kasia: W poprzednim miejscu mieszkało się nam bardzo dobrze, ale chcieliśmy trochę powiększyć metraż, mieć dodatkowy pokój i ogród. Udało się zyskać dużo więcej.

Rafał: Motorem napędowym była Kasia:). Ja tylko pomagałem w zrealizowaniu jej marzeń.

To sam koniec Brochowa, przy parku, wśród zieleni, jest tu spokojnie, czuć atmosferę przedmieść, a z drugiej strony cały czas jesteśmy w mieście, takie dwa w jednym.


Z każdej strony są duże okna, przez które wpada światło, dzięki czemu mamy widok na trzy strony świata.

W której części domu czujecie się najlepiej?

#

Kasia: Wszędzie! Moje ulubione miejsca to kuchnia i pralnia, a Rafała – hamak w ogrodzie (śmiech). A tak serio, to naprawdę kocham moją kuchnię – jest ergonomiczna, świetnie zaprojektowana przez Rafała, wszystko ma tu swoje miejsce, to sama przyjemność w niej być! Rafał lubi majsterkować w piwnicy, bardzo dużo czasu spędza w ogrodzie, który był mocno zapuszczony i wymaga jeszcze dużo pracy.

Rafał: Doceniam miejsce przy stole jadalnianym, nie tylko ze względu na przysmaki, których mogę przy nim skosztować. Często pracuję w tym miejscu. Z każdej strony są duże okna, przez które wpada światło, dzięki czemu mam widok na trzy strony świata. Siedzę w domu, a czuję się prawie jak na tarasie. Nie jestem przy tym odseparowany od rodziny, obok w kuchni może urzędować Kasia, a wokół zazwyczaj biega nasz urwis.

Jak dzielicie przestrzeń między siebie?

Kasia: Nie dzielimy, bo po co? (śmiech). Lubimy być razem. Wszędzie spędzamy wspólnie czas, ale najczęściej można nas spotkać w „jadalni”, czyli przy stole. Tutaj jemy, oglądamy filmy, choć zdarza się i na kanapie, pracujemy, rozmawiamy.

Gdzie jest Wasza strefa pracy, a gdzie strefa relaksu?

Kasia: Właściwie to się pokrywają – stół jadalniany. Chociaż kiedy mamy możliwość, to kładziemy się na sofie w salonie i oglądamy film lub serial. Mamy spore zaległości, bo synek pochłania cały nasz wolny czas i energię, a pozostałe resztki anektuje pies Raja. Rzadko udaje nam się jeszcze poczytać w sypialni.

Czy jest w mieszkaniu osobista przestrzeń, w której możecie pobyć sami?

Kasia: Nasza sypialnia, którą dzielimy z psem. Synek już od dawna śpi w swoim pokoju, chociaż w nocy go odwiedzamy.

Kuchnia jest ergonomiczna, świetnie zaprojektowana przez Rafała, wszystko ma tu swoje miejsce, to sama przyjemność w niej być!

Ładne wnętrze

Sypialnia to osobista przestrzeń, w której możemy pobyć sami.

Czy Wasz dom jest otwarty i często przyjmujecie gości? Czy jest raczej przestrzenią zamkniętą, rodzinną – tylko dla Was?

#

Rafał: Tutaj z reguły się spieramy – Kasia, żeby zaprosić gości, lubi się przygotować, szczególnie kulinarnie.

Kasia: Rafał chciałby zapraszać i gościć spontanicznie. Natomiast ze względu na brak czasu jest tych spotkań na pewno mniej, niż oboje byśmy sobie życzyli…

Często gotujecie w domu?

Kasia: Gotuję codziennie, lubię to, odpoczywam w ten sposób, chociaż teraz z uwieszonym do nogi synkiem nie jest mi łatwo (śmiech). Z racji tego, że kuchnia jest otwarta na salon i stół jadalniany, to tutaj przebywamy najczęściej.

Czy łazienka jest jedynym pomieszczeniem w domu zamykanym na klucz, gdzie nikt nie przerywa czasu z samym sobą?

Kasia: W łazience nikt nie jest bezpieczny. Ostatnio, gdy się kąpałam, pies położył się pod samymi drzwiami i wsunął pod spodem łapę do środka – taki sygnał – nigdy nie jesteś sama, pamiętaj (śmiech).

Co planujecie zmienić w mieszkaniu w najbliższym czasie?

Kasia: Cały czas jest tu sporo braków – musimy wybrać lampy na korytarz, do toalety na dole, udekorować mieszkanie – Rafał ma w tej kwestii sporo pomysłów, tylko brakuje czasu na realizację. Planujemy też wykończyć piwnicę, zaprojektować i zlecić wykonanie szaf garderobianych. Priorytetem jest jednak dla nas podjazd, taras i ogród.

Jakie macie najbliższe plany jako rodzina?

Kasia: Rozwojowe, a poza tym, a raczej przede wszystkim – długie, wspólne wakacje. Niekoniecznie muszą być aż tak egzotyczne jak nasza miesięczna wyprawa do Malezji, bo w Europie też jeszcze mamy sporo do obejrzenia, ale ważne, żeby były!

O jakim domu marzycie? Gdzie chcecie spędzić starość?

Kasia: Marzy nam się XIX/XX-wieczna stodoła na urokliwej wsi, przeprojektowana przez Rafała, ale to najwcześniej za 20 lat.

Rafał: Już przerobiliśmy kostkę z lat 60., więc przyjdzie czas na coś trudniejszego (śmiech). Na razie jednak nie chcemy wyprowadzać się z miasta.

Jakie cechy powinien mieć dom, w którym dorastają Wasze dzieci? Co jest ważne w atmosferze domowej?

Kasia: Radość, miłość, szacunek, bycie razem.

Klimat naszego domu tworzą przede wszystkim okna, przestrzeń i światło. Mamy tu piękne zachody słońca.

Czy mieszkanie wykańczaliście sami?

#

Kasia: Lubimy sami wykańczać wnętrze, uczestniczyliśmy we wszystkich etapach przebudowy, głównie Rafał – nadzorował, projektował, proponował rozwiązania, odnawiał meble…

Rafał: A Kasia – była w 8. miesiącu ciąży (śmiech). Kibicowała i pomagała w miarę możliwości. Sporo się tutaj działo i w miarę możliwości starała się brać udział w każdym etapie przebudowy.

Co buduje nastrój Waszego domu?

Kasia: Otwarta przestrzeń, duże okna, światło, biel.

Rafał: Klimat naszego domu tworzą przede wszystkim okna, przestrzeń i światło. Mamy tu piękne zachody słońca. Codziennie w salonie delektujemy się wspaniałym widokiem, o każdej porze roku jest imponujący. Gdzie nie spojrzeć, widzi się przestrzeń. Nie jesteśmy ograniczeni pustymi ścianami. Jest trochę tak, jakbym siedział na zewnątrz otoczony zielonym terenem.

Kasia: Jest jak nad morzem, tak przepięknych zachodów słońca i kolorów nie widziałam nigdzie…

Kto decydował o urządzeniu mieszkania? Czy była to trudna sztuka kompromisów?

Kasia: To nasze drugie wspólne mieszkanie, pierwsze było polem – może nie bitwy, ale mocno doświadczalnym. Bywało ciężko. Teraz zgodziliśmy się chyba we wszystkim. Zaufałam Rafałowi w 100%, dałam mu tylko pewne wytyczne co do kuchni. Była więc projektowana pod moje konkretne potrzeby funkcjonalne i ergonomiczne. Poprzednią kuchnię miałam teoretycznie dużą, jednak dziwnym trafem mało mi się w niej mieściło. Reszta to tak naprawdę pomysł Rafała. Uważam, że wyszło świetnie. Na razie nie mogę tylko przywyknąć do myśli o planowanym przez niego porożu na ścianach. Często miewa oryginale pomysły, które kiedyś nieco temperowałam. Po jakimś czasie pokazywał mi jednak w magazynach dekoracyjnych albo w Internecie, że stawały się niezwykle popularne i rzeczywiście wyglądały świetnie. Teraz nawet jeśli nie jestem do końca przekonana – zgadzam się i obserwuję, co z tego wyniknie – i najczęściej okazuje się, że to strzał w dziesiątkę.

Rafał: Kiedyś zakładałem kolor biały jako jedyny słuszny, Kasia lubiła przytulne wnętrza, poduszeczki. Teraz role się odwróciły – ja proponuję zieleń, Kasia wybiera szarość, ja – niebieski, Kasia – biały (śmiech).

Czym inspirowaliście się, urządzając wnętrze?

Rafał: Inspiruję się potrzebami ludzi. Tutaj w dużej mierze wiedzieliśmy, czego potrzebujemy. Zdawaliśmy sobie sprawę, jakie funkcjonalne mankamenty miało poprzednie mieszkanie i co chcemy poprawić. Stylistycznie natomiast pomysł był taki, aby pójść w minimalizm. Uwielbiam biel i wszystko mógłbym urządzać w tym kolorze, oby nie był zbyt chłodny i surowy. Aby ocieplić wnętrze, dodaliśmy kilka sentymentalnych akcentów, np. przerobioną ławę po babci, skrzynię z Indii, którą dostaliśmy kiedyś od rodziców. Początkowo myśleliśmy, że nigdzie nie będzie pasowała, tymczasem okazało się, że fajnie gra we wnętrzu. W kontraście do minimalizmu, bieli i dużych okien wprowadziliśmy też nieco stylizowane klamki. Trochę przewrotnie – z obu stron drzwi mają inny kolor. W niedalekiej przyszłości w salonie stanąć ma też kominek typu koza, który również będzie elementem kontrastującym z nowoczesną architekturą.

Czy są jakieś rzeczy, które postanowiliście zachować po poprzedniej właścicielce?

Rafał: Wykorzystaliśmy niektóre meble, pozostawiając ducha dawnego domu, jednocześnie dając mu nowe życie. W sypialni mamy nieco odświeżone stoliki, które zamieniliśmy w toaletki. Dawniej służyły jako szafki pod radio. Jedną z nich znaleźliśmy tutaj, drugą odkupiliśmy od sąsiadów. Jest też stara szafa, której dorobiliśmy nowoczesne uchwyty, oraz stare drzwi piwniczne, zostaną przerobione na biesiadny stół ogrodowy.

Ładne wnętrze

Gdybyście mieli wolny tydzień, nad czym pomajsterkowalibyście w domu?

Kasia: Na Rafała już w tej chwili czeka sporo atrakcji: szafki do zawieszenia, komoda do odrestaurowania, stare drewniane drzwi do zagospodarowania, jelenie rogi, które postanowił przemalować, projektowanie grafik…

Rafał: Trochę się tego uzbierało, brakuje tylko czasu na realizację. W piwnicy leżą przygotowane stare drzwi, z których chciałbym zrobić stół do ogrodu. To pierwsza rzecz, jaką planuję się zająć.

Aby ocieplić wnętrze, dodaliśmy kilka sentymentalnych akcentów, np. przerobioną ławę po babci, skrzynię z Indii, którą dostaliśmy kiedyś od rodziców.

Ładne wnętrze

Co jest najcenniejszą pamiątką w Waszym mieszkaniu?

#

Kasia: Niciownik odnowiony przez Rafała. Wygrzebany został na jednym z naszych pierwszych wspólnych spacerów na pchlim targu. Drugi to skrzynia indyjska – prezent od rodziców.

Rafał: Niciownik odnowiony przez Rafała. Wygrzebany został na jednym z naszych pierwszych wspólnych spacerów na pchlim targu. Drugi to skrzynia indyjska – prezent od rodziców.

Czy mieszkanie zyskuje coś po każdej podróży?

Kasia: Magnesy i nowe inspiracje.

Rafał: Przywozimy wspomnienia, podpatrujemy pomysły. Płytki na podłodze w łazience to wspomnienie naszej pierwszej wspólnej podróży do Portugalii. Od razu wiedzieliśmy, że znajdzie się dla nich miejsce. Jeżeli coś nas rzeczywiście zauroczy i na długo zostaje w pamięci, to staramy się to wkomponować w naszą domową przestrzeń.

Czy przywiązujecie się do rzeczy i miejsc?

Kasia: Nie wiem. czy się przywiązujemy do rzeczy, to znaczy ja na pewno do butów, ubrań i torebek, niestety (śmiech). Pamiątek mamy wiele – bilety ze wspólnych koncertów, meczów, ulotki, mapy z wyjazdów, bukiet ślubny, świeczka z pierwszych urodzin synka, butelka zaręczynowego Porto, przywiezionego z naszych pierwszych wspólnych wakacji w Portugalii, i wiele innych drobiazgów.

Jaką funkcjonalność Waszego domu cenicie sobie najbardziej?

Kasia: Piwnicę – to ogromna powierzchnia magazynowa, garderoba, pralnia i suszarnia w jednym, dzięki temu samo mieszkanie nie potrzebuje wielu mebli, bo zyskaliśmy przestrzeń. Tam przechowujemy też sezonowe ubrania i pościele. Najbardziej dumni jesteśmy jednak z zabudowy kuchennej. Funkcjonalność i ergonomia, szczególnie w pomieszczeniach takich jak kuchnia i łazienka, były punktem wyjścia do dalszego planowania. Rafał bardzo zwraca uwagę na rzeczywiste potrzeby, więc kuchnia została zaprojektowana przez niego w taki sposób, że każda rzecz ma swoje idealne miejsce. Rafał wymierzył wszystko, nie pomijając wysokości butelek od oliwy, pod które m.in. przygotowane zostały szuflady. Lubię, jak wszystko jest pochowane, co w codziennym życiu nie często się udaje. Dzięki przemyślanej organizacji kuchni mamy ten komfort. Absolutnie wszystko ma tutaj swoje miejsce, dzięki czemu i ja świetnie odnajduję się w tej przestrzeni.

Rafał: Człowiek z wygody odkłada rzeczy zazwyczaj tam, gdzie mu najbliżej. Przy tak zaprojektowanej kuchni, rzeczywiście łatwiej nad tym zapanować. Szczególnie przy małym dziecku, a Kajtek ciekawy jest wszystkiego. Faktycznie, dużym plusem tego domu były też piwnice. Pod parterem mamy doświetlone pomieszczenie, w którym mogę przechowywać m.in. sprzęt sportowy. Jeszcze nie jest wykończone, ale mamy tu pralnię, co również daje komfort. Rozpatrując kupno mieszkania w nowym budownictwie, byłby to problem. Oboje śmiejemy się, że do zakupu tego domu najbardziej przekonała nas piwnica. Poza tym jest funkcjonalnie, wszystko mi generalnie pasuje.

Czy każdy z Was ma swoją szafę?

Kasia: Tak, Rafał nawet dwie (śmiech). Ja jedną dużą, a junior mieści swoje rzeczy w komodzie i przewijaku.

Ładne wnętrze