Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Czy lubicie mieszkać w domu, jest to dla Was naturalne?

Krzysiek: Tak, od urodzenia do 25. roku życia mieszkałem w domu jednorodzinnym pod miastem. Potem miałem tylko kilkuletni epizod w Warszawie, zamknięty w czterech ścianach bloku. Wiedziałem, że poza centrum lepiej się odnajdę, dlatego wraz z najbliższymi zdecydowaliśmy się na życie w Zielonce. Niedługo już będzie rok, jak tu mieszkamy.

Gosiu, a Tobie nie brakuje miasta?

Gosia: Jestem bardzo społeczna i akurat zgiełku i ludzi trochę mi brakuje. Czuję się tu trochę jak w klatce, mimo że mieszkamy w dużej, jasnej przestrzeni. Niedawno urodziłam drugie dziecko, to na pewno też nie bez znaczenia dla życia z dala od centrum. Jak mam okazję pospacerować z dziećmi po chodnikach wśród zieleni, ale jednak w mieście, czuję się w swoim żywiole. Chciałabym mieszkać w tym domu, tylko przenieść go bliżej „cywilizacji”. Dom mi się bardzo podoba, to nasze „trzecie dziecko” i choć skorzystaliśmy z pomocy projektantki, bardzo dużo zaaranżowaliśmy tu sami. Muszę przyznać, że miałam w tym duży udział. Wykonanie pozostawiliśmy ekipie, choć Krzyś bardzo lubi majsterkować i w poprzednim mieszkaniu większość prac, jak malowanie czy układanie podłóg, wykonywał sam

Krzysiek: Nawet sufit podwieszany! Ale zmieniły się warunki, możliwości, na wiele rzeczy zabrakło czasu, a poza tym duży dom to też ogrom pracy.

Gosia: Razem z projektantką wybierałam materiały, kolory. Krzyś udostępniał kartę (śmiech).

Chciałabym mieszkać w tym domu, tylko przenieść go bliżej „cywilizacji”. Dom mi się bardzo podoba, to nasze „trzecie dziecko” i choć skorzystaliśmy z pomocy projektantki, bardzo dużo zaaranżowaliśmy tu sami.


Chcieliśmy mieć tu cegłę na ścianie i miejsce na wiele zdjęć w ramkach.


W detalach można nadać miejscu bardzo personalny charakter – jak to robiliście? Które elementy zdecydowały o tym, że to miejsce stało się Wasze?

#

Gosia: Projektor to pomysł mojego męża – zależało nam na tym, by mieć duży ekran, bo z Krzyśka to prawdziwy kibic. Ja z kolei bardzo chciałam mieć fotel-kulę. To był mój warunek i marzenie – jak ty projektor, to ja kulę! (śmiech). Chcieliśmy też mieć tu cegłę na ścianie i miejsce na wiele zdjęć w ramkach. W domu jest też napis, który odzwierciedla to, jak o nim myślimy.

Projektantka, która urządzała domy z kilkoma znajomymi rodzinami, oczywiście ma ogromny udział w tym, jak wygląda i nasz – ale zrealizowaliśmy go zgodnie z naszym wspólnym gustem i potrzebami.

Jakie kolory lubicie w domu, co oznaczają te, które wybraliście?

Gosia: Zielony to mój ulubiony kolor – zdecydowaliśmy się więc na jedną ścianę w tej barwie. Lubię też żółty, jest w pokoju Alberta, ale w domu w większości pomieszczeń dominują spokojne szarości i beże. Nie ma zbyt wielu kolorów, tak lubimy.

Krzysiek: Przeprowadziliśmy się tu latem ubiegłego roku, więc w tym „obchodziliśmy” naszą pierwszą wiosnę. Na pewno taras otwiera nas na dodatkową przestrzeń, zieleń i podwórko, jak tylko robi się cieplej. Jest tu dużo światła, co bardzo lubimy, prostota i minimalizm budują ten klimat.

Ładne wnętrze

Czy byliście zgodni w urządzaniu Waszej przestrzeni?

Krzysiek: Dałem Gosi wolną rękę. Chciałem mieć tyko projektor (śmiech). Nie ingerowałem, ale byłem informowany na bieżąco o jej planach i podobało mi się to, co powstaje.

W domu jest też napis, który odzwierciedla to, jak o nim myślimy.

Ładne wnętrze

Czy Wasz dom jest otwarty? Często przyjmujecie gości?

#

Gosia: O tak, bardzo! Mój mąż jest samotnikiem i często po powrocie z pracy bywa zmęczony. Natomiast ja jestem towarzyska i najchętniej codziennie gościłabym tu bliskich. Nie potrafię inaczej. Mimo że większość ma do nas kawałek, to często spędzamy czas razem.

W salonie, w kuchni lub przy stole, który łączy te pomieszczenia. Jest tu otwarta, ale duża przestrzeń, więc każdy może znaleźć miejsce dla siebie. Jeździmy też na działkę do rodziców, przyjaciół. Przeważnie jak nas nie ma, to jesteśmy u kogoś.

Gotujecie wtedy i jecie w domu lub domach przyjaciół?

Gosia: Bardzo często korzystamy z termomixu. Krzyś nawet częściej niż ja, bo bardzo lubi gotować. Gdy pracuje poza domem, nasze wspólne posiłki ograniczają się do śniadań i kolacji. Lubimy jednak zamawiać jedzenie, gdy Krzyś zostaje w domu. Dostarczenie gotowych dań nie jest problemem w tej okolicy.

Czyli zdarza się Wam pracować w domu?

Krzysiek: Bardzo często. Jestem przedstawicielem handlowym, mam nienormowany czas pracy, więc dużo też jeżdżę po Polsce. Mamy, na szczęście, w domu biuro, w którym można znaleźć chwilę spokoju i skupienia. W takim rytmie pracy warto mieć miejsce, do którego wraca się z radością.

Gosia: Jestem specjalistką od zadań specjalnych, osobistym concierge. Jeśli ktoś ma potrzebę, ale nie ma pomysłu, jak to zorganizować, gdzie zadzwonić, co zrobić, wtedy zleca to mi. Dotychczas robiłam to z zamiłowania, dziś jako firma. Udaje się to godzić z obowiązkami bycia mamą, bo kiedy mała śpi, dużo wiszę na telefonie i ciągle coś załatwiam mejlowo. To praca, która wymaga kontaktu z ludźmi 3-4 godziny dziennie, ale jeśli przy dzieciach nie mam możliwości, by spokojnie posiedzieć przy biurku nawet przez godzinę, to muszę to robić co chwilę, non stop.

Czy dzieci mają swoje pokoje? Bawią się tam bez Was?

Gosia: Na razie pokój ma Albert, potem wprowadzi się do niego Aurelka. W wolnym pokoju mamy właśnie tymczasowe biuro. Gdy dzieci dorosną i będą potrzebowały więcej prywatności, zapewne zaadaptujemy te pomieszczenia na nowo.

Czy każde z Was ma swoje ulubione miejsce w domu, swoją strefę prywatności?

#

Gosia: Chciałabym móc powiedzieć, że to łóżko w sypialni, ale podzieliliśmy się na noc dziećmi i każde z nas śpi z Albertem lub Aurelią. Chłopaki zazwyczaj są razem. Ja karmię, a Aurelka często się jeszcze budzi, więc w trosce o sen Krzyśka na noc się rozstajemy.

Jakie role pełnią Wasze domowe łazienki?

Gosia: Mamy własną łazienkę w sypialni i, powiem szczerze, poranny prysznic, nawet półgodzinny, to jak najlepsze SPA – uwielbiam to i bardzo nas to odstresowuje. Druga łazienka, ta dla dzieci, jest przestrzenią zabaw. Tam wieczorem kąpiemy nasze pociechy, co Albert absolutnie uwielbia. Ich łazienka jest zawsze zalana wodą i pełna zabawek.

Czujecie, że, oprócz tego, że jest daleko do miasta, brakuje Wam czegoś jeszcze?

Gosia: TAK! Większej lodówki, wyspy w kuchni. Przydałby się jeszcze pokój na dole, gościnny, by górę zachować tylko dla nas. Przenieśliśmy się z 36-metrowej kawalerki. Jesteśmy tu dopiero rok, ale przestrzeń jest dla nas na tyle ważna, że już czuję, że to dla nas za mały dom.

Jakie macie sposoby na organizację przestrzeni i przechowywanie?

Gosia: Nie mamy skłonności do gromadzenia. Choć mój mąż ma jeszcze T-shirty z podstawówki! (śmiech). Porządki to chwile, kiedy faktycznie widać, że miejsca na nasze potrzeby jest tu za mało. Chowamy rzeczy sezonowe do garażu, na strych i wciąż brakuje miejsca – także na drugi samochód. Ważne jest jednak to, żeby wszystkiego nie mieć od razu, bo wtedy ciężko byłoby się mieć czym cieszyć.

Jakie cenne funkcjonalności udało Wam się wprowadzić w życie?

Gosia: Inteligentna instalacja w całym domu! To bardzo wygodne – możemy sterować nim za pomocą telefonu z każdego miejsca na świecie. Wszędzie mamy żarówki LED-owe, jest perlator. Ale ekologia nie była priorytetem przy urządzaniu.

Ładne wnętrze

Czy w domu są meble po rodzicach, dziadkach? Macie tu rodzinne pamiątki?

Gosia: To moje trzecie mieszkanie i za każdą przeprowadzką nie brałam ze sobą niczego. Zawsze chciałam zaczynać z czystą kartą – wszystko nowe, wszystko inne. Lubimy czuć zmianę, świeżość. Więc jeśli chodzi o meble i przedmioty, to właściwie tylko garnki podróżują z nami.

Krzysiek: I zdjęcia! Pianino było naszą fanaberią, bardzo pasowało nam w tym miejscu. Dopiero ostatnio zacząłem się uczyć, a Albert lubi siadać przy instrumencie. Chcielibyśmy rozbudzić w nim zamiłowanie do muzyki. Zajęcia zacznie od wiolonczeli.

Czy to Wasz docelowy dom? Czujecie, że jest spełnieniem marzeń?

Gosia: Wszystko jest tu nowe, świeże – nie oszukujmy się, jest fajnie zrobiony, nasi goście są zachwyceni i od razu proszą o numer do projektantki. Jestem jednak pewna, że to nie jest miejsce docelowe. Marzę o tym, by mieć dom wolnostojący, bez sąsiadów za ścianą. Lubię Nowy Jork, zawsze chciałam tam zamieszkać. Na ten moment to tylko cel podróży, a dom zyskuje po każdej z nich jedną białą ramkę na ścianę.