Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Skąd decyzja, by zamieszkać na Krakowskim Podgórzu?

Ewelina: Wybraliśmy to miejsce, nie mając jeszcze dziecka. Inaczej podejmuje się takie decyzje samemu, inaczej urządza się dom, mebluje pod rodzinę. Deweloper w tej okolicy miał najniższe ceny spośród dzielnic, które oferują niską zabudowę i sporo zieleni. Są tu pas graniczny oraz fort, które oddzielają nas od autostrady, więc wiadomo także, że teren dookoła nie będzie bardziej zabudowany. Mieszkamy tu już 7 lat, ale to nie docelowy dom.

Jak, Twoim zdaniem, ma wyglądać ten wymarzony?

Bardzo chciałabym mieć osłonięty od innych domów ogródek. Marzy mi się nieco ponad 100 metrów kwadratowych, byśmy bez przeszkód zmieścili się razem z Bartkiem i Pumą. Lubię beże, brązy i szarości – kolor widzę w roli dodatku. Nie sądzę, że wymarzony dom urządziłabym inaczej niż to mieszkanie. Dodałabym jedynie trochę miejsca. Teraz mamy 57 metrów kwadratowych i o jeden pokój za mało.

A jaki dom chciałabyś dać Bartkowi?

Bardzo przytulny, „mięciutki”. Lubię grube dywany i chodzenie na boso. Tu mamy wystrój minimalistyczny, a więc dość surowy i zimny, choć staramy się go ocieplać tkaninami. Sami decydowaliśmy o tym, jak się urządzić i bardzo dobrze się z tym czujemy. Wszelkie braki wynikają ze względów finansowych, nie małego zaangażowania. Pewne rzeczy ograniczają pomysłowość. To za mała powierzchnia, by zmieścić wszystko, co chciałabym widzieć w domu, ale nie na tym rzecz polega, żeby przestrzeń zagracić. Inaczej wyglądają większe płytki czy ciemne kolory na małej, a inaczej na dużej płaszczyźnie.

Czy przy urządzaniu mieszkania pomagał Wam architekt, ekipa remontowa, czy musieliście sobie radzić sami?

W naszym przypadku było łatwo – tata Radka jest złotą rączką. Mamy też znajomego stolarza, Lesia. Ściany malowaliśmy sami, własnoręcznie skręcaliśmy meble i wieszaliśmy zdjęcia – to nadaje temu miejscu osobisty charakter. Lubię czasem coś zmienić: poduszki, firanki, bardzo odmienia to przestrzeń, dodaje koloru. Mieszkanie jest teraz urządzone w sposób niezobowiązujący. Nie ma tu dominujących barw ani wyraźnego, determinującego całość nietypowego stylu, więc w każdej chwili można coś łatwo dodać, wymienić. Do nowoczesnego wystroju, szarości i bieli, pasuje wszystko. A ten wystrój jest zgodny zarówno z charakterem moim, jak i męża. Bardzo łatwo było więc nam podjąć wszystkie decyzje dotyczące urządzania. Zawsze dominował u nas kolor biały. Każdy powinien się tu dobrze czuć.

Ściany malowaliśmy sami, własnoręcznie skręcaliśmy meble i wieszaliśmy zdjęcia – to nadaje temu miejscu osobisty charakter. Lubię czasem coś zmienić: poduszki, firanki, bardzo odmienia to przestrzeń, dodaje koloru.

Mamy wystrój minimalistyczny, a więc dość surowy i zimny, choć staramy się go ocieplać tkaninami.

Ładne wnętrze

Jak zmienił się Wasz dom, od kiedy jest Bartek?

Wcześniej w jego pokoju była sypialnia. Tam wystarczyło zamknąć drzwi, by ukryć strefę prywatną, bo salon otwarty był na życie i gości. Teraz śpimy na kanapie, a Młody ma swoją przestrzeń. Musieliśmy wszystko ustawić pod ten układ rodzinny i nie wszystko potrafiliśmy przewidzieć. Chciałabym mieć tu więcej przestrzeni. Na przykład przenieść kuchnię do pokoju Młodego, tam zrobić aneks i salon. Wtedy miałabym dwie sypialnie – naszą i Bartka. A tak, w salonie toczy się całe życie. Jest tu nasza sypialnia z kuchnią, jadalnią i strefą dzienną.

Czy każdy ma tu swój własny kąt i zna jasno wydzielone strefy domowników?

#

Tak, jasne! Mąż zawsze zajmuje narożnik, a Bartek najchętniej jest tam, gdzie my. Z uwagi na to najczęściej spędzamy czas wszyscy razem, w salonie. Młody nie przepada jeszcze za tym, żeby bawić się bez nas.

Ja mam strefę „kuchnia” – przeważnie jestem tam, zwłaszcza, że to punkt centralny i przechodni z pozostałych części mieszkania. Podaję herbatę, sok, ciasto, kawę, obiad. Aby się odizolować, zamykam się w łazience, tylko tam mamy drzwi na zamek (śmiech).

Pracujecie czasem w domu?

Nie przynoszę pracy do domu, bo pracuję z klientem. Ale jeśli jest taka potrzeba, by skupić się i poszperać w dokumentach czy komputerze, to robię to przy stole, w salonie. Utrzymanie domu to też praca. Bartek bardzo nam w tym pomaga. Uwielbia odkurzać, jest bardzo ułożony. Gdy narozrabia, sam sprząta. Pamięta, że zabawki muszą być pochowane, jeśli chce obejrzeć bajkę.

Czy gotujecie też razem i często jadacie w domu?

W tygodniu wszyscy wracamy do domu po siedemnastej, czyli po porze obiadowej. Jadamy wspólnie podwieczorki i kolację. Staramy się pamiętać o śniadaniach, ale te celebrujemy w weekendy, choć niedziele często spędzamy u rodziny, u mamy, w Łapanowie, na wsi.

A czy i Wy gościcie tu bliskich?

To nie tak, że nie chcemy lub chronimy naszą prywatność. Po prostu dziś wszyscy są tak zabiegani, że rzadko starcza nam czasu na przyjmowanie gości, a i każdy z bliskich żyje tempem, które sprawia, że w tygodniu nie ma czasu na wizyty. Chyba, że jest to sąsiad, który wpada pożyczyć śrubokręt, pogadać przy okazji pół godzinki. Inne spotkania towarzyskie w tygodniu nie wchodzą w rachubę.

Czy macie tu bliskich sąsiadów, znajomych na osiedlu?

Tak, nie jesteśmy i nie chcemy być anonimowi – w bloku znamy bardzo dużo osób i to przychylne znajomości. Różnie się je zawiera, czasem na spacerach, wśród innych, którzy mają zwierzęta. Kiedy pojawia się dziecko, łatwiej o kontakt z mamami. Znajomości się nie zmieniają, tylko dochodzą kolejne. To osiedle zamknięte, miło się tu spaceruje – przy placu zabaw zimą dekorują nam na święta lampkami drzewa, wiosną robi się bardzo zielono. To bardzo przytulne miejsce.

Jest sporo szaf zamkniętych, niewiele rzeczy trzymamy na wierzchu.


Jak organizujecie tę przestrzeń, by panował porządek, gdzie przechowujecie rzeczy?

#

Jest sporo szaf zamkniętych, niewiele rzeczy trzymamy na wierzchu. W pokoju Bartka są aż dwie szafy, jedna znajduje się w przedpokoju. Rzeczy zimowe, sezonowe staramy się układać na wyższych półkach lub wrzucać do kartonu i wywozić na strych do mamy, gdzie czekają na wiosnę. Taki przywilej, taki system (śmiech). W sezonie letnim chowamy też dywany. Puma ma już prawie 11 lat, bardzo gubi sierść.

Czy, oprócz Pumy, są jakieś przedmioty czy meble, które przywędrowały z Wami z poprzednich mieszkań?

Chyba tak naprawdę nie. Nie przywiązujemy się do rzeczy, ale zdjęcia podróżują z nami i zarówno nasze wczesne, jak i aktualne staramy się zbierać i eksponować. Wymieniamy meble, jeśli przestaną nam się podobać, bo nie ma miejsca, by dostawiać nowe, ale staramy się, by nie wiązało się to z większymi wydatkami.

Jak wykorzystujecie balkon?

Mieszkamy na parterze, blisko innych bloków i chodnika, więc rzadko korzystamy z tej przestrzeni. To nieco krępujące, że wszyscy mogą tu zajrzeć. Segregujemy natomiast śmieci i na balkonie mamy kontener. Chciałabym mieć kwiaty, ale przy mnie każda roślina umiera (śmiech). Za mało jesteśmy w domu – kiedy wracamy z pracy, wolimy czas poświęcić Bartkowi, nie pomidorom i ziołom.

Ładne wnętrze