Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Opowiedzcie proszę, kim są domownicy.

Basia: Od ponad 20 lat pracuję w jednej instytucji, jest to placówka dyplomatyczna. Bardzo lubię swoją pracę, daje mi poczucie bezpieczeństwa i gwarantuje dobry standard życia, który doceniam. W wolnych chwilach lubię gotować, pracować w ogrodzie, Mariusz mi w tym pomaga, nie zatrudniamy nikogo do pomocy przy roślinach.

Po przebudzeniu mam czasem w głowie taką myśl, że zostanę sama w kuchni i ugotuję coś fajnego na obiad. Uruchamiają się wtedy wszystkie twórcze mechanizmy. Kiedy dzieci są wokół, ktoś się kręci, to zazwyczaj chodzi o szybkie nakarmienie całego towarzystwa (śmiech). Zdarza się, że gotuję z głowy. Skończyłam studia licencjackie gastronomiczne, kilka kursów. Zawsze się interesowałam kuchniami innych krajów. Swego czasu bardzo mnie interesowała kuchnia węgierska, rosyjska, próbowałam zgłębić amerykańską i znaleźć w niej coś niezwykłego, ale się nie udało. Przepadam też za rodzimymi daniami. Bardzo lubię robić robótki ręczne, nie zawsze mam wenę, ale czasem coś wydziergam, uszyję. Nie ma na to zbyt dużo wolnego czasu, bo dzielę go między dzieci. Mam córkę, która ma 23 lata i wychodzi za mąż, 20-letniego syna i 10-letnią Tosię. Angażuję się w życie jej szkoły, dużo sama ją uczę. Córka trenuje akrobatykę i gra w tenisa. Mieszkamy tu we troje, choć przez dom przewijają się moje dorosłe dzieci, Mariusza dzieci i dalsza rodzina, która zawsze znajdzie u nas nocleg.

Mariusz: Basia potrafi bardzo dobrze szyć na maszynie, robi ładne lalki i zabawki na szydełku. Niektóre są wielkie, ma zmysł do robótek ręcznych, jest w tym także szybka. Ja prowadzę firmę, to rodzinny interes. Moją pasją jest fotografia, jak nie mam czym zrobić zdjęcia to choruję. Lubię samochody. Mimo że jestem ekonomistą z wykształcenia, czuję się bardziej humanistą. Gdy zaczynałem studia, a był to początek lat 90., modne były ekonomia i zarządzanie.

Czujecie się związani z miejscem, w którym mieszkacie?

Mariusz: Lubię tę dzielnicę, znam to miejsce od dawna. Pamiętam, jak się krowy pasły w gospodarstwach, były glinianki, z kolegami się bawiłem. Dobrze się czuję po tej stronie Wisły, jakoś nie widzę się po tamtej. Chociaż Warszawę bardzo lubię, całą. Urodziłem się na Powiślu, wychowałem na Grochowie.

Basia: Zawsze mieszkałam z prawej strony Warszawy, Stara Miłosna to trochę miasto w mieście. Miejsce, w którym mieszkamy, jest bajeczne.

W domu jest dużo zdjęć, cała ściana na piętrze.

Basia: To są wszystko zdjęcia autorstwa Mariusza. Jest fotografem amatorem, niezwykle utalentowanym.

Mariusz: Fotografuję różnymi technikami, otworkiem, lubię na filmie. Preferuję średni format, zrobię zdjęcia, wywołam, zeskanuję negatyw, nie mam na razie gdzie postawić powiększalnika, żeby robić odbitki. Wykonuję zdjęcia non stop, zwłaszcza iPhonem. Polubiłem ten telefon właśnie dlatego, że ma fajny aparat. Długo byłem przeciwnikiem iPhone’ów i cyfry, lustrzanki cyfrowej nigdy nie miałem.

Basia: Chodziło o to, by każdy mógł zobaczyć tutaj siebie: domownicy i dorosłe dzieci, które poszły już na swoje. Eksponowane są dzieła artystyczne dzieci, zdjęcia Mariusza. Chciałabym je wszystkie powiesić, ale żeby się zmieściły, trzeba by zrobić tapetę z minizdjęć (śmiech). Mariusz fotografuje też ciekawe miejsca w Warszawie, zaułki na Grochowie, miejscowych ludzi, scenki rodzajowe.

Mariusz: Zrobiłem reportaż o bezdomnych, mieszkali w garażu przy Dworcu Wschodnim. Węgiel im woziłem, jedzenie, siedziałem z nimi w tych garażach ze szczurami. Pół roku trwała ta przygoda, potem rozebrali garaże, a moi bohaterowie gdzieś zniknęli.

Lubię tę dzielnicę, znam to miejsce od dawna. Pamiętam, jak się krowy pasły w gospodarstwach, były glinianki, z kolegami się bawiłem. Dobrze się czuję po tej stronie Wisły, jakoś nie widzę się po tamtej. Chociaż Warszawę bardzo lubię, całą.


Miejsce, w którym mieszkamy, jest bajeczne.

Ładne wnętrze

To są wszystko zdjęcia autorstwa Mariusza. Chodziło o to, by każdy mógł zobaczyć tutaj siebie: domownicy i dorosłe dzieci, które poszły już na swoje.

Gdzie spędzacie najwięcej czasu w domu?

#

Basia: Latem w ogrodzie, zimą głównie w salonie, przy kominku. Teraz w ogrodzie uprawiamy zioła i mamy nawet domek na drzewie, spędzamy dużo czasu na zewnątrz. Przesiadujemy tu całe lato, jest trampolina dla dziecka. Schowaliśmy ją teraz, bo sialiśmy trawę.

Mamy dwie kotki: Melę i Smienę. Ta ostatnia jest jak aparat fotograficzny. Są też dzikie koty z sąsiedztwa, absztyfikanci naszych zwierząt (śmiech), ale staramy się je przeganiać.
Mariusz: Lubimy, jak jest ciepło w domu, dlatego zimą co dzień palimy w kominku.

Jakie są dobre strony mieszkania w Starej Miłosnej?

Basia: Dostrzegam same plusy. Pracuję w centrum Warszawy, dojeżdżam tam codziennie, co jest bardzo uciążliwe. Są korki, a gdy był spalony Most Łazienkowski, trzeba było się nieźle nakombinować. Kupiłam sobie bagażnik na rower, zostawiałam przed mostem samochód i dalej podróżowałam rowerem. Czasem dojeżdżałam do celu rowerem, potem pociągiem, różnie. Nie żałuję tego wysiłku, nigdy bym się nie przeprowadziła do centrum. Dzieci mają tu wszystko na miejscu, jest spokój, las w pobliżu, czyste powietrze. Myślę, że wiele rejonów Warszawy jest gorzej położonych od naszego. Bez korków z centrum do Starej Miłosnej jedzie się 20 minut samochodem, w korku stoi się góra godzinę.

Ładne wnętrze