Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Monika, czym jest dla Ciebie dom?

Monika: Dom jest dla mnie azylem. Jestem domatorką, sama mówię o sobie, że lubię pomieszkać. Nie przepadam za dalszymi podróżami, żaden ze mnie podróżnik. Bardzo lubię wracać do siebie, bo dobrze się tutaj czuję. W swoim mieszkaniu znajduję wyciszenie i spokój, mam czas posiedzieć z kotem Rudolfem.

Opowiedz, proszę, o swoim miejscu.

Monika: Moje mieszkanie jest bardzo jasne, dzięki czemu sprawia wrażenie przestronnego. Nigdy nie chciałam mieszkać na parterze z obawy przed włamaniami czy wścibskimi spojrzeniami przechodniów. Podoba mi się, że jest to ostatnie piętro w bloku. Nie ma więc hałasów od sąsiadów z góry, a dodatkowo z okien roztacza się panorama na zieloną okolicę.

A wystrój?

Monika: W salonie główne miejsce zajmuje kanapa, obok której stanęły dwa fotele, wypatrzyłam je w IKEA. Mam bardzo dużo książek, dlatego szukałam pojemnych półek. Wybór padł na prosty biały regalik. Jest on, co prawda, niezamykany, wszystko trochę się kurzy, ale dom bez książek wydaje mi się mało przyjemny. Książki mieszczą się w dwóch rzędach, spora część zbiorów jest z tematyki historii sztuki i malarstwa, bo to moja pasja. Mam również paryski kącik, jestem małym frankofilem (śmiech). Kiedyś uczyłam się francuskiego, może też trochę z tego powodu. Udało mi się pojechać do Paryża dwa lata temu, spędziłam tam parę dni. Bardzo mi się podoba francuski styl. Telewizor mam niewielki, prawdę mówiąc, rzadko go włączam, bo nie ma takiej potrzeby.

W drugim pomieszczeniu stanął spory stół i komplet krzeseł, nazywam go pokojem stołowym. Z czasem obok pojawiła się komoda, na niej ustawiłam ulubione bibeloty. Dobrym rozwiązaniem okazała się szafa, zdecydowałam się zabudować całą ścianę pokoju stołowego, z pomocą też przyszła IKEA (śmiech). Jest bardzo pojemna, mieści wszystkie domowe rzeczy. Lubię mieć większość przedmiotów pochowanych, natomiast to, co jest elementem dekoracyjnym, zostaje na wierzchu.

Na ścianach prawie każdą wolną przestrzeń wypełniają obrazy.

Monika: To prawda, spora część to prezenty, nad kanapą wisi na przykład obraz Franciszka Kmity z Kazimierza Dolnego. Bardzo lubię to dzieło, jego kolorystyka wyjątkowo mi odpowiada, bo można coś zaakcentować we wnętrzu w podobnym tonie. Oprawiłam też prawie 70-letni obraz malowany na płótnie, który został przywieziony z Watykanu, dawniej należał do mojej teściowej. Lubię wybierać się na bazar na Kole, na Olimpię, czasem coś tam wyszperam dla siebie. Dwa lata temu miałam wystawę na Starówce, było to dla mnie ogromne przeżycie. Niedaleko domu jest biblioteka, gdzie często zaglądam. Tam moje prace zawisły na kilka miesięcy, miałam z tego ogromną przyjemność, że mogą cieszyć czyjeś oczy.

Dom jest dla mnie azylem. Jestem domatorką, sama mówię o sobie, że lubię pomieszkać. Nie przepadam za dalszymi podróżami, żaden ze mnie podróżnik. Bardzo lubię wracać do siebie, bo dobrze się tutaj czuję.

Moje mieszkanie jest bardzo jasne, dzięki czemu sprawia wrażenie przestronnego.

Ładne wnętrze

Skąd czerpiesz inspirację do dekorowania wnętrz?

Monika: Często sięgam do czasopism wnętrzarskich, od czasu do czasu zaglądam na blogi o tej tematyce. Innym razem mijam na ulicy ciekawie zaaranżowaną witrynę sklepową, wypatrzę tam coś, co mnie zainspiruje i skłoni do realizacji pomysłów w domu. Mam zdolności plastyczne, pewnego rodzaju wyczucie. Dobrze się czuję w jasnych pomieszczeniach, nie lubię nadmiaru koloru. Tak jak wspomniałam, szalenie podoba mi się styl francuski, ale dojście do niego to dłuższy proces meblowania. Skończyłam szkołę plastyczną o profilu plastyka-projektanta wnętrz. Wykorzystuję wiedzę zdobytą podczas procesu edukacji, ponieważ mam zamiłowanie do samodzielnych przeróbek mebli. Znajomi czasem proszą o radę w wystroju wnętrz, co mi bardzo schlebia.

Uwagę zwracają łóżko w sypialni i stolik kawowy w salonie. Jaka jest ich historia?

Monika: Łóżko w sypialni ozdobiłam drewnianymi ornamentami, a całą ramę pobieliłam. Stojący obok okrągły stolik należał do moich rodziców, pomalowałam go srebrną farbą. Chyba najbardziej dumna jestem ze stolika w salonie, można powiedzieć, że zrobiłam go samodzielnie. W jednym ze sklepów meblowych wypatrzyłam go w bardzo okazyjnej cenie. Jedna z nóżek była wyłamana, od razu w głowie zrodził mi się pomysł, jak mogę go przerobić. Akurat byłam na etapie szukania niedużej ławy do kanapy. Wymieniłam nogi na nowe, na krawędziach przykleiłam rzeźbioną listwę, pobieliłam. Pomysł zrodził się w mojej wyobraźni, mam satysfakcję z tego rodzaju przeróbek. Klosze do lamp są z IKEA, brylanty do nich doczepiałam sama. Innym razem na targu staroci kupiłam starą ramę. Wybrałam się do szklarza, poprosiłam o dorobienie lustra na wymiar. Pomalowane przeze mnie na szaro i zawieszone na wstążce, ma swoje miejsce w sypialni.

Ładne wnętrze

Jakie jest Twoje ulubione miejsce w domu?

Monika: Najchętniej spędzam czas w salonie, tutaj czytam. W sezonie wiosenno-letnim przesiaduję na balkonie. Ciągnie się na wysokości pokoju stołowego oraz kuchni. Jest dosyć wąski, ale wystarczający, żeby na nim posiedzieć. Kolorem przewodnim jest niebieski, w ręcznie malowanych donicach zasadziłam kwiatki, położyłam chodniki. W zeszłym roku pomalowałam stolik i krzesła na ciemnoszary kolor, dobrałam poduszki w podobnej tonacji. Staram się, żeby wszystko do siebie pasowało, całość utrzymana jest w morskim klimacie. Sama robię drobne ozdoby, serduszka na patyku, małe drewniane domki. Wieczorową porą, zimą, spędzam czas w sypialni. Słucham muzyki, czasem obejrzę film, a kot leży obok.

Planujesz jakieś zmiany w najbliższym czasie?

Monika: Zamarzyła mi się kuchnia w nowej aranżacji, chciałabym rozjaśnić to pomieszczenie. Blat kuchenny jest drewniany, tak jak chciałam. Są dwa okna, co jest dość nietypowym rozwiązaniem jak na budownictwo z lat 70. ubiegłego wieku. Teraz panuje moda na styl skandynawski, montuje się jasne fronty szafek, pomieszczenie wydaje się większe. U mnie nietypowym rozwiązaniem było położenie desek podłogowych na ścianę. Wszyscy mają w tym miejscu na ogół płytki kuchenne. Któregoś dnia coś mnie zainspirowało, że może to nie jest zły pomysł, by użyć desek podłogowych nad blat kuchenny. Sprawdzają się świetnie, wolę cieplejszy klimat niż szkło czy inne minimalistyczne materiały.

Lubię mieć większość przedmiotów pochowanych, natomiast to, co jest elementem dekoracyjnym, zostaje na wierzchu.

Ładne wnętrze

U mnie nietypowym rozwiązaniem było położenie desek podłogowych na ścianę. Wszyscy mają w tym miejscu na ogół płytki kuchenne. Któregoś dnia coś mnie zainspirowało, że może to nie jest zły pomysł, by użyć desek podłogowych nad blat kuchenny.