Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Olu, opowiedz mi, proszę, kim jesteście, czym się zajmujecie i dlaczego wybraliście dla siebie akurat to miejsce?

Ola: Oboje jesteśmy fotografami, a Maja jest naszą wspaniałą córeczką. Zajmujemy się głównie fotografowaniem wnętrz i jedzenia. Dom jest rodzinny od strony mojej babci. Zajmujemy niezależne mieszkanie na piętrze, poddasze z balkonem. Miejsce jest piękne, podoba nam się tu właściwie wszystko. Cisza, spokój, bliskość tężni...

Michał: Daleko od centrum, fatalny dojazd – same plusy. Poważnie, kto by się tym przejmował, kiedy mamy pod domem rzekę, park, spokojnych sąsiadów. Dla dzieci są dwa świetnie wyposażone place zabaw, w ogrodzie piaskownica, za rogiem dom kultury.

A od jak dawna tutaj mieszkacie? Często zmienialiście miejsce zamieszkania czy cały czas byliście tutaj?

Michał: Ja pochodzę ze Śląska, mieszkałem pod Krakowem, a w Krakowie się uczyłem. A poznaliśmy się natomiast w Łodzi i od dziesięciu lat jesteśmy razem. Początkowo ciągle się przemieszczaliśmy ze względu na charakter naszej pracy i nasz charakter. Od kiedy jest Maja, trochę przystopowaliśmy.

Często przywozicie sobie do domu pamiątki z podróży?

Ola: Niestety tak. Mamy skłonność do zakochiwania się w rzeczach. Ze śmietnika we Wrocławiu przywieźliśmy stare lustro, na innym znaleźliśmy fotel.

Teraz chcemy odświeżyć te krzesła, które są z czasów dwudziestolecia międzywojennego – wymieniliśmy już tapicerkę. Mamy też przepiękną żeliwną klamkę przywiezioną z Paryża, ale nie mamy czasu jej wymienić.

Mamy skłonność do zakochiwania się w rzeczach. Ze śmietnika we Wrocławiu przywieźliśmy stare lustro, na innym znaleźliśmy fotel.

Ładne wnętrze

Zajmujemy niezależne mieszkanie na piętrze, poddasze z balkonem. Miejsce jest piękne, podoba nam się tu właściwie wszystko.

Ładne wnętrze

I zajmujecie się potem tymi rzeczami sami? Majsterkujecie trochę?

Ola: Mój dziadek nam dużo pomaga. Teraz chcemy odświeżyć te krzesła, które są z czasów dwudziestolecia międzywojennego – wymieniliśmy już tapicerkę. Mamy też przepiękną żeliwną klamkę przywiezioną z Paryża, ale nie mamy czasu jej wymienić.

A kiedy się wprowadzaliście tutaj, remont robiliście sami czy robili to za Was profesjonaliści?

Ola: Na początku specjaliści. Interesowałam się tym tematem, ale nie miałam czasu ani umiejętności, żeby się tym zająć. A kiedy już Michał tu zamieszkał, to się zaangażował – a to w przemalowanie podłogi, a to w dekorację ściany i mieszkanie odżyło. Mamy mnóstwo rzeczy, rekwizytów ze względu na charakter pracy, ale co jakiś czas staramy się części z nich pozbywać.

Michał: Szafy zapełniają zdjęcia, obrazy, rzeźby. W garderobie mamy cały magazyn. Nawet gdyby garderoba była dwa razy większa, to i tak byłaby za chwilę pełna. Trzymamy tam głównie sztukę, którą sami wytwarzamy.

Mamy też takie rzeczy bazowe, neutralne, proste i raczej białe, które się nie zmieniają - bawimy się dodatkami.

Ładne wnętrze

Szafy zapełniają zdjęcia, obrazy, rzeźby. W garderobie mamy cały magazyn.

Jest to dom, w którym chcielibyście zostać na zawsze? Czy jest coś, co Wam tutaj nie pasuje?

Ola: Mi brakuje pracowni, dodatkowej przestrzeni do pracy.

Michał: Brakuje stu metrów. A tak na poważnie... Brakuje mi dużych okien, ale w tym domu wszystkiego broni konserwator zabytków, więc przerobienie czegokolwiek graniczy z cudem. Przydałaby się pracownia połączona z domem, ale póki co cieszymy się tym, co mamy. Nie ma szans, że w ciągu jednego życia bylibyśmy w stanie zarobić na coś więcej (śmiech).

Te rzeczy, które nas otaczają, są Waszego autorstwa?

#

Ola: Rodzinne. Zdjęcia i drewniane skrzynki są głównie Michała. Moja mama zajmuje się gobelinem artystycznym, ceramikę robił hobbystycznie mój tato.

A jakie jest Wasze ulubione miejsce w domu? Gdzie spędzacie najwięcej czasu?

Ola: Nie ma jednego stałego miejsca, bo często przemeblowujemy mieszkanie. Kiedyś było tu mniej mebli i więcej sesji robiliśmy w domu, stąd te częste zmiany: zmiana koloru ścian, zmiana koloru podłogi. W salonie było studio, a sypialnia była częścią prywatną. A odkąd jest Maja, mamy więcej mebli i trudno mieścić się tu z sesjami.

Michał: Co tydzień jest inny rozkład mebli. Pokoik Mai zaaranżowaliśmy z pokoju, w którym teoretycznie była garderoba, a praktycznie - wszystko.

Ładne wnętrze

I gdzie potem przenieśliście „wszystko”? Każdy z Was ma swoją oddzielną szafę czy wszystko przechowujecie w jednej garderobie, w jednym pomieszczeniu?

Ola: Do przechowywania służą nam szafy robione na wymiar. Skosy uniemożliwiały wstawienie gotowych mebli. Wszystkie rzeczy trzymamy razem w dużej garderobie w naszej sypialni.

Najczęściej zmieniają się rzeczy Mai, bo rośnie. Zmienia się często też jej łóżeczko. Teraz poszukujemy takiego, w którym będzie można schować więcej rzeczy. Nie przykładamy zbyt dużej wagi do przedmiotów, więc nie ma być to łóżko na całe życie, tylko ma nas cieszyć i nam służyć.

Pokoik Mai zaaranżowaliśmy z pokoju, w którym teoretycznie była garderoba, a praktycznie - wszystko.

Ładne wnętrze

A macie jakieś własne przestrzenie w mieszkaniu? Takie, w których lubicie przebywać sami?

#

Ola: Nie lubimy przebywać sami. Nie jesteśmy typem samotników. Gdy potrzebuję wyciszenia, robię to nocą, kiedy wszyscy śpią. Nie muszę mieć pustej przestrzeni, a kiedy Maja śpi, z pracą rozkładam się na stole. A kiedy jesteśmy zmęczeni pracą, pakujemy się i wyjeżdżamy na parę dni do Krakowa, to daje nam fajny dystans.

Michał: Bardzo dużo pracujemy i wtedy nie ma mowy o jakimkolwiek czasie dla siebie. Nawet kiedy nie pracujemy zawodowo, to i tak realizujemy kolejne projekty, omawiamy pomysły kolejnego remontu lub gdzieś wyjeżdżamy. Jesteśmy zajęci właściwie cały czas.

Prowadzicie otwarty dom czy raczej rzadko ktoś Was odwiedza?

Ola: Jeśli ktoś już tutaj dotrze, to spędza u nas przynajmniej pół dnia. I to jest strasznie miłe, bo spotkania nie są wtedy takie sztywne, formalne. Wychodzimy na wspólny spacer, razem gotujemy i jemy obiad.

Michał: Nie ma na nic czasu, ale jest bardziej rodzinnie. Jakość spotkań ze znajomymi jest też zupełnie inna. Czują się u nas jak na wakacjach. W końcu Konstancin jest uzdrowiskiem, więc jest tu niesamowicie cicho, panuje odpowiednia wilgotność...

A jak dzielicie przestrzeń mieszkania między siebie?

Ola: Rzeczy zawodowe w domu zazwyczaj robimy razem. Jeżeli potrzebujemy coś wykonać w tym samym czasie, to się zamieniamy. Przez pierwsze pół roku związku byliśmy ze sobą 24 godziny na dobę. I niewiele się zmieniło. Lubimy ze sobą rozmawiać i spędzać ze sobą czas. Dobrze się nam też razem pracuje. Dużo się można wtedy o sobie dowiedzieć, ale trzeba też się siebie nauczyć.

Ładne wnętrze

A czym się inspirowaliście, urządzając mieszkanie? Wybraliście razem jakiś konkretny styl, ciężko było uzyskać kompromis?

Ola: Ciągle przeglądamy magazyny wnętrzarskie i blogi. Inspirujemy się, odwiedzając różne domy, mieszkania, hotele. W naszym mieszkaniu są rzeczy, które wynikają z naszego charakteru. Michał docenia światło, więc było ono naszym priorytetem, a nie wynikało z żadnego stylu. Zrobiliśmy też białe podłogi, które dopiero później zaczęły być modne. Mieliśmy też dużo własnej sztuki na ścianach.

Michał: Razem z Mają pojawił się w mieszkaniu kolor. Ja zdecydowałem tylko o kolekcji lamp.

Lubimy ze sobą rozmawiać i spędzać ze sobą czas. Dobrze się nam też razem pracuje.

Ładne wnętrze

A jaki jest Wasz ulubiony przedmiot w domu?
Ulubiona rzecz i rzecz najbardziej wartościowa?

Ola: Podoba mi się mebel po mojej babci. Mam do niego duży sentyment, bo kojarzy mi się z nią, a była to dla mnie wyjątkowa kobieta. Lustro jest dla mnie za to fajną pamiątką, zyskało u nas jakąś magię. Bardzo lubię stół, mieści się na nim praca i życie, jest centrum dowodzenia w naszym domu.

Michał: Ja lubię nowe młynki do pieprzu. Mogę z nich nie korzystać, ale to przedmiot, na który mogę patrzeć. Ekspres do kawy też jest wspaniały.

Często gotujecie w domu?

Ola: Teraz gotujemy, ale długo nie gotowaliśmy i utyliśmy po 10 kg. Michał gotuje często i smacznie, ale jak dla rodziny wielodzietnej - zupa starcza na ponad tydzień. Robimy też sporo sesji jedzeniowych, więc zawsze zyskujemy przepisy od dobrych kucharzy.

Michał: W tamtym roku, przy robieniu zdjęć do książki kucharskiej, przez dwa tygodnie nie zrobiliśmy zakupów - tyle było zapasów jedzenia. Kucharz robił od 12 do 15 potraw dziennie.

Widzę, że nie boicie się personalizować swojej przestrzeni. Przykuł moją uwagę ten słup, na którym oznaczacie wzrost Mai. Robicie sami pewne rzeczy, nie boicie się np. oklejać mebli?

Michał: Ola ma taki charakter, że traktuje wszystko tymczasowo. Może ze względu na wykształcenie, charakter, może ma przyjemność w komponowaniu? Więc te przedmioty, którymi się otaczamy, też ciągle się zmieniają. Mamy też takie rzeczy bazowe, neutralne, proste i raczej białe, które się nie zmieniają - bawimy się dodatkami.