Wybierz swój sklep:

Z wizytą u klubowiczów

Opowiedzcie w kilku słowach o swoim miejscu

Magda: Chyba z natury tak mam, że zawsze chcę coś zmienić w domu. Natomiast to jest pierwsze takie mieszkanie, gdzie jak mnie długo nie ma, to wchodzę i czuję się naprawdę fajnie. Tu jestem cały czas zadowolona.

Dosyć dużo jeżdżę – pracuję poza domem, dlatego jest on dla mnie bardzo ważny, to moje miejsce na ziemi. Tola jest stuprocentową kobietką, bardzo wesołą, hiperaktywną, też bardzo lubi swój dom. Ostatnio miała taki etap, że ciężko było ją gdzieś wyciągnąć. Ma tu dużo swojej przestrzeni, a my pozwalamy jej w niej na wiele.

Tomek: Jestem zachwycony tym domem. Uwielbiam to, że po pracy mogę usiąść sobie we własnym ogrodzie – w lecie odpocząć na hamaku. Moją oazą jest garaż przy domu, bo lubię spędzać w nim czas, rozkręcając samochody i inne tego typu maszyny, to moje hobby. To właśnie ten dom pozwala mi się w stu procentach spełnić. Jeżeli Magda ma na przykład ochotę posiedzieć w domu, bo wróciła z wyjazdu, to nic nie stoi na przeszkodzie. A ja, nawet siedząc w garażu, zawsze jestem blisko.

Jesteśmy osobami podróżującymi. Tam, gdzie mieszkaliśmy wcześniej, wracając z wyjazdu, myśleliśmy: „Matko, trzeba wnieść wszystkie bagaże na 5. piętro bez windy“. Tu od razu przyjeżdżamy, wchodzimy, cieszymy się, że wróciliśmy i w dodatku mamy gdzie wszystko trzymać – sprzęt sportowy, 5 rowerów i nie tylko. Żyć, nie umierać!

Jak trafiliście na Wilanów?

Magda: Wcześniej mieszkaliśmy razem na Dolnym Mokotowie, w świetnym dwupoziomowym mieszkaniu na poddaszu. „Zabiło“ nas piąte piętro bez windy – przy dziecku i psie logistyka wnoszenia rzeczy do domu i wychodzenia na spacer była zbyt uciążliwa. Poza tym, ja zawsze marzyłam o ogródku, chociaż malutkim. Szukaliśmy dosyć długo, ze dwa lata.

Prawda była taka, że mieliśmy całkiem spore wymagania, bo nie chcieliśmy za bardzo oddalać się od miasta. To był główny wymóg. Jednocześnie nie mieliśmy nieograniczonego budżetu, więc ciężko było o coś wyjątkowego w odpowiedniej cenie. Tomek znalazł jednak ogłoszenie, przyjechaliśmy tu i zakochaliśmy się w tym miejscu od razu. Zdawaliśmy sobie sprawę z kilku minusów, natomiast wiedzieliśmy, że na nasze możliwości finansowe to miejsce jest spełnieniem naszych marzeń. Zaczęło się kombinowanie.

Musieliśmy znaleźć kupca na poprzednie mieszkanie, które nie było łatwe do sprzedania, bo było bardzo duże i na 5. piętrze bez windy. Dla wielu rodzin taka opcja odpada. Poza tym, było tam sporo do zrobienia. Ogromny potencjał, ale potrzebujący dużych nakładów finansowych. Tola już była na świecie, kiedy szukaliśmy tego miejsca, a ono spełniało najważniejsze kryteria – jest całkiem duże, ma ogródek, jest blisko miasta i mamy też dziadków Toli w pobliżu.

To właśnie ten dom pozwala mi się w stu procentach spełnić. Jeżeli Magda ma na przykład ochotę posiedzieć w domu, bo wróciła z wyjazdu, to nic nie stoi na przeszkodzie. A ja, nawet siedząc w garażu, zawsze jestem blisko.

Tomek znalazł jednak ogłoszenie, przyjechaliśmy tu i zakochaliśmy się w tym miejscu od razu.

Ładne wnętrze

Wcześniej mieszkaliśmy razem na Dolnym Mokotowie, w świetnym dwupoziomowym mieszkaniu na poddaszu. „Zabiło“ nas piąte piętro bez windy – przy dziecku i psie logistyka wnoszenia rzeczy do domu i wychodzenia na spacer była zbyt uciążliwa.

Jakie są plusy, a jakie minusy mieszkania w tej dzielnicy?

Magda: Plusem, który wygrywa nad wszystkim, jest fakt bliskości natury. Jak na wsi, a jednak w mieście. Zaraz za naszym domem jest rezerwat przyrody, wielkie pola.

Tomek: Na naszej ulicy znamy wszystkich sąsiadów, wiadomo, kto czym się zajmuje, można porozmawiać, zostawić kota czy psa do nakarmienia, kwiaty do podlania. Fajna mała komuna, w dobrym tego słowa znaczeniu. Jest superzieleń wokół, osiedle jest dobrze skomunikowane. Są sklepy i wszystko, co do życia potrzebne. Trafiliśmy stuprocentowo w dziesiątkę.

Gdzie jeszcze mieszkaliście wcześniej?

Tomek: Na początku mieszkaliśmy w małym mieszkaniu Magdy na Mokotowie – 40 m2 w dużym bloku. Przez pierwszy rok spotykania się to miejsce nam zdecydowanie wystarczało. Później jednak przenieśliśmy się na to poddasze, olbrzymie bo 150-m2 – we dwójkę nie mieliśmy go jak spożytkować. Teraz jesteśmy tu, we trójkę.

Częściowo to, że Tola nie chodziła, wymogło na nas tę przeprowadzkę. Trzeba ją było nosić, a Magda dużej postury nie jest, więc było to uciążliwe. Ja nigdy nie miałem nawet mieszkania z balkonem, a teraz mam ogród, co po prostu jest szaleństwem.

Gdybyśmy mieli się gdziekolwiek przeprowadzać, to tylko do samodzielnego dużego domu. Z naszymi wymaganiami – mieszkania blisko centrum – musielibyśmy jednak zdecydowanie zmienić naszą sytuację budżetową ;).

Jakie pomieszczenie jest sercem Waszego domu?

Gdy kupiliśmy to mieszkanie, część domu była otwartą przestrzenią. Mogliśmy podzielić ją dowolnie, stawiając tylko ścianki działowe. Doszliśmy do wniosku, że całe życie skupia się w salonie i kuchni. Jest to 45 m2, gdzie jeden narożnik to kuchnia, reszta to salon z dużym stołem, przy którym skupia się całe życie. My to wynieśliśmy z domów i staramy się nauczyć Tolę, że stół jest takim miejscem, wokół którego spotyka się cała rodzina, gdzie zawsze można usiąść, porozmawiać, zjeść posiłek. Lubimy jeść wszyscy. To jest naszą, nie powiem, że pasją, ale naprawdę uwielbiamy to!

Salon jest miejscem do życia. Jest największym pomieszczeniem, najwygodniejszym i takim, w którym wszystko musi każdemu pasować. Rozkład pomieszczeń wymyśliliśmy sami. Nawet gdy nie byliśmy pewni, czy kupimy to mieszkanie, to już je mieliśmy rozplanowane. Jest nasza sypialnia, która jest najmniejszym pomieszczeniem, średnie pomieszczenie to pokój Toli. Układ okien wymógł na nas to, że jeden pokój będzie większy, a drugi mniejszy. Jeden ma 13 m2, drugi ma 17 m2. Uznaliśmy, że lepiej, żeby dziecko miało większy pokój. Gdy będzie starsze, to będzie tam odrabiało lekcje, uczyło się, przyjmowało koleżanki. W sypialni człowiek tylko śpi i trzyma ubrania.

Doszliśmy do wniosku, że całe życie skupia się w salonie i kuchni.

Ładne wnętrze

To, co było dla nas najważniejsze przy planowaniu układu, to wspólna przestrzeń.

Ładne wnętrze

Kiedy wokół mnie jest porządek, łatwiej jest się skupić na tym, co się robi. Kiedy otacza mnie bałagan, to mam wrażenie, że i w głowie mam bałagan (śmiech).

Ładne wnętrze

Magda: Nie mamy garderoby. To jest największa wada tego mieszkania. Za to mamy wielki garaż pełen niepotrzebnych rzeczy męża, który bardzo chciałabym przerobić na garderobę (śmiech).

Magda: To, co było dla nas najważniejsze przy planowaniu układu, to wspólna przestrzeń. Sercem domu jest duży salon, w którym toczy się życie. Na tym nam zależało. Ktoś może gotować, ktoś pracować, Tolka np. układać puzzle – ale wciąż jesteśmy razem. Do wszystkich pozostałych pomieszczeń dostaniesz się z salonu i o to nam chodziło. Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.

Pochwalę się, że to jest stół, który dostałem od taty, a on dostał go od swojego taty, który dostał go od swojego! Więc to mebel, który jest w mojej rodzinie (tak myślę) nawet od 200 lat. Tym bardziej ma duże znaczenie w naszym domu.

Dużo gotujecie?

Tomek: Ostatnio niedużo gotujemy, choć lubimy jeść (śmiech). Z czasem ostatnio jest gorzej, a poza tym jemy w pracy, Tola w przedszkolu, więc zostają weekendy, kiedy można coś razem ugotować. Bardzo lubimy duże śniadania. To posiłek, który jemy razem. Trwa chyba z godzinę – są jajka, omlety, naleśniki, przeróżne łakocie. Stół jest elementem spajającym. Pochwalę się, że to jest stół, który dostałem od taty, a on dostał go od swojego taty, który dostał go od swojego! Więc to mebel, który jest w mojej rodzinie (tak myślę) nawet od 200 lat. Tym bardziej ma duże znaczenie w naszym domu.

Ładne wnętrze

Jakie meble w domu mają jeszcze wyjątkową historię?

Tomek: Poza wspomnianym stołem jest to szafka pod telewizorem czy inne meble, które są pierwszymi sprzętami Magdy kupionymi do pierwszego mieszkania za pierwsze zarobione pieniądze. Są dla niej ważne. Ja uwielbiam witrynę, która wisi nad komodą, bo zawsze marzyłem o takiej starej z zaokrąglonymi szybkami. Udało mi się zdobyć taką z kryształowymi. Przywiozłem ją z Sosnowca, ze starej poniemieckiej kamienicy. Młodzi ludzie, którzy wprowadzali się tam, wyprzedawali takie meble. Myślę, że ta gablotka też ma ponad 100 lat, jak nie więcej. Ma lekki sznyt starocia.

Jaką rolę odgrywają w Waszym wnętrzu kolory?

Tomek: Jeżeli chodzi o kolory, to ja się wyłączam z tego tematu, zielony jest zielony, niebieski w pewnym momencie jest taki sam (śmiech). To jest Magdy domena. Poszliśmy w biele, szarości i mocne akcenty typu różowa kanapa. Chcieliśmy, żeby było przyjemnie, żeby to nie były powszechne beże i brązy. Lubię, gdy są mocne akcenty w mieszkaniu, to mi się podoba. Ufam w tym względzie Magdzie w stu procentach.

W jakim miejscu spędzacie wspólnie najwięcej czasu?

Tomek: Często rozkładamy kanapę, żeby we trójkę się na niej zmieścić. To nawet nie jest kwestia oglądania telewizji, bo telewizor rzadko jest włączony. Siedzimy, czytamy, rozmawiamy, wygłupiamy się – duża kanapa w dużym salonie to supersprawa! M: Marzę jeszcze o fotelu tym ikeowskim z wysokim oparciem. Na razie jeszcze nie wymyśliłam tylko, gdzie można by go postawić... Ale coś wykombinuję.

Ładne wnętrze

Jesteście zadowoleni z systemu przechowywania rzeczy w Waszym domu?

Magda: Chcielibyśmy mieć garderobę z supersystemem, to jedno z moich największych mieszkaniowych marzeń na tę chwilę... Mam nadzieję, że kiedyś się spełni. Może namówię męża na zmniejszenie garażu, w którym i tak nie mieści się nawet samochód? Tam jest tysiąc innych rzeczy, więc może chociaż podzielilibyśmy się przestrzenią pół na pół. Mogłabym tam zrobić sobie garderobę z jakimś sensownym systemem, mieć wszystkie buty na widoku. Salon z kolei jest duży, lubię tę przestrzeń, nie chciałabym jej zawalać szafami, dużymi komodami. Uwielbiam to, że jest tu dość przejrzyście.

Czy staracie się być ekologiczni w swoim domu?

Magda: Segregujemy śmieci, w tym roku chcemy także zagospodarować część ogródka na przestrzeń ze świeżymi ziołami. Pierwsze są już posadzone. Staramy się żyć w miarę ekologicznie, ale nie jesteśmy eco freakami.

Pies wpływa destrukcyjnie na przestrzeń (śmiech), robi bałagan, gryzie.

Ładne wnętrze

Jaką rolę odgrywa pies w Waszym domu?

Tomek: Pies wpływa destrukcyjnie na przestrzeń (śmiech), robi bałagan, gryzie. Zawsze był u nas w domu, czy ten, czy inny. Jedno legowisko musi mieć przynajmniej w salonie i w drugim pomieszczeniu też. Teraz korzysta z tego, że jest ogród, wielkie pole za płotem. Jest przez to bardziej wybiegany. I to jest wielki plus.

Czy planujecie jakieś wielkie zmiany w najbliższym czasie?

Magda: Malowanie pewnie w przyszłym roku, to kwestia odświeżenia. Ja celuję w powiększenie okien. Chciałabym, żeby cała ściana, na której teraz są okna, była przeszklona. Jeśli nasz rodzina będzie się powiększać, zastanowimy się nad zaadaptowaniem garażu na drugi pokój, ale to też nie od razu. Jeśli to będzie druga dziewczyna, to zamieszka z Tolą. Mamy w planach ustawienie dużego biurka w jej pokoju.

Magda: Nie lubię urządzać mieszkania od razu... Potrzebuję czasu, lubię rzeczy z duszą, historią. Poza tym dopiero po pewnym czasie weryfikujemy to, jak dana przestrzeń jest wykorzystywana. Zwozimy rzeczy z podróży, pomalutku sobie tu układamy. Tak jest dobrze.